Puerto de la Cruz nie wygląda jak kurort z południa. Zamiast długiego pasa hoteli ma strome ulice, ogrody na zboczu i ocean, który wchodzi tu niemal pod same domy. To najstarszy ośrodek turystyczny Teneryfy. Miasto wyrastało najpierw z portu doliny Orotavy, po 1706 roku przejęło rolę głównego portu północy, a w 1808 zyskało samodzielność i obecną nazwę.
Do dziś widać tu, że turystyka nie powstała na pustym brzegu. Najpierw było rybackie i portowe zaplecze, potem miejskie place i kościoły, a dopiero na tym fundamencie przyjechali kuracjusze oraz goście szukający łagodniejszego klimatu północy. Właśnie ten układ odróżnia Puerto de la Cruz od młodszych kurortów z południa wyspy.
Ten łagodniejszy klimat to zasługa położenia. Puerto de la Cruz leży na północnym wybrzeżu, w zasięgu wilgotnych pasatów, które przez większą część roku utrzymują tu więcej chmur i zieleni niż na spalonym słońcem południu. Latem, gdy pasat wieje najmocniej, północ najczęściej tonie w chmurach - to samo zjawisko, które daje wyspie jej zielone stoki. Dlatego dziewiętnastowiecznych kuracjuszy przyciągała tu nie gwarancja słońca, lecz umiarkowanie: mniej upału, więcej wilgoci, łagodne przejścia między porami roku.
Miasto, które wciąż pamięta port
Przy brzegu dobrze widać, że Puerto de la Cruz do dziś nie odwróciło się od morza. Nowoczesna latarnia stojąca obok portowej części miasta nie jest zabytkiem, ale mocno porządkuje ten fragment wybrzeża. Za nią zaczyna się surowy, czarny brzeg, a przy lepszej widoczności linia klifów prowadzi wzrok dalej ku dolinie Orotavy.

Drugą twarz miasta widać wyżej, na zboczu Taoro. Kamienny kościół Todos los Santos to pierwsza świątynia anglikańska na Wyspach Kanaryjskich. Jej kamień węgielny położono w 1890 roku, a budowę sfinansowali brytyjscy rezydenci, którzy licznie osiedlali się wtedy w kurorcie. Ciemna bryła z wulkanicznego kamienia, w duchu neogotyku angielskiego, wygląda inaczej niż bielone kościoły reszty wyspy.

W centrum ciężar miasta wraca do starej parafii Nuestra Señora de la Peña de Francia. Świątynia powstała w 1684 roku na miejscu starszej kaplicy, a obecna wieża jest późniejszym dodatkiem z końca XIX wieku. Wokół placu nadal zbiera się codzienne Puerto de la Cruz - nie to hotelowe, lecz miejskie, z cieniem palm i ruchem między uliczkami starego centrum.

Dopiero z górnej części Taoro widać, jak ciasno miasto weszło między ocean a zbocza. Czerwone dachy schodzą ku wodzie, po lewej zostaje część portowa, a niżej układa się gęsta zabudowa bez szerokiego oddechu znanego z nowszych kurortów. To dobry punkt, żeby zrozumieć, że w Puerto de la Cruz najpierw powstało miasto, a dopiero potem kurort.

Zachodni kraniec i miejska promenada
Na zachodnim krańcu leży Loro Parque, jedna z najsłynniejszych atrakcji Puerto de la Cruz. Park otwarto w 1972 roku jako miejsce znane początkowo z kolekcji papug, ale z czasem urósł do dużego ogrodu zoologicznego z rozbudowanymi wybiegami i pokazami. Dla wielu odwiedzających jest osobnym celem wyjazdu do miasta, nie tylko dodatkiem do spaceru po kurorcie.

O samym parku więcej można przeczytać we wpisie o Loro Parque. Tuż obok zaczyna się Punta Brava - dawna dzielnica rybacka, która do dziś ma bardziej szorstki charakter niż reprezentacyjne części centrum. Zamiast szerokich alei są tu niskie domy, wąskie ulice i skały, o które Atlantyk uderza znacznie mocniej niż przy spokojniejszych kąpieliskach bliżej promenady.

W samym centrum kąpiel odbywa się już w zupełnie innym rytmie. Playa de San Telmo to tradycyjne, niewielkie kąpielisko przy jednej z najbardziej rozpoznawalnych części nadmorskiego Puerto de la Cruz. Czarna plaża i betonowe osłony nie odcinają oceanu od miasta, tylko pozwalają korzystać z niego tam, gdzie fale zwykle byłyby zbyt mocne.

Kilkaset metrów dalej tę samą potrzebę oswojenia wybrzeża widać w bardziej miejskiej wersji. Lago Martiánez to kompleks basenów z wodą morską zaprojektowany przez Césara Manrique. Palmy, białe obrzeża i turkus wody łagodzą wulkaniczny brzeg, ale ocean pozostaje tuż za kamienną opaską i cały czas przypomina, gdzie leży miasto.

Na zboczu nad Martiánez Puerto de la Cruz zostawia jeszcze jeden ślad swojej kurortowej przeszłości. Schody Agathy Christie w San Amaro mają na stopniach tytuły książek i podpis pisarki. To drobny detal, ale dobrze pokazuje, jak mocno miasto pielęgnuje pamięć o literackich gościach i o kulturze, która od dawna wyrasta tu obok plaż.

Jeszcze wyżej zaczyna się spokojniejsza, zielona strona miasta. Jardín de Aclimatación de La Orotava powołano w 1788 roku, by aklimatyzować rośliny sprowadzane z terenów hiszpańskiego imperium przed wysyłką na Półwysep Iberyjski. Dziś nie robi wrażenia rozmachem na wzór miejskiego parku, lecz gęstością zieleni, cieniem i ciszą, która kilka ulic dalej znika pod ruchem hoteli i promenady.

Więcej zdjęć z ogrodu znajduje się w galerii Jardín Botánico.
Czarne plaże i kamienny brzeg
Po zachodniej stronie wybrzeża historia wraca w formie obronnej. Castillo de San Felipe stoi przy brzegu niedaleko ujścia wąwozu San Felipe i przypomina czasy, gdy port trzeba było chronić od strony morza. Dziś fort pełni raczej rolę miejskiego punktu orientacyjnego niż bastionu, ale ciężka kamienna bryła nadal dobrze pasuje do tego surowego kawałka wybrzeża.

Pod murami fortu rozciąga się Playa Jardín, czyli najbardziej znany plażowy odcinek zachodniej części Puerto de la Cruz. Oficjalnie to cały kompleks obejmujący Playa Jardín, Playa Chica i Punta Brava. Ciemny piasek, palmy i szerokie zejście ku wodzie sprawiają, że ta część miasta wygląda bardziej wakacyjnie, choć tłem wciąż pozostają skały i północny ocean.

Na wschodzie charakter znów się zmienia. Playa Martiánez jest węższa, bardziej kamienista i mocniej otwarta na fale. Czarny piasek z otoczakami czyni ją jedną z najbardziej charakterystycznych plaż miasta. Jest mniej pocztówkowa od południowych kurortów, ale przez to bardziej miejscowa w odbiorze.

Najbardziej rozpoznawalnym domknięciem tego nadmorskiego pasa pozostaje Ermita de San Telmo. Niewielka biała kaplica przy promenadzie stoi tu od XVIII wieku i dała nazwę pobliskiej plaży. Przy niej najlepiej widać cały charakter Puerto de la Cruz - trochę portu, trochę ogrodu, trochę kurortu, a między tym wszystkim ocean, który nigdy nie jest tylko tłem.

Puerto de la Cruz najlepiej poznaje się powoli, przechodząc od punktów widokowych Taoro przez ogrody, aż po czarne plaże i skalisty brzeg Punta Brava. Po drodze łatwo przystanąć w jednej z kawiarni centrum na warstwową kawę barraquito albo słodkie churros. Więcej ujęć z miasta czeka w galerii, a osobny spacer po zimowym wydaniu kurortu opisuje wpis Puerto de la Cruz w grudniu.










