Najciekawsze w Pirámides de Güímar nie jest dziś pytanie, czy na Teneryfie istnieją ślady zaginionej cywilizacji. Znacznie ciekawsze okazuje się to, jak z jednego zagadkowego miejsca zrobiono park, w którym spotykają się archeologia, botaniczna ścieżka i opowieść o wyobraźni Thora Heyerdahla. Kto jedzie tu wyłącznie po „tajemnicze piramidy”, dostaje coś bardziej złożonego i, paradoksalnie, przez to ciekawszego.
Już pierwszy kontakt z kompleksem dobrze pokazuje jego skalę. To nie egipska monumentalność, tylko kamienne tarasy z miejscowego materiału, osadzone w zieleni i oglądane z bliska niemal na wysokości ręki.

Park etnograficzny otwarto w 1998 roku z inicjatywy Thora Heyerdahla, który zaangażował się w ochronę tego terenu, gdy sześć zachowanych piramid było zagrożonych przez plany zabudowy. Norweski podróżnik widział w Güímar coś więcej niż rolniczy krajobraz. Interesowały go związki między odległymi kulturami i właśnie dlatego piramidy stały się dla niego ważnym punktem na mapie własnych poszukiwań.
Same konstrukcje są jednak obecnie lepiej rozumiane niż wtedy, gdy Heyerdahl je rozsławiał. Badania archeologów z Uniwersytetu La Laguna z lat 90. wskazują, że piramidy powstały w XIX wieku, najpewniej podczas porządkowania pól uprawnych i układania kamieni usuwanych z ziemi. W tej wersji nie ma starożytnej sensacji, ale nie ma też banału. Tarasy nie są przypadkową stertą skał. To przemyślane, schodkowe budowle, których układ zwrócił uwagę badaczy także ze względu na orientację wobec przesileń.
Z dalszej perspektywy najlepiej widać, jak mocno piramidy są wpisane w krajobraz doliny Güímar. Między suchymi murkami, trawą i niskimi krzewami nie wyglądają jak obiekt przeniesiony z innego świata, tylko jak część dawnego, uporządkowanego gospodarczego pejzażu.

To właśnie ten widok porządkuje całą historię miejsca. Piramidy stoją na rozległych tarasach i dopiero wtedy staje się jasne, że ich siła nie bierze się z wysokości, lecz z rytmu kamiennych poziomów. W pogodny dzień nad kompleksem zawieszają się chmury schodzące z wyższych partii wyspy, a w tle pojawia się gęsta zabudowa Güímar i błękit oceanu. Park nie odcina się od miasta. Przeciwnie, pokazuje jak blisko siebie mogą leżeć dawne praktyki rolnicze i współczesna Teneryfa.
Warto pamiętać o jeszcze jednym szczególe. Pod piramidą numer 1 znajduje się Cueva de Chacona, wulkaniczna grota, w której znaleziono materiały związane z Guanczami, datowane na okres między VII a X wiekiem. To ważne rozróżnienie: ślady dawnej obecności ludzi w tym miejscu są stare, ale same piramidy nie muszą być przedhiszpańskie. Właśnie ta różnica sprawia, że Güímar jest ciekawsze od prostych legend.
Wnętrza parku rozwijają wątek Heyerdahla i jego wypraw. Zamiast kilku tablic ustawiono tu pełnoprawną opowieść o człowieku, który traktował ocean bardziej jak drogę niż granicę.

W sali poświęconej ekspedycjom stoją repliki łodzi związanych z najsłynniejszymi przedsięwzięciami Heyerdahla - Kon-Tiki na Pacyfiku, Ra II na Atlantyku i Tigris na Oceanie Indyjskim. To jeden z najmocniejszych elementów całej wizyty, bo nagle okazuje się, że Güímar nie jest muzeum jednej lokalnej ciekawostki. Piramidy są tu punktem wyjścia do szerszej historii o tym, jak ludzie próbowali zrozumieć dawne migracje, kontakty między kulturami i własne miejsce na mapie świata.
Echem tej myśli jest ustawiona na terenie parku figura dźwigająca kulę ziemską, z doliną Güímar i górami w tle.

W Casa Chacona, tradycyjnym kanaryjskim domu z XIX wieku, dochodzi jeszcze drugi plan tej narracji. Oficjalna ekspozycja pokazuje badania prowadzone przy piramidach, ich związek z przesileniami oraz fotografie innych schodkowych budowli świata. Dzięki temu park nie zamyka się w jednej tezie. Zostawia miejsce i dla fascynacji, i dla naukowego porządkowania faktów.
Po wyjściu z części muzealnej ton wizyty wyraźnie się zmienia. Od 2017 roku Pirámides de Güímar funkcjonują także jako ogród botaniczny, a zielona część kompleksu jest znacznie większa, niż można się spodziewać po miejscu kojarzonym głównie z kamieniem.

Najmocniej zapada w pamięć Ogród Trucizn, wyjątkowy na Wyspach Kanaryjskich i zajmujący około 1500 m². Rośnie tu ponad 70 trujących gatunków z różnych części świata, a tablice objaśniają nie tylko ich pochodzenie i stopień toksyczności, ale też medyczne zastosowania oraz legendy, które przez wieki do nich przyrosły. Zwietrzała drewniana trumna z krzyżem, oparta o kamienny mur, nie zostawia wątpliwości, że ten fragment parku zbudowano z wyraźnym wyczuciem nastroju.
Botaniczna część nie kończy się jednak na efekcie grozy. Kawałek dalej kolor wraca za sprawą pomarańczowych strelicji.

W parku poprowadzono także trasę po roślinach kanaryjskich oraz ścieżkę przypominającą, jak ważne dla wysp były produkty eksportowe - trzcina cukrowa, wino, koszenila (czerwony barwnik z owadów hodowanych na opuncjach), banany i pomidory. To dobry kontekst właśnie dla Güímar, bo z koszenilą wiąże się najczęstsza teoria o pochodzeniu piramid. Aby zasadzić opuncje, oczyszczano pola z wulkanicznych kamieni, a te układano w tarasowe konstrukcje - dokładnie takie jak tutejsze piramidy.
Motywy z Pacyfiku nie znikają nawet wtedy, gdy wraca się na zewnątrz. Przy alejce stoi monumentalna figura, która natychmiast przywołuje skojarzenia z Rapa Nui i poszerza lokalną opowieść o jeszcze jeden oceaniczny rozdział.

To wizualne przejście prowadzi do wystaw o Polinezji. Jedna z nich, „Rapa Nui: ekstremalne przetrwanie”, opowiada o społeczeństwie, które przez ponad tysiąc lat rozwijało własną kulturę na odległej Wyspie Wielkanocnej. Druga, „Colonizing Polynesia”, pokazuje tempo i skalę zasiedlania Pacyfiku. Obie dobrze pasują do Güímar, bo zamiast prostej egzotyki proponują temat bardziej aktualny: jak daleko można dojść dzięki wiedzy, organizacji i odwadze, ale też jak łatwo zachwiać równowagę środowiska.
Na końcu warto jeszcze raz podejść do samych piramid i obejrzeć je z bardzo bliska. Wtedy widać samą technikę: surowe wulkaniczne głazy dopasowano bez kropli zaprawy, a kolejne warstwy wyrównywano ręcznie. Z bliska kamień ma rdzawo-czarną, porowatą fakturę zastygłej lawy.

To dobry moment, by przypomnieć sobie o zjawisku, które park szczególnie podkreśla przy letnim przesileniu. Z głównego kompleksu można wtedy obserwować tak zwany podwójny zachód słońca. Słońce chowa się za górą, po chwili znów się pokazuje i dopiero potem znika ostatecznie. Badacze z Instituto de Astrofísica de Canarias opisali ten efekt i potwierdzili związek układu piramid z cyklem solarnym. Nadal nie jest to dowód na starożytny rodowód budowli, ale dobrze tłumaczy, dlaczego miejsce tak długo pobudzało wyobraźnię.
Pirámides de Güímar najlepiej wypadają właśnie wtedy, gdy nie oczekuje się jednej odpowiedzi. To nie jest park o wielkiej tajemnicy, którą udało się zachować w nienaruszonej formie. To raczej park o tym, jak rodzą się teorie, jak nauka je porządkuje i jak z pozornie wąskiego tematu można zbudować bogatą opowieść o Teneryfie i świecie. Po wizycie łatwo połączyć to miejsce ze spacerem po Puertito de Güímar albo z dalszym ciągiem dnia w Candelarii - religijnej stolicy wyspy.
Więcej zdjęć z piramid w Güímar można zobaczyć w galerii.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










