Costa del Silencio nie wygląda jak południe z katalogu biur podróży. Nie ma szerokiej plaży ani szeregu wielkich hoteli. Zamiast tego jest lawowy brzeg, niska apartamentowa zabudowa i pasaże handlowe, które bardziej przypominają osiedle do spokojnego życia niż kurort nastawiony na pośpiech. Tę część Arony najlepiej oglądać bez oczekiwania widowiska.

Od strony oceanu miejscowość od razu pokazuje swój charakter. Brzeg tworzy czarna, poszarpana lawa, o którą rozbijają się fale. Za zatoką z Playa de La Ballena widać już białą zabudowę sąsiedniego Las Galletas i łodzie przy tamtejszej przystani.
Tuż za wschodnim skrajem zabudowy wyrasta Montaña Amarilla, chroniony stożek powstały podczas erupcji morskiej. Dalej na horyzoncie rysuje się stożek Montaña Roja przy El Médano. Z tego odcinka wybrzeża dobrze widać, jak szybko miejski porządek kończy się surowszym krajobrazem.

Białe bloki, palmy i dużo światła
W głębi miejscowości zabudowa jest niska. Białe ściany, czerwona dachówka, palmy i kwitnące bugenwille składają się na osiedle apartamentów do dłuższego pobytu, a jego historia sięga 1963 roku. Belgijski przedsiębiorca założył wtedy nad tym wybrzeżem Ten-Bel, jedno z pierwszych osiedli wakacyjnych na południu wyspy. Nazwa łączy Teneryfę z Belgią i do dziś bywa używana dla całej miejscowości. Jak na południe Teneryfy cienia jest tu zaskakująco dużo, bo palmy i skwery rozbijają suchy, lawowy charakter okolicy.

Nie ma tu jednej dominanty ani reprezentacyjnego centrum, które porządkowałoby cały układ. Costa del Silencio składa się raczej z mniejszych fragmentów - skweru, placu, pasażu i kilku równoległych ulic. To dobre miejsce na spokojny spacer bez planu, z ciągłym wracaniem ku oceanowi między kolejnymi budynkami.
Pasaże, sklepy i małe ślady codzienności
Miejscowość żyje nie tylko widokiem na wodę. W pasażach mieszczą się bary, drobne usługi, sklepy i restauracje, a całość ma lekko staroświecki rytm. Obok typowo wakacyjnych lokali trafia się też polski akcent - Supermercado Marek z polskimi wędlinami i produktami.

Costa del Silencio najlepiej wypada nie jako punkt do odhaczenia, tylko jako fragment dłuższego dnia nad wybrzeżem. Można tu zejść na brzeg, przejść kawałek w stronę Montaña Amarilla, a potem wrócić do stolika z widokiem na wodę. Barraquito, czyli kanaryjska kawa warstwowa z mlekiem skondensowanym, pasuje do tego miejsca zaskakująco dobrze - bez pośpiechu, bez wielkiego finału, bardziej jako mały rytuał po spacerze niż atrakcja sama w sobie.

Na wschód stąd wybrzeże prowadzi ku Golf del Sur i Los Abrigos. Na zachód można dojść do Las Galletas i dalej w stronę Palm-Mar. Samo Costa del Silencio zapada jednak w pamięć nie przez jedną atrakcję. Zostaje przez układ drobnych rzeczy - lawę przy wodzie, białe bloki, palmy i pasaże, które od lat trzymają własne tempo.










