Pescaderas, czyli handlarki rybami z wybrzeża, chodziły kamiennymi drogami San Miguel de Abona boso, z ładunkiem na głowie. W wyżej położonych wsiach wymieniały ryby na mięso, ziemniaki i inne płody rolne, a długie marsze skracały sobie śpiewem, układając piosenki o wydarzeniach swoich czasów. Gminny magazyn „La Tajea” zapisał historię jednej z nich, Doñi Isabel. Oboje swoich dzieci, w odstępie dwóch lat, urodziła w drodze powrotnej ze sprzedaży ryb. Pępowinę przecięły jej towarzyszki dwoma kamieniami, a ona zawinęła noworodka w chustę, którą nosiła na głowie, i poszła do domu ugotować rodzinie zupę rybną.
Pętla z San Miguel de Abona przechodzi dwiema takimi dawnymi drogami. W dół, do Aldea Blanca, prowadzi szlak SL-TF 231.1, opisany na drogowskazach jako Camino Las Lajas. Z powrotem trasa idzie szlakiem SL-TF 231, który pnie się pod skałą Roque de Jama i przez zabytkowy przysiółek La Hoya wraca do miasteczka.
Najstarszym miejscem na trasie nie jest wcale miasteczko, w którym się ona zaczyna. San Miguel wyrosło wokół pustelni zbudowanej około 1665 roku, a od Vilaflor odłączyło się dopiero w 1798 roku. La Hoya pojawia się w dokumentach nadań ziemi już w latach 1505-1522, a według Cabildo, czyli samorządu wyspy, to pierwsza osada tej gminy po hiszpańskim podboju.
Start w dzielnicy El Calvario
Trasa zaczyna się i kończy w dzielnicy El Calvario, przy Museo Casa del Capitán. Ponad stuletni dom należał do zamożnej rodziny Alfonso, a nazwę zawdzięcza jednemu z jej członków, urodzonemu pod koniec XVIII wieku najwyższemu rangą wojskowemu w gminie. Dom ma wewnętrzny dziedziniec, piwnicę na wino, tłocznię i spichlerz. Po pożarze w 1978 roku gmina urządziła w nim muzeum.
Pierwsze kilkaset metrów to ulice miasteczka, potem ścieżka schodzi otwartym zboczem. Od razu widać cel pierwszego etapu: płaskie wybrzeże z nadmorskimi osiedlami, a nad nim, blisko 10 km stąd, stożek Montaña Roja przy El Médano. Bliżej, po prawej, wznosi się Montaña de Chimbesque.

Zbocze porastają niskie, sucholubne krzewy, a między nimi widać linie dawnych tarasów uprawnych. Na przeciwległym stoku stoi dom z białą kopułą z trójkątnych paneli, który wygląda tu jak obiekt z innego krajobrazu.

Droga po płytach lawy
Na drogowskazie przy Camino Las Lajas do Aldea Blanca zostają 2 km. Słowo laja oznacza po hiszpańsku płaski kamień i taki jest ten odcinek. Ścieżka prowadzi po gładkich, ciemnych płytach skalnych, pomarszczonych jak zastygła lawa.
Po obu stronach biegną murki z luźno ułożonych kamieni. Według historyka i archeologa Ivána Gonzáleza Gómeza, piszącego dla gminnego magazynu, takie drogi obmurowywano, żeby pędzone nimi stada nie wchodziły na sąsiednie pola.

Z tego samego tekstu wiadomo, kto chodził takimi drogami. Pasterze szukali ze stadami lepszych pastwisk i wody. Kamieniarze i robotnicy rolni szli do pracy aż do Guargacho, Rasca czy Playa San Juan. Wychodzili w niedzielę albo w poniedziałek przed świtem i wracali dopiero w piątek lub w sobotę. Po rozdzieleniu z Vilaflor sprawy urzędowe załatwiało się w San Miguel, więc mieszkańcy dalszych przysiółków chodzili tędy także po to, żeby zgłosić narodziny albo złożyć skargę.
Niżej, na wysokości około 250 m n.p.m., ścieżka mija opuszczony kamienny dom. Dach z półokrągłych dachówek zapada się już do środka.

Zamek w Aldea Blanca
Camino de Las Lajas kończy się w Aldea Blanca, w najniższym punkcie trasy, nieco ponad 210 m n.p.m. Na krótkim odcinku drogi TF-657 trasa mija Castillo San Miguel, budowlę z blankami i okrągłymi wieżami. To nie forteca, tylko obiekt pod widowiska. Według operatora powstał w 1987 roku dla wieczornych pokazów rycerskich z kolacją.

Drogowskaz w Aldea Blanca podaje 7,5 km do San Miguel szlakiem SL-TF 231. Szlak skręca na zachód i przez dwa kilometry zyskuje prawie 200 m wysokości, miejscami stromo. Za plecami zostają pola i zabudowa Aldea Blanca.

Pod Roque de Jama
Na wysokości około 400 m n.p.m. szlak na krótko wchodzi na teren gminy Arona. Na północ otwiera się widok na dwa wzgórza. Po lewej stoi Montaña Las Tabaibas, której zbocze przecina odsłonięta ściana skały. Po prawej, nad łagodnym grzbietem, sterczy ostry szczyt Roque de Jama.
Ta skała ma blisko 800 m n.p.m. i jest pomnikiem przyrody. Według Cabildo to pozostałość komina wulkanicznego, odsłonięta przez erozję. Dla Guanczów, czyli przedhiszpańskich mieszkańców wyspy, miejsce miało szczególne znaczenie. W okolicy udokumentowano 52 stanowiska archeologiczne, w tym 32 z rytami naskalnymi, co daje największe zagęszczenie stanowisk na południu wyspy. Na skałach przeważają motywy geometryczne: siatki, szachownice i równoległe linie.

W dniu wycieczki po drugiej po południu nad szczytami zbierały się już ciężkie chmury, ale na południu niebo wciąż było jasne. Z grzbietu widać szeroką dolinę z polami pod stożkiem Montaña Cambada, a za nią wybrzeże i ocean. Dalej szlak wznosi się już tylko łagodnie i przez półtora kilometra trawersuje zbocze.

Kawałek dalej w dole otwiera się wąwóz wypełniony ciemnym, skalistym jęzorem. Między krzewami przy ścieżce rośnie kępa opuncji, rośliny sprowadzonej przez Hiszpanów z Ameryki. W XIX wieku sadzono ją masowo, bo żyją na niej czerwce dające barwnik koszenilę.

Kilkaset metrów od tego odcinka, przy drodze TF-28, leży Mirador de la Centinela. Według dekretu o ochronie La Hoya mógł dawniej służyć mieszkańcom przysiółka za punkt obserwacyjny, z którego pilnowano niżej położonych ziem i wybrzeża.
Trasa mija jeszcze jeden opuszczony dom z ciosanych bloków. Roque de Jama jest stąd już niecałe 800 m.

La Hoya, wieś niewidoczna z morza
Przysiółek La Hoya leży około dwóch kilometrów na południowy zachód od San Miguel, poniżej drogi TF-28. Jego nazwa znaczy „kotlina” i dobrze oddaje położenie. Zabudowa stoi w zagłębieniu terenu, więc nie widać jej od strony morza, a mieszkańcy mieli tu osłonę przed napadami piratów. W 2015 roku La Hoya została uznana za Bien de Interés Cultural (dobro kultury). Dekret wymienia to położenie wśród powodów wczesnego osadnictwa, obok wody z trzech pobliskich źródeł i skrzyżowania dróg z wybrzeża do Vilaflor.
Pewne wzmianki o „sąsiadach z La Hoya” pochodzą z XVII wieku. Około 1860 roku mieszkały tu 54 osoby, w 1960 roku już tylko 11. Z około dziesięciu parterowych domów z jasnego tufu kilka odnowiono i zamieniono na wiejskie kwatery, jak Casa Rural Vera de la Hoya.

Wokół domów ciągną się tarasy przykryte jablem, czyli warstwą piasku wulkanicznego, który zatrzymuje wilgoć w glebie. Część z nich jest uprawiana do dziś. Kilkadziesiąt metrów od szlaku stoi piec do wypalania dachówek z końca XIX wieku, wyższy niż 3 m. To ślad dawnego garncarstwa w tej części wyspy.
Źródło Tamaide
Z La Hoya na wschód prowadzi do Fuente de Tamaide brukowana droga, według dekretu zachowana prawie w całości w pierwotnym stanie. Źródło leży na prawym brzegu Barranco del Drago. Ze zbiornika wykutego w miękkim tufie woda płynęła do koryta dla zwierząt i do kamiennej niecki, w której dawniej prano. Z drugiego zbiornika spływała zboczem aż do Aldea Blanca. Kanały wykute wprost w tufie prowadzą wodę także przez dawne pola Las Vegas w gminie Granadilla de Abona.
Ostatnie metry przed źródłem ścieżka prowadzi dnem wąwozu, między wielkimi blokami skalnymi. Wysoko w rdzawych ścianach ziają ciemne otwory jaskiń.

Samo źródło to jasna skalna ściana z ciemnym, wilgotnym pasem pośrodku. W dniu wycieczki u jej stóp stała płytka woda, a kamienie przy brzegu porastał mech.

Kawałek za źródłem, gdy szlak wychodzi z wąwozu, mija jeszcze jedną jaskinię, tuż przy ścieżce. Jej sklepienie tworzy jasna skała pełna wtopionych okruchów.

Powrót na Calvario
Od źródła szlak znów się wspina, a ostatnie kilkaset metrów prowadzi ulicami dzielnicy Tamaide, z powrotem na wysokość prawie 590 m n.p.m. Pętla zamyka się przy Casa del Capitán, obok niewielkiej białej Ermita del Calvario.

Pescaderas wnosiły ryby takimi drogami z wybrzeża, które przez cały pierwszy etap pętli ma się przed oczami, i wracały nimi w dół, do domu. Na jednym z takich powrotów Doña Isabel niosła już w chuście noworodka.
Informacje praktyczne
Pierwszy etap prowadzi w dół po kamieniach i gładkich płytach skalnych, a drugi wspina się stromymi odcinkami, więc przydają się buty z dobrą przyczepnością. Na większości trasy nie ma cienia. Niezbędne są nakrycie głowy, krem z filtrem i co najmniej 1,5 l wody na osobę. Bary i restauracje są w San Miguel i w Aldea Blanca.
Samochód najłatwiej zostawić w San Miguel de Abona, w okolicy Museo Casa del Capitán. Z autostrady TF-1 dojeżdża się do miasteczka drogą TF-65 od strony Los Abrigos albo drogą TF-28. Stan na październik 2026: z Los Cristianos przez Valle de San Lorenzo jedzie linia TITSA 416, mniej więcej co godzinę, z przystankiem Cementerio San Miguel niecałe 200 m od startu. Linia 484 z Las Chafiras jeździ przez Aldea Blanca do San Miguel rzadziej, od kilku kursów dziennie w weekendy do kilkunastu w dni robocze. Aktualne rozkłady najlepiej sprawdzić przed wyjazdem na titsa.com.
Z powodu braku cienia latem lepiej wyjść wcześnie rano. Jesień, zima i wiosna dają przyjemniejsze temperatury.










