Z góry łatwo tę plażę przeoczyć. Zanim oko znajdzie piasek, zatrzymuje się na czerwonych murach przypominających cytadelę, na rzędach szklarni ciągnących się wzdłuż wybrzeża i na czarnej lawie, o którą rozbija się ocean. Złota zatoka jest dopiero między tym wszystkim, wąski pas piasku wciśnięty pod klif i osłonięty falochronem.
Zatoka wciska się pod kompleks Abama, w granicach nadmorskiej gminy Guía de Isora. Najbliższą miejscowością jest Playa San Juan, oddalona o kilka kilometrów wybrzeża. Publiczny dostęp do zatoki i samo zejście na piasek opisuje osobny wpis z 2023 roku. Tym razem warto spojrzeć na nią inaczej, z góry, z punktów widokowych nad wąwozem, skąd najlepiej widać, w jakim otoczeniu się schowała.
Czerwona cytadela nad wąwozem
Cały kompleks zaprojektował architekt Melvin Villarroel. Zależało mu, żeby zabudowa nie konkurowała z krajobrazem, tylko wtapiała się w tarasowo opadające, wulkaniczne zbocze. Stąd ochrowo-czerwone mury, które z daleka wyglądają jak forteca przyklejona do stoku. Ten sam kolor i ten sam rytm kanciastych brył ma napis ABAMA przy wjeździe.

Resort działa dziś pod marką Ritz-Carlton i widać to nawet w drobiazgach. Po wewnętrznych drogach kursuje zielona kolejka dowożąca gości. Dla osób spoza hotelu to tylko element scenerii, bo na plażę i tak schodzi się pieszo.

Z jednego miejsca widać dwa wybrzeża
Najlepszy punkt widokowy nad zatoką nie ma żadnej infrastruktury, to po prostu krawędź klifu, do której dochodzi się od strony resortu. Na pierwszym planie rosną kandelabrowe kardony, w dole leży złoty półksiężyc plaży za kamiennym falochronem, a dalej wybrzeże ciągnie się rzędami szklarni i upraw pod beżową siatką aż po zabudowania Playa San Juan. Po prawej teren wznosi się stromo ku górom w głębi wyspy.

Wystarczy przenieść wzrok kawałek w bok, żeby zobaczyć, jak wyjątkowa jest ta zatoka. Tuż obok wybrzeże wraca do surowej postaci. Czarne półki lawy rozbijają otwarty ocean, a piasku nie ma tu ani skrawka. Złota plaża Abama nie jest naturalną regułą tego wybrzeża, tylko starannie osłoniętym wyjątkiem. Piasek usypano, a wodę przy brzegu uspokaja falochron.

Stąd widać La Gomerę
Do samej plaży schodzi się dnem wąwozu. Z góry widać całą tę drogę naraz, obsadzoną palmami serpentynę opadającą ku wybrzeżu i wąski język piasku z parasolami na końcu. W pogodny dzień na horyzoncie wyraźnie rysuje się La Gomera, na tyle blisko, że łatwo odróżnić jej grzbiet od pasma chmur. Hotelowi goście mają jeszcze inną drogę w dół, prywatną windę terenową sunącą po szynie wprost ku plaży.

Im niżej, tym mniejsza
Z niższych tarasów widać już, jak mała jest ta zatoka. Piasek zajmują równe rzędy parasoli i leżaków hotelowej części plaży, ale obok zostaje zwykły pas otwarty dla wszystkich. W ścianie klifu ciemnieje naturalna nisza, a wzdłuż brukowanego dojścia kwitnie bugenwilla.

Najpełniej układ zatoki widać z ostatniego zejścia. Kamienne ramię falochronu odcina od oceanu spokojny, turkusowy basen, w którym woda jest wyraźnie jaśniejsza niż na otwartym morzu. Po prawej po skalnej szynie schodzi hotelowa winda, nad plażą znów pojawiają się szklarnie, a w oddali widać Playa San Juan. To zestawienie zapada w pamięć. Mała, uporządkowana plaża wciśnięta między cytadelę, wąwóz i dziką lawę.

Reszta jest już tylko kwestią zejścia na piasek.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










