Południe Teneryfy zwykle kojarzy się z kurortami, szerokimi arteriami i hotelami ustawionymi przy promenadach. Abades pokazuje inną wersję tego wybrzeża. To niewielkie osiedle w gminie Arico, oficjalnie nazywane Los Abriguitos, z małą zatoką, niską zabudową i suchym krajobrazem, który od razu przypomina, że południowo-wschodnie wybrzeże ma własny rytm.
Między lawą, wiatrem i małymi zatokami
Już na obrzeżach miejscowości widać, jak bardzo tutejszy krajobraz różni się od zielonej północy. Ziemia jest sucha, miejscami rdzawa, porośnięta niskimi sukulentami i rozrzuconymi krzewami. Nad wodą nie ma wysokich klifów ani palmowych alei - jest niski cypel, ciemna skała i szeroko otwarty ocean.

To właśnie od takich małych zatok wzięła się pierwotna nazwa Los Abriguitos, odnosząca się do naturalnych osłon dla łodzi przy brzegu. Popularna nazwa Abades pojawiła się później, razem z urbanizacją rozwijaną tu od końca lat 70. i początku lat 80. Z dzisiejszej perspektywy oba porządki nadal są dobrze widoczne: nowa zabudowa stoi tuż obok surowego, niemal pustynnego wybrzeża.
Białe osiedle z widokiem na sanatorium
Najbardziej charakterystyczne wrażenie daje sama zabudowa. Abades nie wygląda jak miejscowość rozrastająca się przypadkiem. Domy stoją w zwartym układzie, niskie i jasne. Białe ściany, zielone ogrodzenia i czerwone dachówki powtarzają się na kolejnych budynkach. Nad nimi, na wzgórzu, od razu pojawia się ciemniejszy akcent - ruiny Sanatorio de Abona, dobrze widoczne z różnych punktów osiedla.

Z bliska najlepiej widać, że ten porządek nie kończy się na elewacjach. Balkony, kraty, pergole i ogrodzenia utrzymano w tym samym zielonym tonie, dzięki czemu nawet zwykła ulica wygląda spójnie. Nie jest to efekt przypadkowy, tylko znak, że całe osiedle powstawało według wspólnego pomysłu.

Wewnętrzne dziedzińce i wejścia do domów dodają temu układowi bardziej prywatnego charakteru. Donice, pergole i rośliny ustawione przy ścianach przełamują surowość otoczenia. Na tle suchego brzegu i wulkanicznego pyłu taki mały ogród robi większe wrażenie niż w miejscach, gdzie zieleń jest oczywista.

Mały plac i codzienny rytm osiedla
W centrum nie ma wielkiego placu ani reprezentacyjnej promenady. Jest raczej kilka prostych, codziennych przestrzeni: ławki, niewysokie lokale, małe punkty usługowe i spokojne ulice prowadzące ku morzu. To nie jest miejscowość zbudowana pod tłumy spacerowiczów, tylko miejsce, w którym najpierw toczy się zwykłe życie mieszkańców.

Właśnie to odróżnia Abades od większych kurortów południa. Nie trzeba tu szukać atrakcji ustawionych jedna obok drugiej. Wystarczy przejść kilka przecznic, żeby zobaczyć, jak osiedle otwiera się na ocean i jak szybko z zabudowanej ulicy przechodzi się do brzegu.
Plaża i nurkowie przy brzegu
Najważniejszym miejscem spotkania z wodą jest niewielka plaża Los Abriguitos, nazywana po prostu plażą w Abades. Ma bardziej kameralny niż widowiskowy charakter. Niedużą zatokę zamykają skały po bokach, piasek jest ciemny, a łodzie leżą wyciągnięte na brzeg. Zdjęcia dobrze pokazują też coś jeszcze - to miejsce żyje nie tylko plażowaniem, ale i nurkowaniem.

W okolicy działają szkoły nurkowe, a spokojniejsza zatoka sprzyja wejściu do wody bez wielkiej infrastruktury. Dzięki temu Abades od lat pojawia się na mapie miejsc lubianych przez osoby schodzące pod wodę, choć na powierzchni wszystko wygląda zaskakująco skromnie i cicho.
Spokojna zatoka zamiast kurortu
Najlepiej widać to z brzegu, gdy zatoka zamyka się w jednym kadrze. Nie ma tu szerokiej promenady, hoteli ani rzędu parasoli. Jest mała plaża, kilka osób w wodzie, jasna skała przy wejściu do zatoki i pojedynczy budynek na cyplu w tle. Ten prosty układ wystarcza, by zrozumieć, dlaczego Abades tak często odbiera się jako spokojniejszą alternatywę dla bardziej znanych miejsc południa.

Najłatwiej zajrzeć tu przy okazji krótkiego postoju po zjeździe z TF-1 albo połączyć wizytę z wejściem w stronę ruin. O samym kompleksie można przeczytać więcej we wpisie Abades - Sanatorio de Abona, a dłuższy spacer wzdłuż wybrzeża opisuje trasa Abades - Porís de Abona. Więcej zdjęć niedokończonego kompleksu zebrano też w galerii Sanatorio de Abona.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










