Droga do Palm-Mar kończy się szybciej, niż można się spodziewać po południu Teneryfy. Za ostatnimi rondami nie czeka kolejny kurort z głośnym deptakiem. Jest niewielkie osiedle przy oceanie, gdzie restauracyjne tarasy stoją kilka kroków od czarnego brzegu, a nad wszystkim wisi suchy stok Guazy. Właśnie ten kontrast robi tu największe wrażenie. Cywilizacja jest pod ręką, ale wystarczy odejść kawałek od zabudowy, by wejść w krajobraz niemal pusty.
Palm-Mar należy do gminy Arona. W tej części wybrzeża łatwo zapomnieć, że kilka kilometrów dalej zaczynają się jedne z najbardziej zabudowanych odcinków południa wyspy.

Nie kolejny deptak południa
Centrum Palm-Mar układa się raczej wzdłuż kilku ulic niż wokół jednej atrakcji, którą trzeba odhaczyć. Przy Avenida La Arenita widać partery zajęte przez kawiarnie i restauracje, a nad nimi zwykłe mieszkalne piętra i balkony. To miejsce wygląda bardziej na osiedle, w którym toczy się codzienne życie, niż na kurort zbudowany wyłącznie pod wieczorne wyjścia.
Kilka kroków dalej pojawia się zieleń sadzona pod suchy klimat południa - palmy, aloesy i kaktusowe formy - a zaraz za nią otwiera się ocean.

Między Guazą a Rasca
Najciekawsze w Palm-Mar jest to, jak blisko leżą dwa chronione obszary, które nadają mu własny charakter. Od północy osiedle styka się z chronionym masywem Montaña de Guaza - jednym z najbardziej reprezentatywnych terenów wulkanicznych Arony. Oficjalny opis podaje, że wulkan wznosi się na ponad 400 metrów i ma dwa koncentryczne kratery. Spływające ku morzu lawy utworzyły tu płaskie platformy Mesas de Guaza i niski klif nad wybrzeżem.
Od strony południowej zaczyna się z kolei rezerwat przyrody Malpaís de la Rasca. To 315,4 hektara zastygłych ramion lawy i suchej roślinności, które z Palm-Mar wydają się niemal na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu miejscowość nie rozlewa się bez końca jak część południowych kurortów. Ma bardzo wyraźną granicę.

Na brzegu widać już tę surowszą stronę okolicy. Jasne, osypujące się skały Guazy i ciemne kamienie przy wodzie tworzą krajobraz bardziej szorstki niż plażowy. W oddali rysują się jeszcze zabudowania Los Cristianos po drugiej stronie zatoki.
Playa de la Arenita nie udaje Karaibów
Najbliższa plaża Palm-Mar nazywa się Playa de la Arenita. Nie przypomina szerokiej połaci jasnego piasku znanej z innych części południa. To nieduża zatoka z ciemnym piaskiem i kamieniami, otoczona skalistym brzegiem, z wejściem do wody, które od razu zdradza bardziej wulkaniczny charakter tego fragmentu wyspy.
Właśnie dlatego Palm-Mar najlepiej wypada wtedy, gdy nie oczekuje się od niego całodziennego plażowania. Lepszy jest jako spokojny postój, krótka kąpiel, spacer wzdłuż brzegu albo punkt startowy do dalszej wędrówki. W tej roli działa znacznie lepiej niż jako konkurent dla największych południowych plaż.

Osiedle, które zostało osiedlem
Nowoczesna zabudowa Palm-Mar jest dość jednorodna. Dominują kilkupiętrowe apartamentowce, zamknięte kompleksy i szerokie balkony zwrócone ku słońcu. Dzięki temu całość sprawia wrażenie uporządkowanej i spokojnej, ale bez przesadnego blichtru. Nie ma tu monumentalnych hoteli ustawionych jeden przy drugim ani promenady, która próbuje grać rolę centrum całego południa.
Jeśli po krótkim pobycie zostaje ochota na wyjście w teren, naturalnym rozwinięciem są okolice Montaña de Guaza albo spacer Palm-Mar - Punta Rasca - Palm-Mar.

Na koniec dnia zostaje ocean
Na krawędzi brzegu stoją tarasy, z których najlepiej widać, za co to miejsce bywa cenione przez osoby wracające na południe Teneryfy. Nie za listę atrakcji, tylko za prosty układ: kilka lokali, ocean pod nogami, skały zamiast szerokiej plaży i szybkie przejście z asfaltu do chronionego krajobrazu. Nawet tablica przy północnym wejściu przypomina, że tuż obok zaczyna się Monumento Natural de Montaña de Guaza.
Komunikacją zbiorową dojazd jest szczątkowy - w dni robocze przez osiedle przejeżdża lokalna linia TITSA 468 z Parque La Reina, kilka kursów dziennie. Bez samochodu Palm-Mar pozostaje trudno dostępne. Na miejscu najlepiej sprawdza się pora poranna albo późne popołudnie, bo osiedle i nadmorska ścieżka są mocno wystawione na słońce i dają niewiele naturalnego cienia.

Palm-Mar nie potrzebuje wielkiego finału. Wystarczy przejść kilka minut między apartamentami a czarnym brzegiem. Dopiero wtedy widać, jak szybko południe Teneryfy potrafi zrzucić kurortowy kostium i wrócić do lawy, wiatru i ciszy.










