Playa de las Américas kojarzy się zwykle z hotelami, szeroką promenadą i kurortem zszytym z Costa Adeje. Kawałek na północ od piaszczystej Playa del Camisón kurort pokazuje jednak inną twarz. Zaczyna się ciemna, nierówna półka lawy, a za nią pas fal, na którym niemal bez przerwy ktoś czeka z deską. To właśnie ten fragment sprawia, że Las Américas działa na południu nie tylko jako plaża, ale też jako adres dla surferów.
Nadmorski chodnik biegnie tu po stronie Arony, na odcinku El Camisón przy Paseo Francisco Andrade Fumero. Administracyjnie to nadal Playa de las Américas, choć urbanistycznie granica z Adeje praktycznie się zaciera. Sam kurort wyrósł w latach 60. jako rozwinięcie turystycznego pasa na południu wyspy i do dziś dobrze to widać - kilka kroków za plecami zostają hotele, restauracje i sklepy, a przed nimi otwiera się surowszy brzeg niż na większości sąsiednich plaż.

Tu południowy kurort nagle robi się surowszy
Najważniejsza nie jest tu sama szerokość plaży, tylko układ brzegu. Zamiast długiego pasa piasku pojawia się skalna platforma odsłaniana przez odpływ. Surferzy wchodzą do wody między kałużami i ciemnymi płatami lawy, a dalej ustawiają się tam, gdzie fala zaczyna pracować równiej niż przy osłoniętych zatokach El Camisón czy Las Vistas. Z perspektywy spacerowicza właśnie ten kontrast robi największe wrażenie. Kilka kroków od promenady zaczyna się kamienisty brzeg i linia surferów czekających na fale.
Wieczorem miejsce zmienia rytm. Zamiast pełnego słońca pojawia się niski zachodni horyzont i długa linia ludzi rozrzuconych na skałach oraz w wodzie. Na tym odcinku południa zachód słońca nie jest dodatkiem do kolacji w hotelu, tylko częścią samego widowiska na oceanie.

W wodzie widać, że to nie przypadkowy przystanek
Szeroki kadr dobrze pokazuje, jak ten odcinek funkcjonuje w praktyce. Na brzegu siedzą osoby, które przyszły tylko popatrzeć, ale środek sceny i tak należy do desek. Bliżej czekają pojedynczy surferzy, dalej zbierają się większe grupy, a w tle widać zabudowę kurortu ciągnącą się w stronę Costa Adeje.

Na zbliżeniu jeszcze lepiej widać drugą warstwę tego miejsca. Obok osób pływających samodzielnie pojawiają się grupy w jednakowych koszulkach szkoleniowych, typowe dla zajęć szkółek. Dzięki temu ten fragment Las Américas nie zamyka się tylko na stałych bywalcach. Da się tu przyjść po sam widok, po pierwszą lekcję albo po kolejne wejście do wody w miejscu, gdzie do oceanu schodzi się niemal prosto z miejskiej promenady. Jeśli południe Teneryfy kojarzy się głównie z leżakiem i osłoniętą zatoką, to tutaj widać inną wersję tego samego wybrzeża.

Wejścia i wyjścia z wody trwają tu przez cały dzień. Między kamieniami wciąż ktoś schodzi do fal z deską pod pachą. Kilka minut dalej Playa de las Américas wraca do bardziej wygładzonej, kurortowej formy, podobnej do odcinków opisanych w Costa Adeje - Los Cristianos - Costa Adeje. Tutaj zostaje natomiast ten moment przejścia, zanim brzeg znów złagodnieje.

Dla osób szukających samego plażowania wygodniejsze będą sąsiednie, bardziej uporządkowane zatoki. Ten odcinek lepiej sprawdza się jako miejsce do obserwowania fal, zachodu słońca i całej surferskiej choreografii wejść do wody oraz powrotów na brzeg. Właśnie dlatego Las Américas dobrze uzupełnia El Médano - Montaña Roja - El Médano. W El Médano południe żyje wiatrem, tutaj - falą i kurortem, który dochodzi prawie do samej krawędzi oceanu.
Redakcja „Poznaj Teneryfę” · Jak powstają nasze teksty










