Ten spacer nie potrzebuje górskiego startu ani wielkiej logistyki. Wystarczy wyjść na wybrzeże Alcalá, żeby na kilku kilometrach zobaczyć, jak spokojna część gminy Guía de Isora przechodzi w coraz bardziej surowy, lawowy brzeg, a potem w miejski finał przy Playa de la Arena. To trasa liniowa, ale nie monotonna - najpierw prowadzi między małymi plażami i promenadą La Jaquita, później mija bardziej dziki odcinek Punta Blanca, a przez niemal cały czas z przodu rośnie ściana Los Gigantes.
Najpierw spokojna strona Alcalá
Początek wypada przy zatoce osłoniętej czarną lawą. Alcalá nie opiera się na jednej szerokiej plaży, tylko na serii mniejszych zatoczek, naturalnych basenów i krótkich zejść do wody. W pierwszym kadrze od razu widać skalę tego miejsca: niską zabudowę, nierówny brzeg i spokojne morze zamknięte półkolistą linią skał.

To nadal bardziej nadmorskie miasteczko niż kurort projektowany pod jedną atrakcję. Zamiast pasa hoteli pierwsze skrzypce gra tu samo wybrzeże, do którego schodzi się niemal prosto z ulic.
Dalej spacer wchodzi na promenadę La Jaquita, gdzie wzdłuż szerokiej ścieżki otwiera się więcej przestrzeni niż w centrum miejscowości. Czerwony pas nawierzchni prowadzi prawie po prostej, a po lewej stronie przez cały czas wraca ocean.

To jeden z tych odcinków, które nie wymagają ciągłego patrzenia pod nogi. Można pozwolić sobie na wolniejsze tempo, bo najważniejsze dzieje się na horyzoncie: klify masywu Teno stają się coraz wyraźniejsze i przestają wyglądać jak odległa szara ściana.
Na wysokości promenady leży Playa La Jaquita, jedna z czarnych plaż tego odcinka. To wciąż spokojna część wybrzeża, ale już mniej miejska niż początek w Alcalá - piasek wciska się między lawowe skały, a zatoka pozostaje na tyle osłonięta, że woda bywa tu wyraźnie spokojniejsza niż na bardziej otwartych odcinkach.

Plaża nie jest duża, za to dobrze pokazuje, z czego zbudowany jest ten spacer. Nie ma tu jednego dominującego punktu, tylko rytm krótkich wejść na skałę, zejść do wody i znów powrotu na promenadę.
Gdy piasek ustępuje lawie
Za plażą La Jaquita brzeg zaczyna się wyraźnie zmieniać. Trasa nie schodzi na ostre pola lawy, ale biegnie tuż obok nich, więc zamiast kąpielisk pojawiają się nieregularne półki skalne i płytkie niecki wycinane przez ocean. Właśnie tu najlepiej widać, że spacer z Alcalá do Playa de la Arena nie jest zwykłym przejściem między dwiema plażami.

Los Gigantes zbliżają się z każdym krokiem. Ich pionowa ściana porządkuje cały widok i sprawia, że nawet niski, przybrzeżny spacer ma w tle coś dużo większego od siebie.
W połowie drogi pojawia się odcinek Punta Blanca z naturalnymi basenami wykrojonymi w wulkanicznym brzegu. Na miejscu najbardziej rzuca się w oczy szeroki pas czarnych otoczaków. To nie jest plaża wygładzona pod promenadę, tylko kawałek wybrzeża, który zachował bardziej surowy rytm.

Właśnie dlatego ten fragment dobrze robi całej trasie. Po wygodnym odcinku La Jaquita przypomina, że zachodnie wybrzeże Guía de Isora wciąż potrafi wyglądać bardziej jak naturalny brzeg niż miejski deptak.
Kilka minut dalej wygodna nawierzchnia wraca. Ścieżka znów zbiera spacerowiczów, pojedynczych rowerzystów i osoby schodzące na skały, ale krajobraz pozostaje otwarty. Między oceanem a trasą zostaje szeroki pas ciemnej lawy, a po prawej stronie zaczyna się już bardziej suchy, mniej zielony pejzaż zachodniego wybrzeża.

To dobry moment, żeby odwrócić się na chwilę za siebie. Z tej perspektywy widać, jak długi odcinek wybrzeża łączy w jednym ciągu małe plaże, skały i promenady, bez nagłej granicy między jednym a drugim.
Coraz bliżej Puerto de Santiago
Dopiero w przedostatniej części spaceru wyraźnie zaczyna się strefa zabudowy. Skały zostają niżej, nad nimi pojawiają się apartamentowce, tarasy i baseny, a różnica poziomów otwiera szeroki widok na poszarpany brzeg. To już nie spokojna osada rybacka z początku trasy, tylko przedpole bardziej kurortowego finału.

Kamienne schody schodzące do wody pokazują, jak mocno tutejsza zabudowa jest dopasowana do uskoku brzegu. Zamiast szerokiej plaży wciąż rządzi tu lawa, tylko teraz oglądana z balkonów, tarasów i punktów zawieszonych nad skałą.
Ostatni odcinek biegnie już skrajem Playa de la Arena. Zanim pojawi się sama plaża, ścieżka jeszcze raz prowadzi obok czarnych skał i niskich zatoczek, a po lewej stronie zostaje spokojna tafla oceanu. To przejście dobrze przygotowuje finał, bo pokazuje, z czego wyrasta późniejsza, bardziej miejska sceneria Puerto de Santiago.

Meta wypada przy Playa de la Arena w Puerto de Santiago, w gminie Santiago del Teide. Czarny wulkaniczny piasek i spokojniejsze fale odróżniają ją od wcześniejszych skalistych odcinków, a sama plaża leży tuż przy promenadzie i porcie. Po kilku kilometrach lawowych półek i kamienistych odcinków taki finał działa dobrze - spacer kończy się nie na przypadkowym chodniku, tylko przy plaży, która zbiera w jednym miejscu cały nadmorski charakter tej części wybrzeża.
Informacje praktyczne
To spacer miejski tylko częściowo. Większość przejścia jest wygodna, ale na krótkim skalistym odcinku przed Punta Blanca przydają się buty z twardszą podeszwą, bo podłoże bywa nierówne i sypkie. Cienia jest mało przez prawie całą drogę, więc warto mieć wodę, nakrycie głowy i ruszyć poza największym południowym żarem.
Dojście najprościej zacząć w Alcalá i zakończyć przy Playa de la Arena. Ponieważ to trasa liniowa, przed startem dobrze ustalić powrót np. drugim samochodem, autobusem albo tym samym wybrzeżem w drugą stronę, jeśli zostaje jeszcze czas i światło.
Najlepiej wypada późnym popołudniem, kiedy słońce idzie niżej i wydobywa rysunek lawy oraz ścianę Los Gigantes. Wtedy także najlepiej widać, jak spokojny początek w Alcalá przechodzi w coraz bardziej dramatyczny krajobraz zachodniego brzegu.
Ten spacer nie udaje wielkiej wędrówki i właśnie na tym zyskuje. Pokazuje zachodnie wybrzeże w skali codziennego ruchu, między małą plażą, ścieżką rowerową, lawą i czarnym piaskiem. Los Gigantes przez cały czas pilnują, żeby zwykłe przejście nie stało się zwykłym widokiem.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










