Wschodnie wybrzeże Arico przez większość tej trasy wygląda niepozornie. Niska zabudowa, ciemny żwir plaż i spokojne zatoki wciśnięte między jasne ściany tufu ciągną się kilometrami, a mocny akcent przychodzi dopiero na końcu. Trasa startuje między domami Las Maretas, długim fragmentem trzyma się oceanu, a za San Miguel de Tajao odbija w jasne, wyżłobione wzgórza. Tam, już poza zasięgiem zabudowy, w suchym zboczu wyrasta Arco de Tajao - naturalny łuk skalny i właściwy cel całej pętli.
Las Maretas i La Caleta
Początek wypada przy niewielkiej kaplicy i kilku domach w Las Maretas. Tuż obok ciągnie się kamienista Playa de Las Maretas, jakieś 250 metrów otoczaków bez cienia i infrastruktury, dlatego najczęściej pustych. Już tutaj widać charakter całej pętli. Niska zabudowa, ciemny żwir plaż i jasne ściany wybrzeża, które miejscami wyglądają bardziej jak osad niż lita lawa.

Po kilku minutach dochodzi się do La Calety, jednej z nadmorskich osad San Miguel de Tajao. Przy małej zatoce Caletón stoi drewniany pomost z ławkami. To nie klasyczna promenada, tylko skromny punkt postoju z widokiem na spokojną wodę i miękko wyżłobione klify z jasnego tufu.

Tuż dalej trasa mija niski cypel z dwiema małymi kapliczkami. Takie detale dobrze pokazują lokalny charakter tej części wybrzeża: zamiast długich plaż i kurortowej zabudowy są małe osady, proste miejsca kultu i otwarty ocean za plecami.

Las Arenas i wejście do Tajao
Kolejny odcinek nadal biegnie blisko brzegu. W Las Arenas otwiera się kamienista Playa de Callao Hondo z pasem otoczaków i małą przystanią, a nad zatoką urządzono prosty teren dla kamperów i namiotów. Zabudowa trzyma się tu wąskiego pasa nad wodą. To dobry moment przed wejściem do właściwego Tajao, bo potem krajobraz na chwilę staje się bardziej portowy niż pusty.

San Miguel de Tajao
San Miguel de Tajao to nadmorska miejscowość gminy Arico. Należą do niej okoliczne osady, między innymi La Caleta i Las Arenas. Centrum skupia się wokół portu, plaż Playa de Tajao i Playa del Puerto de Tajao oraz kilku placów i lokali przy nabrzeżu. To jedna z tych miejscowości, które najmocniej czyta się nie przez zabytki, tylko przez skalę - wszystko pozostaje blisko morza.

Łódź ustawiona przy plaży działa tu niemal jak lokalny herb. Za nią widać palmy, niski falochron i pierwszą linię domów, czyli dokładnie to, z czego zbudowany jest rytm tej osady.
Za portem warto podejść jeszcze kawałek w stronę jasnych skał nad wodą. W tej części wybrzeża małe zatoki wciskają się między tufowe ściany, a morze wygląda spokojniej niż na bardziej otwartych odcinkach pomiędzy osadami. To ostatni fragment, w którym trasa trzyma się tak blisko oceanu.

Od wybrzeża w suche wzgórza
Potem ślad odrywa się od brzegu i zaczyna wspinać w suche zaplecze wybrzeża. Zabudowa szybko zostaje za plecami, a pierwszy plan przejmują niskie krzewy, luźny kamień i jasne ściany terenu rozciętego przez wiatr i spływającą wodę.
Przy ścieżce stoi tablica Tabaibarril. Wyjaśnia dawną nazwę tej części wybrzeża. Do połowy XX wieku zawiązujący się tu przysiółek wziął ją od tabaiby dulce, łagodnej odmiany kanaryjskiego wilczomlecza, która porasta suche, niskie wybrzeża archipelagu. To dobry punkt orientacyjny, bo od tego miejsca krajobraz robi się jeszcze bardziej surowy.

Tablica przypomina też dawny użytek z tej rośliny. Jej mleczny sok, inaczej niż u gorzkich odmian, nie jest żrący i to dało roślinie nazwę „dulce", czyli słodka. Dawniej suszono go i żuto jak gumę. Pozyskiwano go przez pionowe nacięcia pnia, zwane sangrado, a najstarsze krzewy w okolicy wciąż noszą po nich blizny. Lepki sok służył też za naturalny klej. Odsadzano nim koźlęta, smarując wymiona kóz, żeby młode przestały ssać.
Arco de Tajao
Arco de Tajao stoi już poza strefą zwartej zabudowy, w otoczeniu jasnego tufu, głazów i niskiej roślinności. To łuk wydrążony u podstawy wąskiej tufowej ściany, w tej samej miękkiej, jasnej skale, którą wiatr i woda rzeźbią na całym tym odcinku wybrzeża. Hiszpański inwentarz geologiczny chroni go jako osobne stanowisko pod nazwą Arco de Tosca de Tajao. Znany jest też jako Arco de Bijagua, od wąwozu, w którym leży. Opis stanowiska zaznacza, że podstawę łuku mogła wydrążyć zarówno boczna erozja jarów, jak i dawne wydobycie tufu w okolicy. Takie łuki są w skali geologicznej nietrwałe, powstają i znikają w ciągu kilku tysięcy lat, gdy podmycia i pęknięcia w końcu zawalają sklepienie. Dzisiejszy kształt to więc migawka jednego momentu erozji.
Nie jest ogromny, ale działa skalą otoczenia. Na pustym zboczu od razu staje się głównym akcentem całej pętli. Najlepiej wypada z niewielkiego oddalenia, kiedy pod łukiem widać rumowisko i przestrzeń po drugiej stronie.

Po dojściu do łuku pętla nie kończy się ślepo. Ślad domyka się górnym wariantem ponad Tajao i dopiero później schodzi z powrotem w stronę Las Maretas. Dzięki temu powrót nie powtarza wiernie nadmorskiego dojścia - ocean zostaje z boku, a większą rolę przejmują suche wzgórza i szeroki horyzont nad wschodnim wybrzeżem Arico.
Informacje praktyczne
Najwygodniej zacząć w Las Maretas albo w samym San Miguel de Tajao, do którego prowadzą lokalne drogi od TF-1. To trasa na odsłoniętym, południowo-wschodnim wybrzeżu, więc bardziej niż przewyższenie odczuwa się tu słońce, wiatr i brak cienia.
Na odcinku przy Arco de Tajao podłoże bywa sypkie, a jasny tuf łatwo się kruszy, dlatego przydają się buty z dobrą podeszwą i zapas wody. Najlepiej wypadają poranki albo dni z miękkim światłem, bo wtedy wyraźniej widać kontrast między ciemnym brzegiem, jasnymi klifami i suchym wnętrzem tej części Arico.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










