Z drogi TF-5 odbija oznakowana asfaltowa dróżka i schodzi między szklarniami a plantacjami bananów, żeby urwać się nagle nad oceanem. Na jej końcu, u stóp czarnego wybrzeża La Guancha, leży Charco del Viento - jeden z najbardziej rozpoznawalnych naturalnych basenów północnej Teneryfy. Sama nazwa widnieje na zjeździe, więc trafia tu każdy, kto raz ją zobaczył na mapie.
Wąski wjazd kończy się przestronnym parkingiem wykutym na skalnej półce nad wodą. W sezonie miejsca schodzą szybko, a w weekendy bywa ciasno. Przy krawędzi tarasu ustawia się wózek gastronomiczny, obok stoliki i parasole - jedyne zaplecze w promieniu kilku kilometrów.

Od parkingu w dół prowadzą kamienne schody. Zaraz przy pierwszym stopniu stoi maszt z flagą, a obok tablica informacyjna. Czerwona flaga oznacza zakaz kąpieli i pojawia się tu często, bo otwarty ocean północy potrafi zmienić spokojną taflę w kipiel w kilkanaście minut.

Sam basen powstał tam, gdzie zastygła lawa spłynęła do morza i utworzyła dwa ramiona osłaniające zatoczkę od fal. Między nimi mieści się kilka połączonych zbiorników z przejrzystą, morską wodą, a największy sięga w głębszych partiach kilku metrów. Dno wyściełają otoczaki, jest też skrawek kamienistej plaży, na którym rozkłada się ręczniki. Przy spokojnym morzu woda jest na tyle czysta, że Charco del Viento uchodzi za dobre miejsce do pływania z maską i rurką.

Ochrona, którą dają dwa ramiona lawy, jest jednak połowiczna. Basen nie jest odcięty od oceanu i przy większej fali woda przelewa się przez zewnętrzne skały z pełną siłą. To ten sam żywioł, który rzeźbi wybrzeże i przyciąga fotografów, bywa też przyczyną tragedii - zdarzały się tu śmiertelne wypadki podczas wzburzonego morza. Zdjęcie efektownej fali kusi, ale robi się je z bezpiecznej odległości od krawędzi.

Z góry cały kompleks widać jak na dłoni. Kręta kamienna ścieżka zbiega spod tarasu ku wodzie, a przybrzeżne krzewy obsypują się wiosną drobnymi kwiatami. Więcej ujęć samych basenów czeka w galerii pod artykułem.

Kąpiel na warunkach oceanu
Dojazd jest prosty. Z TF-5 wystarczy zjechać na oznakowanym skręcie i trzymać się asfaltowej drogi przez plantacje aż do parkingu na końcu. Ostatni odcinek jest wąski, więc przy dużym ruchu trzeba uważać na mijankę. Zamiast podjeżdżać pod sam basen, można też dojść tu pieszo nadmorską pętlą z Santa Catalina wzdłuż wybrzeża, która schodzi do kąpieliska przez plantacje bananów i dawny kanał lawy z Teide.
Podłoże wokół basenu jest skaliste i śliskie, dlatego przydają się buty do wody. Naturalnego cienia praktycznie nie ma, warto więc zabrać nakrycie głowy i wodę do picia. Kąpiel ma sens tylko przy spokojnym oceanie. Kąpielisko nie ma stałej obsługi ratowniczej, a warunki na północy zmieniają się szybko, dlatego przed wejściem do wody najlepiej ocenić stan morza i uszanować czerwoną flagę, gdy jest wywieszona.
Najspokojniej bywa tu poza szczytem lata i poza weekendami. Wtedy łatwiej o miejsce na parkingu i o własny skrawek skały nad wodą, a Charco del Viento pokazuje się takim, jakim był, zanim stał się celem wycieczek - dzikim zakątkiem między lawą a oceanem.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










