Kilka minut po wyjściu z Abades białe szeregi domów zostają za plecami, a na pustym płaskowyżu wyrasta monumentalna fasada niedoszłego sanatorium. Dalej trasa trzyma się wschodniego brzegu Arico, mija latarnię Faro de Punta Abona, schodzi pod kościół Nuestra Señora de las Mercedes i kończy się w Porís de Abona, przy zatoce osłoniętej od otwartego oceanu.
To spacer liniowy, nie pętla. Nie ma tu leśnych odcinków ani wysokogórskich widoków. Jest za to surowe lawowe wybrzeże, niskie osady przyklejone do brzegu i ślady historii, których południe Teneryfy nie pokazuje tak często.
Abades i spokojny początek
Abades jest jednym z tych nadmorskich osiedli, które od razu rozpoznaje się po rytmie zabudowy. Niskie białe domy stoją blisko siebie, a zatoka przy brzegu daje krótki, spokojny wstęp do dalszej drogi. To dobry kontrast wobec tego, co czeka kilkaset metrów dalej - szerokiej, prawie pustej przestrzeni Punta de Abona.

Sanatorio de Abona - osiedle, które nigdy nie zadziałało
Najmocniejszy akcent tej trasy pojawia się bardzo szybko. Sanatorio de Abona zaprojektowano w 1943 roku jako osiedle dla chorych na trąd - z kościołem, szpitalem, budynkami mieszkalnymi i zapleczem technicznym. Kompleksu nigdy jednak nie wykorzystano zgodnie z pierwotnym celem, bo rozwój leczenia sprawił, że inwestycja straciła sens jeszcze przed uruchomieniem.

Najbardziej zapada w pamięć kościół z wysoką fasadą, ale po obu stronach widać też długie, niskie skrzydła budynków i ślady całego układu urbanistycznego. Teren jest suchy, otwarty i prawie pozbawiony cienia, więc ruiny nie wyglądają jak coś schowanego - przeciwnie, stoją w pełnym świetle i dominują nad okolicą zaskakująco długo. Więcej o samym kompleksie można przeczytać we wpisie Abades - Sanatorio de Abona.

Między lawą a oceanem
Za sanatorium spacer wraca do prostszej, bardziej rytmicznej formy. Ścieżka i lokalne drogi prowadzą tuż nad skalistym brzegiem, gdzie fale rozbijają się o czarne i rdzawo-brązowe półki lawy. Ten odcinek nie zmusza do ciągłego patrzenia pod nogi, więc łatwo zwolnić i obserwować linię wybrzeża.

W oddali coraz wyraźniej widać latarnię na Punta de Abona. Stoi na skraju niskiego, niemal pustynnego brzegu, dzięki czemu w krajobrazie nic jej nie zasłania. To jeden z tych punktów, które porządkują całą drogę - przez dłuższy czas widać cel, zanim dotrze się do niego naprawdę.

Faro de Punta Abona
Pierwsze światło Faro de Punta Abona zapalono w 1902 roku. Dzisiejsza, 39-metrowa wieża zastąpiła starszą latarnię w 1978 roku, ale dawny niski budynek wciąż stoi obok i dobrze pokazuje, jak zmieniła się skala tego miejsca. Na trasie nie jest to tylko punkt orientacyjny - to także chwila, w której opuszczone ruiny zostają za plecami, a spacer przechodzi w bardziej mieszkalną część Punta de Abona.

Biały kościół nad zatoką
Kilkaset metrów dalej pojawia się zupełnie inny obraz. Kościół Nuestra Señora de las Mercedes ma białe ściany, ciemne kamienne obramowania i niewielki plac od strony drogi. Po ciemnych skałach i ruinach sanatorium ten fragment trasy działa jak mocna zmiana tonu - z surowego wybrzeża przechodzi się do osady, która wygląda na bardziej uporządkowaną i codzienną.

Tuż pod kościołem otwiera się mała zatoka z ciemnym piaskiem i łagodniejszym wejściem do wody niż na większości wcześniejszego odcinka. Z góry dobrze widać, jak biała zabudowa Punta de Abona schodzi niemal do samej plaży, a lawowe skały nadal zamykają ją po obu stronach.

Ostatni odcinek do Porís de Abona
Dalsza droga znów trzyma się brzegu. Domy Punta de Abona zostają za plecami, a przed Porís de Abona wraca bardziej otwarty krajobraz: czarne pole lawy, niskie sukulenty przy ścieżce i szeroki widok na miejscowość rozłożoną wokół zatoki. Przy dobrej pogodzie to jeden z najbardziej rozległych kadrów na całej trasie.

Po drodze trafiają się też jaśniejsze, miękko wyrzeźbione skały, które od razu odcinają się od ciemnej lawy. Z tego miejsca można jeszcze odwrócić się ku Punta de Abona i zobaczyć, jak mała wydaje się latarnia na tle całego odcinka już pokonanego wybrzeża.

Na tym fragmencie dobrze widać, że wybrzeże nie jest tu tylko widokiem dla spacerujących. Zdjęcia z trasy łapią także codzienny rytm miejsca - choćby świeżo złowioną ośmiornicę niesioną z brzegu. To drobny detal, ale dobrze pasuje do końcówki marszu, bo Porís de Abona do dziś zachował portowy i rybacki charakter.

Porís de Abona - koniec przy naturalnym porcie
Porís de Abona wyrasta z osłoniętej zatoki i właśnie przy wodzie wypada jego najmocniejszy finał. Najpierw pojawia się niewielka plaża, za nią rząd białych domów, a dalej skalisty cypel zamykający zatokę od jednej strony. Po pustszych odcinkach wcześniejszego spaceru czuć tu wyraźnie, że to już nie tylko punkt na trasie, ale normalnie żyjąca miejscowość.

Najładniej widać to kilka minut dalej, przy klifie z przezroczystą wodą i łodziami stojącymi blisko brzegu. Właśnie takie zakończenie najlepiej podsumowuje całą drogę z Abades: zaczyna się przy spokojnej plaży, przechodzi obok ruin i latarni, a kończy w zatoce, która nadal wygląda jak miejsce zbudowane przede wszystkim wokół morza.

Informacje praktyczne
To trasa liniowa, więc powrót warto zaplanować przed wyjściem. Najwygodniej zostawić auto na jednym z końców i wrócić po nie drugim samochodem albo potraktować Porís de Abona jako punkt końcowy i zawrócić tą samą drogą.
Większość spaceru biegnie po odsłoniętym wybrzeżu. Przydają się zapas wody, nakrycie głowy i buty z dobrą przyczepnością, bo przy sanatorium oraz na lawowych półkach podłoże bywa nierówne. Najlepiej ruszyć rano albo poza największym upałem.
Więcej zdjęć opuszczonego kompleksu można zobaczyć w galerii Sanatorio de Abona.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”









