Na Teneryfie łatwo przyzwyczaić się do plaż w kolorze lawy. W Las Teresitas działa odwrotny kontrast: jasny piasek, rząd palm i strome zbocza Anagi niemal przy samej wodzie. Plaża leży w San Andrés, kilka kilometrów od Santa Cruz de Tenerife, więc bardziej niż kurort przypomina miejski oddech od stolicy.
Przy zachodnim końcu plaży na piasku jest niemal pusto, a pierwszy plan przejmują palmy i szeroki pas cienia. Właśnie tutaj najlepiej widać, jak nietypowo Las Teresitas wygląda na tle reszty wyspy. Zamiast czarnego piasku jest jasna, sztucznie usypana plaża, otwarta w 1973 roku po przekształceniu dawnego brzegu i sprowadzeniu piasku z Sahary.

Brzeg nie kończy się na samym piasku. Od strony oceanu zatokę osłania długi falochron, dlatego przy wodzie częściej widać spokojne lustro niż przybój znany z wielu naturalnych plaż Teneryfy. Plaża ma około 1,3 kilometra długości, więc nawet w bardziej oblegane dni da się odejść kawałek dalej od głównego wejścia. Sam kamienny falochron po zniszczeniach od fal pozostawał zamknięty od 2020 roku, a po remoncie udostępniono go ponownie w 2025 jako ciąg spacerowy.

Z dalszej części plaży dobrze widać drugi plan zatoki. Domy San Andrés wspinają się po zboczu tuż nad wodą, a obok nich opadają ku oceanowi ciemne stoki Anagi. Taki układ, z wioską wciśniętą między góry a ocean, nie przypomina sztucznego kurortu, choć sama plaża jest dziełem człowieka.

Na miejscu łatwo zobaczyć, że to nie jest dziki odcinek wybrzeża, tylko dopracowana plaża miejska. Łagodne wejście do wody i brak silnego przyboju ściągają rodziny z małymi dziećmi, które brodzą przy samej linii piasku. Płytka, spokojna woda sięga tu daleko od brzegu.

Zaplecze plaży jest równie wygodne. Rzędy parasoli, leżaków i punktów gastronomicznych pokazują, że dzień można tu spędzić bez ciągłego wracania do miasta. Oficjalny serwis turystyczny Teneryfy wymienia prysznice, toalety, nadzór ratowników, dostępność dla osób z niepełnosprawnościami i strefę dla dzieci.

Las Teresitas żyje także tym, co dzieje się za plecami plażowiczów. Nad piaskiem widać drogę wykutą w zboczu, a niżej palmy, chiringuitos i restauracje San Andrés. Przy brzegu można wypożyczyć sprzęt wodny, a kolorowe rowery wodne wyciągnięte na piasek dobrze widać z daleka.

Ta sama droga wykuta w zboczu prowadzi dalej ku Igueste de San Andrés, a przy niej leży punkt widokowy, z którego całą zatokę widać z góry. Opisuje go, razem z samą plażą, osobny wpis Playa de Las Teresitas i Igueste. Łatwo więc połączyć plażowanie z krótkim spacerem po dawnej rybackiej osadzie albo z dłuższym wypadem w głąb Anagi. Przy plaży działa duży parking, a bez samochodu można dojechać autobusami TITSA, o których więcej jest we wpisie Komunikacja zbiorowa - TITSA.

Najlepiej wypada spacer na kamiennym falochronie przy wschodnim krańcu. Stamtąd widać całą zatokę jednym spojrzeniem. Jasny łuk piasku, skupione na zboczu białe domy San Andrés i ciemne skały przypominają, że to wciąż wybrzeże Anagi, a nie karaibska dekoracja przeniesiona na Atlantyk. Właśnie ten kontrast sprawia, że Las Teresitas zostaje w pamięci dłużej niż wiele plaż z bardziej efektownym pierwszym wrażeniem.

Redakcja „Poznaj Teneryfę”








