Teide zwykle ogląda się z daleka, jako ośnieżony stożek nad chmurami. Ta trasa pokazuje go inaczej. Schodzi tam, gdzie lawa z wulkanu dotarła kiedyś do samego oceanu i zastygła w ścianach wyższych od domu. Gmina La Guancha poprowadziła tędy pętlę o urzędowej nazwie „El Teide a nivel del mar", czyli Teide na poziomie morza. Zaczyna się i kończy w Santa Catalina, a jej najniższym punktem jest kąpielisko Charco del Viento.
Teide, który schodzi do morza
Start wypada w Santa Catalina, przysiółku La Guancha z kilkoma sklepami i barami, wysoko nad wybrzeżem. Jeszcze zanim ścieżka zejdzie ku wodzie, dobrze widać stąd sam wierzchołek wyspy. W pogodny poranek Teide stoi nad zabudową ze śniegiem na szczycie, a niżej ciągną się palmy i białe domy osady.

Droga schodzi w dół szeroką doliną, którą wypełniają plantacje bananów. To nie przypadek, że akurat tutaj. Dolina jest w istocie korytem dawnej rzeki lawy, a jej dno osłaniają boczne wały z zastygłej skały. Tablice przy szlaku tłumaczą, że lawa spłynęła z Teide około sześciu tysięcy lat temu. Była wyjątkowo gęsta i wolno płynąca, więc usypała sobie ściany sięgające miejscami trzydziestu metrów i rozlała się blisko ćwierć kilometra wszerz. Cabildo stawia na tablicy nawet pytanie, czy nie jest to największy taki kanał lawowy na świecie.

Na dnie kanału, w zaciszu wałów, rolnicy założyli uprawy. Widać tu trzy kolejne pokolenia systemów nawadniania, jedno na drugim, co sporo mówi o wysiłku włożonym w gospodarowanie na wulkanicznej skale.

Druga część idzie brzegiem oceanu
Za plantacjami trasa wychodzi na otwarte wybrzeże i zaczyna się jej bardziej dzika połowa. Ścieżka trawersuje zbocze wysoko nad wodą, mijając czarne skały i pierwsze zatoczki wyrzeźbione przez fale w lawie.
Szlak trzyma się górnej krawędzi urwisk. W kilku miejscach wznoszą się one kilkadziesiąt metrów nad taflę, więc widoki otwierają się szeroko, a jednocześnie trzeba uważać, gdzie się staje.

Kolejne zakręty odsłaniają zatoczki, w których woda nabiera turkusowej barwy. W jednej z nich, w niecce czarnej lawy, zebrał się niewielki naturalny basen odcięty od otwartego morza wąskim progiem skały. Im dalej, tym wyraźniej widać, jak lawa po dojściu do morza skręciła i pobiegła równolegle do brzegu, zostawiając plątaninę bocznych ramion i skalnych ścian.
Charco del Viento na końcu zejścia
Na ostatnim odcinku zejścia ścieżka wyprowadza na skalisty cypel i z góry odsłania cały kompleks basenów. To Charco del Viento, najniższy punkt trasy - kilka połączonych zbiorników w czarnej lawie, osłoniętych od otwartego morza dwoma ramionami zastygłego potoku. Z tej strony, od wschodu, widać je jeszcze bez wybrukowanego zejścia, które dochodzi do wody dopiero od strony parkingu.

Bliżej wody ścieżka schodzi na wybrukowany taras z kamiennym murkiem, poprowadzony między zbiorniki. Przy spokojnym morzu można się w nich kąpać, jest też parking i wygodne zejście od strony drogi.
Osłona basenu jest jednak tylko połowiczna. Przy większej fali ocean przelewa się przez zewnętrzne skały z pełną siłą i to samo wybrzeże, które przyciąga fotografów, bywa też groźne. Zdarzały się tu śmiertelne wypadki podczas wzburzonego morza, dlatego zdjęcia efektownych fal robi się z bezpiecznej odległości od krawędzi.
Powrót drogą nad plantacjami
Z Charco del Viento najprościej wrócić do Santa Catalina asfaltową drogą dojazdową. To spokojny odcinek o niewielkim ruchu, który zamyka pętlę i po drodze mija kładkę dla pieszych przy samym starcie. Wybrzeże odsłania się teraz od drugiej strony, z widokiem w górę zbocza, na zielone tarasy i pola nad osadą.

Droga znów wchodzi między plantacje. Z bliska widać ciężkie kiście bananów dojrzewające w cieniu liści, te same, które z góry układały się w zielony dywan na dnie kanału.

Kilka innych ujęć wybrzeża i samych basenów widać w galerii pod postem.
Przed wyjściem na szlak
Najwygodniej zacząć w Santa Catalina, gdzie łatwiej o miejsce do zaparkowania niż na ciasnym parkingu przy samym kąpielisku. Pętlę da się przejść w obie strony, ale ciekawiej jest zejść ścieżką nad wybrzeżem, a wrócić drogą. Podczas zejścia ocean cały czas otwiera się w dole, a mniej efektowny asfaltowy odcinek zostaje wtedy na sam koniec.
Ścieżka nad urwiskami bywa kamienista i miejscami odsłonięta, więc przydają się buty z dobrą przyczepnością oraz nakrycie głowy, bo naturalnego cienia jest niewiele. Warto wziąć wodę i lekką kurtkę, bo północne wybrzeże szybko łapie wilgoć od oceanu, a chmury potrafią tu wejść równie nagle jak na wyższych trasach.
Do wody warto wchodzić tylko przy spokojnym oceanie. Nad kąpieliskiem nikt nie czuwa na stałe, więc o bezpieczeństwie decyduje własna ocena morza, a wywieszona czerwona flaga po prostu zamyka kąpiel do odwołania.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










