Playa San Juan najłatwiej zapamiętać jako plażę przy porcie rybackim. Port i falochron osłaniają zatokę od wiatru i fal, więc kąpać się można tu przez cały rok. Wystarczy jednak przejść wzdłuż brzegu około dziesięciu minut na północny zachód, w stronę Fonsalíi, żeby uporządkowane nabrzeże zamieniło się w ciemną lawę, małe zatoczki i horyzont bez żadnej osłony.
O dziennym obliczu miasteczka i spacerze do ruin przy wybrzeżu opowiada wpis Playa San Juan - spokojne miasteczko i okolice. Tu liczy się tylko ostatnie pół godziny przed zachodem słońca.
Tam, gdzie kończy się zatoka
Na plaży wciąż czuć rytm miejscowości - promenadę, restauracje i wodę osłoniętą przez port. Dalej brzeg robi się poszarpany, pod nogami zostaje wulkaniczna skała, a zamiast na zatokę patrzy się prosto w Atlantyk.

To nie jest odcinek na plażowanie, tylko na zatrzymanie się na chwilę. Nierówna lawa tworzy krótkie uskoki i załamania, a fale wchodzą między skały bez pasa piasku, który łagodziłby widok. Niskie słońce nadaje skale rdzawy, ciepły odcień.
Wystarczy jednak odwrócić się w stronę słońca, a ta sama lawa zamienia się w czarną sylwetkę na tle jasnej wody. Na lewym skraju horyzontu rysuje się przy tym zarys La Gomery, sąsiedniej wyspy na zachodzie.

Zachód słońca nie potrzebuje pocztówkowego nieba
Najmocniejszy efekt nie przychodzi tu w bezchmurny wieczór. Warstwa chmur zostawia nad wodą tylko wąski pas światła, więc zachód nie rozlewa się po całym niebie, tylko świeci nisko nad horyzontem.

Około stu metrów dalej, przy skrzyżowaniu Avenida del Emigrante z Calle Marejadilla, brzeg zawija się w małą zatoczkę z pasem ciemnego piasku. Prowadzi przez niego drewniany pomost, nad skałami rosną kaktusy, a na skraju kadru widać palmy i pierwsze zabudowania.

Strona gminy zachwala promenadę Playa San Juan jako miejsce, z którego ogląda się „jeden z najpiękniejszych zachodów słońca na Teneryfie”. Najbliżej tej obietnicy jest jednak poza samą plażą, tam gdzie zostają już tylko czarna skała, światło odbite na wodzie i szum fal.
Ostatnie minuty pod chmurami
Tuż przed zachodem tarcza wysuwa się spod chmur w wąską szczelinę nad horyzontem. Złoto przechodzi w pomarańcz, a woda pod nią robi się ciemniejsza i cięższa.

Pas przy horyzoncie świeci wtedy mocniej niż reszta nieba, a skały po prawej stronie wyglądają jak ciemne wycinanki. Nad nimi rysują się już tylko pióropusze palm.

Kto chce pójść dalej nad morzem, może przedłużyć spacer na północ, do Alcalá, albo w przeciwną stronę, przez centrum, ku Abamie. Według strony gminy nocą plaża ożywa, a gwar przenosi się do barów i restauracji przy promenadzie. Ten kawałek brzegu zostaje wtedy tylko dla fal.














