Na dawnej drodze z Doliny Orotawy na Teide było tylko jedno miejsce, w którym dało się nabrać wody. Nazywa się Cruz del Dornajito i leży w lesie pod skalnym okapem, obok krzyża, który dał mu nazwę. Prowadzi tam ścieżka ze strefy rekreacyjnej La Caldera. Pętla, która ją obejmuje, nie ma odsłoniętego grzbietu ani wielkiego punktu widokowego. Jej siłą jest wilgotny las, cisza i stary odcinek Camino de Chasna.
Już przy starcie widać, że to północna Teneryfa w swoim chłodniejszym wydaniu. Cała pętla mieści się w Parku Przyrodniczym Korona Leśna (hiszp. Parque Natural de la Corona Forestal). Na wysokości około 1200 m n.p.m. mgła wchodzi tu między drzewa bardzo łatwo, a mokra ziemia i omszałe pnie od razu ustawiają rytm całej wędrówki.

Ze strefy piknikowej ścieżka szybko schodzi w gęstszy las. Początek jest szeroki i wygodny, ale po deszczu robi się śliski, więc od pierwszych minut warto patrzeć pod nogi.
Pętla w całości biegnie po oznakowanych ścieżkach. Zejście do Cruz del Dornajito i dalszy trawers to fragment dalekobieżnego GR 131 Anaga Chasna, znaczonego biało-czerwonymi paskami. Pierwsze półtora kilometra pokrywa się dodatkowo z SL-TF 81 Camino de la Orilla del Monte, niespełna czterokilometrową pętlą startującą z tej samej strefy rekreacyjnej.

Niżej nawierzchnia staje się bardziej kamienista. Woda długo trzyma się tu w koleinach i na skałach, dlatego ta trasa bardziej przypomina spokojne leśne zejście niż suchy spacer po szutrach.

Między drzewami trafiają się pierwsze prześwity na dolinę. Przy ścieżce stoi betonowy zbiornik na wodę, a niżej widać już dachy i uprawne poletka. Dobrze stąd czuć, jak wysoko nad zabudową La Orotavy przebiega ten odcinek.

Gdy chmury trochę się podnoszą, z lewej strony pojawia się ocean i szerokie zbocza opadające ku północnemu wybrzeżu. W tej części pętli widok nigdy nie dominuje nad lasem, ale dobrze kontrastuje z zamkniętym, wilgotnym wnętrzem ścieżki.

Krótko później trasa przecina skaliste dno niewielkiego wąwozu Barranquillo del Lomo de Candelaria. To jeden z najbardziej naturalnych fragmentów zejścia, z mokrą skałą, wodą po opadach i krzewami domykającymi przejście z obu stron.

Po drugiej stronie ścieżka znów wchodzi między drzewa. Podłoże zmienia się co kilkadziesiąt metrów, raz kamieniste, raz miękkie od ściółki.

Na skraju lasu trasa mija zarośniętą działkę z drewnianą szopą i rozwieszonym wężem do podlewania. Ponad krzewami widać stąd północne wybrzeże i ocean. To krótki epizod, po którym ścieżka znów odbija w zieleń.

Dalej ścieżka zamienia się w schody. Drewniane okrąglaki wbite w stok prowadzą krótkim podejściem na niewielki grzbiet. Dopiero za nim trasa opada łagodnie do Cruz del Dornajito, od dawna naturalnego przystanku na tej drodze.

Przy wiacie i tablicach łatwo zauważyć, że to nie przypadkowy punkt w lesie. Tablice przypominają o starym Camino de Chasna, którego fragmentem jest ta ścieżka.

Samo Cruz del Dornajito ma bardziej kameralny charakter, niż sugeruje nazwa. Pod skalnym okapem stoi krzyż na bielonej podmurówce, a obok bije źródło. Miejsce nazywano też Pino del Dornajito, od sosny, która dawała tu cień. Źródło opisał pierwszy Brytyjczyk J. Edens, w relacji z wejścia na Teide w 1715 roku. Ogłoszono ją w piśmie londyńskiego Royal Society. Później wspominał je Alexander von Humboldt, bo wyżej na drodze na wulkan nie było już wody.

Za źródłem las na chwilę się otwiera. Zbocza opadają ku zabudowie i polom w dolnej części doliny, a ścieżka zaczyna powoli zmieniać charakter z wąskiego zejścia na łagodniejszy leśny trawers.

Ten odcinek prowadzi wygodnie między drewnianą barierką, paprociami i coraz gęstszym podszytem. W wilgoci dobrze widać, jak różnorodny jest ten las - nie tylko sosnowy, ale miejscami bardziej miękki i cienisty.
W środkowej części pętli las wyraźnie się zmienia. Sosny ustępują wilgotnemu lasowi wawrzynowemu. Między ciemnymi, szorstkimi pniami zaczyna się pojawiać madroño canario, kanaryjskie drzewo o gładkiej korze w kolorze łososia i pomarańczy. Cienki naskórek złuszcza się z niej płatami przypominającymi suchy papier, a młodsze pnie są jeszcze bladozielone. Pod nogami pojawia się więcej miękkiej ściółki niż kamienia.
Po wyjściu z tej części trasa opuszcza GR 131 i wychodzi na Pista de Benijos, szeroką leśną drogę, którą prowadzi już cały powrót. Odtąd jest mniej technicznie niż na zejściu do źródła, a ruchu samochodowego nie ma przez całą pętlę.

Dalej las nagle się otwiera, bo w sierpniu 2023 roku przeszedł tędy pożar, który sięgnął górnej części gminy La Orotava. Pnie sosen są czarne od sadzy, a spod spalonej kory wychodzą pęki świeżych igieł. Sosna kanaryjska jest jedną z bardzo nielicznych sosen, które potrafią odbić wprost z osmalonego pnia, a nie tylko odnowić się z nasion. Chroni ją kora gruba na kilka centymetrów. Pierwsze pędy pojawiają się po kilku miesiącach i nadają drzewom wąską, niemal cyprysową sylwetkę, ale na odbudowanie całego drzewostanu potrzeba około dekady.
Przy ścieżce stoi drewniany słupek z kodem QR, jeden z dwudziestu punktów, w których organizacja Fénix Canarias śledzi odbudowę lasu po tamtym pożarze. Pomysł jest prosty. Przechodnie robią zdjęcie zawsze z tego samego miejsca, a najstarsze pochodzi z września 2023 roku. Akurat tutaj ogień zniszczył nasadzenia lasu laurowego, a sosny ucierpiały tylko częściowo. Zbocze poniżej przecinają zapory z gałęzi, które mają zatrzymać spływ gleby po deszczach. Kilkadziesiąt metrów dalej rośnie wygięta w łuk sosna, zaznaczona nawet na mapach szlakowych.
Za pogorzeliskiem otoczenie robi się wyraźnie bardziej sosnowe. Droga jest szersza, a całość ma już mniej wąwozowy, a bardziej górski rytm.

Nawet ten szeroki odcinek potrafi być śliski. Woda długo stoi w koleinach przy skarpach, więc miejskie buty odpadają także na łatwiejszym terenie.

Pod koniec trasy w nawierzchni pojawiają się wąskie szyny, a u podnóża zbocza zakratowany kamienny łuk. To wlot Galerii Pino Soler, jednej ze sztolni wodnych (hiszp. galería), którymi Teneryfa wydobywa wodę pitną. Takie sztolnie drąży się poziomo, kilometrami w głąb masywu, z lekkim wzniesieniem ku wnętrzu, żeby woda spływała ku wylotowi sama. Typowy przekrój to około półtora metra szerokości i niecałe dwa metry wysokości. Szynami wywożono wagonikami skałę wydobytą podczas drążenia.
Na Teneryfie naliczono 1122 takie sztolnie i blisko czterysta pionowych studni. Razem dają 84 procent wody zużywanej na wyspie. Pino Soler zasila kanał Aguamansa-Santa Cruz, z którego korzystają gminy od Santa Úrsuli po La Lagunę. W 2012 roku wyciek oleju napędowego właśnie w tym miejscu zmusił je do czasowego ograniczenia poboru wody.
To nie jedyna sztolnia przy tej trasie. Około dwóch kilometrów dalej, przy tej samej leśnej drodze, leży Galería la Fortuita.
Dalej korony drzew zamykają się nad drogą i robi się niemal tunelowo. Mgła wisi między pniami tak nisko, że koniec prostej ginie w bieli.

Chwilę później las jeszcze raz zmienia charakter. Raz przypomina prostą aleję, raz dziki, zielony korytarz zarośnięty aż po sam skraj drogi.

Przed samym domknięciem pętli zostaje jeszcze krótki, spokojny odcinek przy skraju strefy rekreacyjnej. To miękkie przejście z leśnej trasy z powrotem do bardziej uporządkowanej przestrzeni La Caldery.

Na koniec wraca najbardziej rozpoznawalny obraz tego miejsca, czyli otwarta polana w starym kraterze, otoczona sosnami i zastawiona stołami. To właśnie ten krater nazywa się La Caldera i od niego wzięła nazwę cała okolica. Drzewa nigdy w nim nie wyrosły. Miejscowi tłumaczą to tym, że dno krateru zbyt często podmaka.
Wokół polany urządzono strefę rekreacyjną (hiszp. Área Recreativa La Caldera), jedno z leśnych miejsc wypoczynku prowadzonych przez władze wyspy. Stąd stoły z ławami, a na skraju trawy rzędy niskich kamiennych palenisk, ogólnodostępnych dla biesiadników. Własnych, przenośnych grilli używać tu nie wolno.
Informacje praktyczne
Na tej wysokości mgła i chłód są czymś normalnym nawet wtedy, gdy na wybrzeżu świeci słońce, więc warto mieć lekką kurtkę przeciwdeszczową albo cieplejszą warstwę. Buty trekkingowe z dobrą przyczepnością sprawdzają się tu lepiej niż cokolwiek innego, bo na kamieniach i mokrej ziemi bywa ślisko. Po intensywniejszych opadach trzeba liczyć się z błotem na zejściu do Cruz del Dornajito. Woda i coś drobnego do jedzenia wystarczą, bo sama pętla nie wymaga całodziennego przygotowania.
Początek wypada przy strefie rekreacyjnej La Caldera powyżej Aguamansy, w górnej części gminy La Orotava. Najwygodniej dojechać samochodem drogą TF-21, która wspina się doliną od La Orotavy ku Parkowi Narodowemu Teide. Na miejscu jest duży parking.
Trasa biegnie gęstą siecią leśnych dróg i przez całą górną część odchodzą z niej boczne odbicia. Pętlę można więc skrócić w kilku miejscach, schodząc wcześniej na Pistę de Benijos. Najwygodniejsza jest Pista los Caballos, która odchodzi w trzecim kilometrze i skraca wędrówkę o mniej więcej cztery kilometry. Z tej samej strefy rekreacyjnej startuje też krótka, niespełna czterokilometrowa pętla SL-TF 81 Camino de la Orilla del Monte, pokrywająca się z opisywaną trasą przez pierwsze półtora kilometra.
Trasa dobrze wypada przez większą część roku, ale najciekawiej wygląda w chłodniejszych miesiącach, gdy przez las przechodzą chmury. Wtedy trzeba jednak liczyć się z bardziej śliskim podłożem. Przy lepszej przejrzystości powietrza szerzej otwierają się widoki na Dolinę Orotawy i ocean.
To jedna z tych pętli, które nie próbują zrobić wrażenia ani dystansem, ani panoramą. Zostaje po niej pamięć o źródle, przy którym przez wieki zatrzymywali się wszyscy idący na Teide, i o kraterze, w którym do dziś nie chce rosnąć las.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










