Na końcu drogi w Las Aguas wszystko wygląda tak, jakby dalej był już tylko ocean. Dopiero po chwili widać wąską ścieżkę przy czarnych skałach, która mija kolejne domy, ogrody i tarasy, po czym bez pośpiechu prowadzi ku La Rambla. To trasa tam i z powrotem, więc ten sam odcinek ogląda się dwa razy - raz od strony otwartego wybrzeża, drugi raz zza murów, ganków i zacisznych przejść.
Las Aguas zaczyna się od oceanu
Las Aguas należy do gminy San Juan de la Rambla na północnym wybrzeżu Teneryfy. Start wypada przy Plaza de D. Pedro Pérez Luis, kilka kroków od morza, w osadzie przyklejonej do stoku i odgrodzonej od fal tylko kamiennym brzegiem. Już na pierwszych metrach widać, że to nie będzie górska wędrówka w klasycznym sensie, tylko spokojny spacer po starych ścieżkach między zabudową a urwiskiem.
Bazaltowe ściany domów, drewniane okiennice i niskie murki dobrze pasują do tego odcinka wybrzeża. Las Aguas nie udaje kurortu. Nadal bardziej przypomina małą, oswojoną przez mieszkańców osadę niż miejsce urządzone pod spacerowiczów.

Ścieżka nad czarnymi skałami
Za ostatnimi domami ścieżka wchodzi w bardziej dziki fragment zbocza. Najpierw lekko się wznosi, potem trawersuje stok nad oceanem. Raz prowadzi przy wysokim kamiennym murze, innym razem chowa się pod korzeniami i suchymi gałęziami, które tworzą nad przejściem coś w rodzaju niskiego tunelu.
Ten odcinek ma rytm północnego wybrzeża. Z jednej strony są skały i fale, z drugiej ogródki, mury oporowe oraz pojedyncze rośliny, które same znajdują tu miejsce. Bruk między bugenwillami sprawia, że spacer przez chwilę znów staje się bardziej wiejski niż nadmorski.

La Rambla pośród ogrodów
Za brukowanym odcinkiem ścieżka znów opada ku zabudowie. Coraz częściej pojawiają się ogrody, schodki i ściany porośnięte zielenią. To wejście do La Rambla, gdzie krajobraz zmienia się z surowego wybrzeża w spokojną, rozproszoną osadę.
La Rambla leży na tarasach zawieszonych nad morzem. Między domami widać kamienne pola, niskie ogrodzenia i wąskie przejścia, które częściej prowadzą pieszych niż samochody. Stąd bierze się charakter tej trasy - zamiast jednego długiego odcinka jest sekwencja krótkich przejść przez kolejne zaułki i ogrody.

W samym środku osady spacer zwalnia jeszcze bardziej. Wąska uliczka, ganek przy białym domu i śpiący kot na furtce wyglądają jak zwykłe sceny z codzienności, ale to właśnie one najlepiej zapamiętuje się z tego przejścia. Z La Rambla nie zostaje w głowie jeden wielki widok, tylko drobne detale.
Przy Plaza de la Rambla stoi niewielka kaplica Matki Bożej Różańcowej (hiszp. Ermita de la Virgen del Rosario), którą napis na fasadzie datuje na XVII wiek. Pilnuje wejścia do osady od strony Camino Real. To dawna droga królewska, otwarta pod koniec XV wieku, która od Rambla de Castro prowadziła wzdłuż wybrzeża ku Icod. Gmina znakuje dziś ten odcinek jako Sendero Las Aguas, ale sam szlak jest o kilka wieków starszy od swojej nazwy.

Kilka kroków dalej, tuż przy ścieżce, otwiera się kryty ganek z belkowanym stropem. Stoją w nim doniczki, na ścianach wiszą latarnie, a w głębi widać rozświetlone słońcem podwórze. Takie zajrzenia w bok zdarzają się na tej trasie co chwilę. Nie idzie się tu przez pusty teren. Przez większość drogi widać, że wybrzeże od dawna jest częścią zwykłego, codziennego życia.

Do Rambla de los Caballos
Za La Rambla zabudowa zaczyna się przerzedzać. Ślad prowadzi dalej wzdłuż Camino Rambla de los Caballos, między zaroślami a urwiskiem. Widoki nie otwierają się tu szeroko od razu. Częściej pojawiają się w przerwach między krzewami i kamiennymi tarasami, jakby północne zbocze odsłaniało ocean tylko na chwilę.
Potem ścieżka schodzi do wąwozu, który wyżej nosi nazwę Barranco de Ruiz, a przy samym ujściu Barranco de los Caballos. Tu kończy się wyznaczony przez gminę Sendero Las Aguas i tędy biegnie granica z Los Realejos. Za wąwozem trasa wchodzi na nadmorski skraj Krajobrazu Chronionego Los Campeches, Tigaiga y Ruiz, który sięga stąd kilka kilometrów w głąb wyspy, w górę zbocza.

Na dnie, między ścianami trzcin i zieleni, po kamienistym korycie sączy się woda. W górę doliny, już poza zasięgiem ścieżki, wąwóz chroniony jest jako relikt lasu laurowego. Po bokach ciągną się kamienne murki dawnych tarasów, a wysoko nad nimi bieleje samotny dom.
Najdalszy punkt tej wędrówki wypada już za wąwozem, w okolicy Rambla de los Caballos i Finca Los Caballos. Ostatnie metry prowadzą skrajem tarasów. Wyżej stoi dom z tabliczką „Rambla de los Caballos" i tarasem zastawionym leżakami. To kwatera na wynajem, podobnie jak Finca Los Caballos obok.

Widać stąd północne wybrzeże rozciągnięte niżej pod stokiem, a przy dobrej przejrzystości także dalsze fragmenty zabudowy i czarne skały wystające z wody. To dobre miejsce na odwrócenie się i powrót, bo dalej krajobraz nie zmienia się już tak wyraźnie.

Ta sama droga, ale inny kadr
Powrót odbywa się dokładnie tą samą drogą, ale nie sprawia wrażenia powtórki. Od strony Las Aguas lepiej widać kryte przejścia i ogrody ukryte za murami. Przy jednym z nich stoi płot zbity z wyschniętych nasad palmowych liści, wygiętych nad ścieżką jak rząd wyblakłych kości. Zaraz za nim stoją bananowce, a wcześniej, nad urwiskiem, mijało się tarasy przykryte zielonymi siatkami. To wybrzeże wciąż jest przede wszystkim rolnicze. To jeden z tych spacerów, na których druga połowa bardziej skupia się na detalach niż na samym przebiegu ścieżki.
Na końcu znów wychodzi się na plac w Las Aguas. Przy Plaza de D. Pedro Pérez Luis stoi mała kaplica, Ermita de Las Aguas. Zamyka ten spacer tak samo spokojnie, jak go zaczyna - bez wielkiego finału, za to z morzem stale obecnym tuż obok zabudowy.

Kilka innych zakątków z tej trasy, w tym przydrożną kapliczkę z krzyżem zwróconą ku wodzie, widać w galerii pod postem.
Kilka rzeczy przed wyjściem
Najwygodniej zacząć właśnie w Las Aguas, przy placu nad oceanem. Samochodem schodzi się tu wąską drogą z San Juan de la Rambla, a autobusy zatrzymują się wyżej, przy TF-5. Stamtąd do osady jest niecały kilometr w dół. To trasa tam i z powrotem, więc tempo można łatwo dopasować do pogody i czasu. Jeśli północ jest zasnuta chmurami albo ścieżka jest mokra po deszczu, wystarczy dojść do La Rambla i stamtąd zawrócić bez poczucia, że omija się sedno spaceru.
Na ten odcinek bardziej przydają się buty z dobrą przyczepnością niż typowo górski sprzęt. Kamienne fragmenty bywają śliskie, a wąskie przejścia przy murach i ogrodach nie zostawiają wiele miejsca na pośpiech. Warto też mieć lekką kurtkę, bo północne wybrzeże szybko łapie wilgoć od oceanu i chmury potrafią wejść tu równie nagle jak na wyższych trasach.
To dobry wybór na dzień, kiedy nie ma się ochoty na długi trekking, ale nadal chce się przejść kawałek prawdziwej, północnej Teneryfy. W tej trasie najważniejsze nie są parametry, tylko rytm małych osad, kamiennych ścieżek i morza obecnego przez cały czas tuż obok drogi.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










