Palm-Mar urywa się gwałtownie. Zabudowa kończy się tam, gdzie od północy schodzi Montaña de Guaza, a dalej zostaje już tylko suchy stok nad oceanem. Ten kontrast prowadzi całą trasę do Los Cristianos. Początek biegnie obok apartamentowców i nadmorskich tarasów, środek przez kamienne zbocza pomnika przyrody, a końcówka schodzi prosto do zatoki z promami.
Palm-Mar zaczyna się na pustym przedpolu
Szlak zaczyna się jeszcze przed samym osiedlem, na dojściu od strony drogi dojazdowej. Pierwszy odcinek prowadzi przez suchy, otwarty teren pokreślony niskimi murkami z kamieni, a zabudowa Palm-Mar zamyka go na horyzoncie. Osiedle nie ma się gdzie rozlać, bo od północy zatrzymuje je Montaña de Guaza, a od południa rezerwat Malpaís de la Rasca, wzdłuż którego biegnie sąsiednia trasa Palm-Mar - El Fraile.

Po wejściu między budynki krajobraz szybko się zmienia. Partery zajmują kawiarnie, pizzeria i zakład fryzjerski, wyżej zaczynają się balkony i apartamenty. Tarasy lokali podniesiono nad chodnik i odgrodzono kamiennym murkiem z barierką. Życie toczy się więc o poziom wyżej niż ruch na ulicy.

Kilka minut dalej między apartamentowcami pojawiają się ogrody z palmami, a ulice schodzą już wprost ku wodzie. Przejście przez osiedle jest krótkie i szybko doprowadza na sam brzeg. Samo Palm-Mar jako cel pobytu, a nie przystanek na trasie, pokazuje wpis Palm-Mar - piękno na uboczu.

Za ostatnią plażą kończy się spacer
Avenida Marítima prowadzi wzdłuż samej wody i zastępuje tu promenadę. Zamiast szerokiego deptaka jest pas jasnego piasku wciśnięty między skały, a przy nim Bahia Beach Club z tarasem i drewnianą huśtawką ustawioną wprost na piasku. Ocean zostaje o kilka kroków od ścieżki aż do końca osiedla.

Najbardziej plażowy fragment Palm-Mar wypada przy Playa de la Arenita. To niewielka zatoka z ciemnym piaskiem i kamieniami, zamknięta od północy stokiem Montaña de Guaza. Osłonięta woda ściąga tu kąpiących się, choć plaża zaczyna się dosłownie za ostatnimi domami osiedla.

Zaraz za plażą kończy się łatwy spacer. Ścieżka odbija w górę i na krótkim odcinku wychodzi ponad dachy osiedla, w pełnym słońcu i bez żadnej osłony. Wysiłek zwraca się szybko, bo z góry widać cały półkolisty brzeg Palm-Mar i miejsce, w którym zabudowa nagle się urywa.

Tu zaczyna się pomnik przyrody
Dalszy odcinek biegnie po dolnych stokach Montaña de Guaza. Oficjalny serwis turystyczny Teneryfy stawia ją wśród najbardziej charakterystycznych obszarów wulkanicznych całej wyspy. Sam wierzchołek z dwoma koncentrycznymi kraterami sięga ponad 400 m n.p.m., a chroniony obszar wokół niego zajmuje 725,7 hektara. W jego granicach zachowały się ślady osadnictwa sprzed podboju, od jaskiń po pochówki guanczańskie. Ścieżka zostaje jednak dużo niżej i przez cały czas trzyma się podnóża, mniej więcej na poziomie stu metrów. Między kamieniami stoją kolumnowe kępy wilczomleczy, typowe dla najniższego, suchego piętra roślinności południa.

Dalej idzie się niemal bez cienia, więc na tym odcinku bardziej od przewyższenia liczy się słońce i wiatr. Ścieżka raz zbliża się do krawędzi stoku, raz chowa między kamieniami i krzewami, a Los Cristianos widać z niej coraz wyraźniej. Wokół całego masywu prowadzi osobna pętla, opisana we wpisie Okolice Montaña de Guaza.

Nad urwiskiem, tuż przed miastem
Najbardziej wymagający fragment wypada dopiero na końcu. Zejście nad Los Cristianos jest węższe, bardziej strome i miejscami prowadzi wysoko ponad czarnym, kamienistym brzegiem. Nie trzeba tu technicznych umiejętności, ale pewny krok bardzo się przydaje. Nagrodą jest widok na zatokę, port i gęstą zabudowę, która po długim odcinku przez pusty stok wydaje się nagle bardzo bliska.

Po zejściu ze ścieżki pierwszym nadmorskim przystankiem jest Playa Los Tarajales. Piasek ma tu taki sam jasny odcień jak na sąsiedniej Playa de Los Cristianos, ale wodę odgradza pas ciemnych otoczaków i skalnej platformy, przez co plaża wygląda znacznie surowiej. Za miastem wyrasta stożek Montaña Chayofita, na który prowadzi krótkie podejście opisane we wpisie Los Cristianos - Montaña Chayofita.

Dopiero kawałek dalej wraca miejski rytm Los Cristianos. Przy falochronie manewruje prom, a z portu odchodzą połączenia do San Sebastián na La Gomerze, La Estaca na El Hierro i Santa Cruz na La Palmie. Ruch pasażerski jest największy właśnie na kierunku gomerskim. Miasto od strony plaż i portu zbiera galeria Los Cristianos.

Finał wypada przy Playa de Los Cristianos, jednej z pierwszych plaż wyspy, które zaczęły przyjmować turystów w latach 60. Zatoka ma jasny piasek i spokojną wodę, a kąpiący się wchodzą do niej daleko od brzegu. Z linii wody widać po drugiej stronie brązowy masyw Guazy, przez który prowadziła cała druga połowa trasy.

Informacje praktyczne
To trasa liniowa, więc logistykę najlepiej ułożyć przed wyjściem. Najwygodniej zostawić samochód w Palm-Mar i wrócić do niego z Los Cristianos, gdzie zatrzymuje się znacznie więcej linii i gdzie łatwiej o taksówkę. Komunikacja zbiorowa do samego Palm-Mar jest szczątkowa. Stan na wrzesień 2026: dojeżdża tam okrężna linia TITSA 468 z Parque La Reina, kursuje wyłącznie w dni robocze, a jej trasa nie obejmuje Los Cristianos, więc rozkład warto sprawdzić u przewoźnika przed wyjazdem.
Najtrudniejsze miejsca to krótkie podejście po wyjściu z Playa de la Arenita oraz końcowe zejście nad Los Cristianos. Oba prowadzą po kamieniach i luźnym gruncie, więc przydają się pełne buty z dobrą podeszwą. Cienia nie ma przez większą część przejścia, dlatego liczy się nakrycie głowy, co najmniej półtora litra wody na osobę i start raczej rano niż w środku dnia. Po opadach zejście robi się dodatkowo śliskie.
To przejście nie wygrywa lasem ani wielkimi przewyższeniami. Jego siła tkwi w zmianie scenerii, od spokojnego Palm-Mar, przez surowe zbocze Montaña de Guaza, po zatokę z promami i miejską plażą. Na krótkim odcinku widać, jak różne potrafią być dwa sąsiadujące fragmenty wybrzeża Arony.










