Los Silos najlepiej poznaje się z krótkiej pętli, a nie z jednego punktu. Zaczyna się ona na zadbanym placu w centrum, schodzi między plantacjami bananów ku oceanowi i prowadzi wzdłuż surowego wybrzeża z dawną infrastrukturą przemysłową i naturalnymi basenami. To spacer bardziej o zmianie krajobrazu niż o wysiłku - w kilka kilometrów przechodzi się od cienia drzew na placu do czarnej lawy nad Atlantykiem.
Z Plaza de la Luz do dzielnicy Fátima
Początek wypada przy Plaza de la Luz, czyli placu, wokół którego od wieków skupia się życie Los Silos. Pośrodku stoi czerwony, ośmioboczny kiosk z początku XX wieku, zaprojektowany przez Domingo Pisacę y Burgadę. Na jego parterze, pod markizą, stoją stoliki kawiarni. Sam plac w obecnym kształcie opracował w latach 20. XX wieku architekt Mariano Estanga.

Starsza od placu jest sama nazwa miejscowości. Pierwszy raz pojawia się w dokumencie z 15 marca 1509 roku i odnosi się do trzech silosów na zboże, które w swojej hacjendzie zbudował Portugalczyk Gonzalo Yanes, uważany za założyciela osady. Przy placu stoją dziś obok siebie ratusz, dawny konwent San Sebastián i kościół Nuestra Señora de la Luz. Nad wejściem do ratusza wisi drewniany balkon, a okna zamykają drewniane okiennice.

Z placu trasa od razu odbija ku nowszej części Los Silos. Przez Calle Doctor Jordán i stromą Calle Canapé dochodzi się do dzielnicy Fátima, którą mieszkańcy nazywają też El Toscal - od białawej skały wulkanicznej zwanej toską, obecnej w okolicy. Dzielnica wyrosła z domów stawianych przez samych mieszkańców na stromych gruntach, mniej przydatnych pod uprawy. Stąd nieregularne ulice, z których część kończy się ślepo, i zabudowa urywająca się tam, gdzie zaczynają się plantacje bananów.

Na placu dzielnicy stoi niewielka kaplica Matki Boskiej Fatimskiej. Dzwon wisi w prześwicie jej szczytu, a drewniane drzwi otacza obramienie z szarych płyt kamiennych. Powyżej kaplicy, od strony gór, ciągną się kamienne murki i bananowce, a Calle Canapé opada stąd dalej w stronę oceanu.

Komin nad Playa de Aguadulce
Calle Canapé przechodzi w Camino de Canapé, mija stadion Juan Valiente i opada między plantacjami aż do Sibory. Po kilkunastu minutach marszu ślad wychodzi na nadmorską drogę. Na wschodzie widać stąd Playa de Aguadulce, leżącą między Siborą a La Caletą de Interián. Z wierzchu wygląda na kamienistą, ale pod wodą kryje rozległe dno z czarnego, wulkanicznego piasku, które odsłaniają dopiero spokojne morze i silne pływy we wrześniu i październiku. Nazwa plaży wiąże się z dawnym źródłem słodkiej wody, które wypływało u podnóża niedużego klifu.

Dalej na wschód wznosi się komin dawnej cukrowni Daute. Zbudowała ją w latach 1889-1890 spółka The Ycod & Daute Estate Company z Manchesteru, na terenie hacjendy Daute i na miejscu dawnych solnisk. Cukier produkowano tu krótko. Po kryzysie, który przyszedł po I wojnie światowej, trzcinę cukrową na dobre wyparły banany, maszyny wywieziono do Portugalii, a budynek zaczął służyć do pakowania owoców.
Kilkaset metrów na zachód, już przy El Puertito, stoi Horno de Cal, czyli dwa przylegające do siebie piece wapienne z kamienia i cegły. Starszy pochodzi z XIX wieku, w drugim zachowała się data 1931. Obok przetrwały resztki magazynu i mały prostokątny zbiornik na wodę, bez której nie dało się wytworzyć wapna. Piece są chronione jako zabytek razem ze starym centrum Los Silos.

Surowiec nie pochodził z Teneryfy. Kamień wapienny przypływał żaglowcami, a później parowcami z Gran Tarajal na Fuerteventurze. Na brzeg przewożono go łodziami - zależnie od stanu morza w przystani Daute, w La Burrera albo nawet w Garachico. Wapno szło na pola i na budowy, a piece pracowały do lat 60. XX wieku, kiedy zastąpił je cement.
Przystań, baseny i płetwal
Tuż obok leży El Puertito, mała przystań rybacka z pochylnią do wodowania łodzi. Zawodowych rybaków prawie już tu nie ma, ale przy dobrej pogodzie wciąż wypływają stąd stare, kolorowo malowane łodzie z drewna. Tuż przy przystani zbudowano kompleks miejskich basenów, ale wygląda na to, że nie działa od dawna.

Za basenami zaczyna się Charco de la Araña. Mimo nazwy to przede wszystkim plaża z szarych otoczaków i ciemnego żwiru pod niskim, wulkanicznym brzegiem. Morze wygląda tu bardziej surowo niż plażowo, a za plażą asfalt ustępuje szutrowej drodze wzdłuż wybrzeża.

Przy promenadzie nad plażą stoi szkielet płetwala północnego, złożony z kości zebranych na plażach, oczyszczonych i zabezpieczonych. Ten gatunek zwykle przekracza 16 m długości i 20 t wagi, a co roku wędruje z wód arktycznych ku cieplejszym morzom. Instalacja powstała w ramach projektu „Esculturas de la naturaleza”, który ma przypominać o waleniach żyjących w wodach Wysp Kanaryjskich.

Kilkadziesiąt metrów dalej leży Charco de los Chochos, naturalny basen wciśnięty w lawową platformę. Przy spokojnym oceanie woda ma przejrzysty, zielonkawy kolor, a do jej brzegu schodzi się po kamiennych płytach. Od otwartego Atlantyku basen oddziela tylko niski wał czarnych skał.

Zawrót przy El Bufadero
Za basenem ścieżka dochodzi do El Bufadero, skalnej szczeliny, z której przy silnej fali morze wyrzuca fontannę wody. Zabudowa kończy się tu na dobre. Zostaje sucha, kamienista równina porośnięta kanaryjskimi wilczomleczami, czarna lawa i nieregularne zatoczki podcinane przez fale. Ta pętla zawraca tutaj, ale ścieżka wzdłuż brzegu biegnie dalej na zachód, aż do latarni morskiej w Buenavista del Norte - ten dłuższy wariant opisuje trasa Los Silos - Faro de Buenavista del Norte - Los Silos.

Powrót biegnie kawałek wyżej od linii wody, nad El Puertito. Z tej wysokości przebyty odcinek brzegu widać w całości. Najbliżej leżą białe dachy miejskich basenów i zaparkowane wzdłuż drogi kampery, dalej wysoki blok mieszkalny, a na końcu komin cukrowni Daute na tle zboczy opadających ku oceanowi.

Kościół starszy, niż wygląda
Końcówka pętli prowadzi przez dzielnice San José i Aregume z powrotem na Plaza de la Luz. Dopiero teraz warto przyjrzeć się kościołowi Nuestra Señora de la Luz. Stoi w miejscu pierwszej kaplicy Los Silos i pochodzi z końca XVI wieku, choć nic na to nie wskazuje. W XX wieku Mariano Estanga nałożył na jego kamienną fasadę nową, białą i neogotycką, z wieżą-dzwonnicą pośrodku. Stara fasada przetrwała pod spodem, więc kościół, który wygląda na rówieśnika kiosku, jest od niego o ponad trzy stulecia starszy.

Garść przydatnych wskazówek
Większość trasy prowadzi po ulicach, chodnikach i szerokich nadmorskich drogach. Za El Puertito asfalt zastępuje szutrowa droga, a przy El Bufadero i naturalnych basenach pojawia się więcej kamienia i pyłu, więc wygodne buty z przyczepną podeszwą w zupełności wystarczą.
Najbardziej odsłonięty jest odcinek od Sibory po El Bufadero. W centrum można jeszcze liczyć na cień drzew, ale nad oceanem słońce i wiatr towarzyszą niemal cały czas. Warto zabrać wodę, nakrycie głowy i coś lekkiego od wiatru. Jeśli po drodze kusi kąpiel, warunki morza lepiej ocenić na miejscu - przy wzburzonym Atlantyku naturalne baseny nie wyglądają już tak łagodnie.
Start wypada przy Plaza de la Luz w centrum Los Silos. Samochód można zostawić na ulicach w okolicy placu albo przy nadmorskiej drodze w El Puertito. Stan na październik 2026: przez centrum Los Silos przejeżdża linia TITSA 363 (Puerto de la Cruz - Icod de los Vinos - Garachico - Buenavista del Norte). Rozkład najlepiej sprawdzić przed wyjazdem.
Po powrocie najprościej odpocząć tam, gdzie spacer się zaczął, czyli przy stolikach pod kioskiem na Plaza de la Luz.










