Najpierw widać resort, palmy i czerwone mury, a dopiero potem morze. Playa de Abama leży na zachodnim wybrzeżu gminy Guía de Isora, pod kompleksem Abama Resort i kilka kilometrów od Playa San Juan. To ważny szczegół, bo droga na plażę prowadzi przez teren luksusowego hotelu i łatwo pomyśleć, że wstęp mają tylko jego goście. Tak nie jest: zarówno sama zatoka, jak i piesze dojście do niej są otwarte dla wszystkich.
Najpierw jest resort, nie plaża
Droga do zatoki zaczyna się w uporządkowanym, niemal ogrodowym krajobrazie. Z przystanku Abama można dojść pieszo przez część resortu, mijając ronda obsadzone palmami, ceglaste budynki i dużo zadbanej zieleni. Zanim pojawi się ocean, miejsce bardziej przypomina spokojne zaplecze hotelowe niż wejście na plażę.

To dojście ma też praktyczną stronę. W słoneczne dni, a szczególnie podczas Calimy, warto mieć przy sobie wodę, krem z filtrem, okulary przeciwsłoneczne i coś na głowę. Cienia jest mało, a powrót prowadzi pod górę, więc zapas sił przydaje się bardziej niż na typowej miejskiej plaży.
Na terenie kompleksu widać wewnętrzny transport dla gości hotelowych. Jednym z takich środków jest mała zielona kolejka kursująca po drogach resortu. Dla osób spoza hotelu najpewniejszą opcją pozostaje spacer.

Bliżej wybrzeża droga zaczyna opadać mocniej i w końcu urywa się widokiem na klif. Dopiero wtedy widać, jak sprytnie schowano tę zatokę między skałami. Z góry łatwo zauważyć, że plaża nie otwiera się szeroko na ocean, tylko jest osłonięta skalnym ramieniem i krótkim falochronem.
Z góry najlepiej widać układ zatoki
Punkt widokowy nad Playa de Abama nie jest efektowny sam w sobie. Liczy się to, co odsłania kilka kroków dalej: złoty piasek pod ciemnym klifem, rzędy parasoli hotelowej części plaży i wąski pas spokojniejszej wody przy brzegu. Widać też prywatną terenową windę schodzącą ku plaży, przeznaczoną dla gości hotelowych.

Nad zatoką stoją uporządkowane tarasy resortu, a tuż pod nimi zaczyna się surowa skała z wyraźnymi jasnymi warstwami i czarnymi półkami lawy. W kadrze z boku dochodzi jeszcze szeroki pas oceanu, który pokazuje, że plaża jest mała, ale otoczenie już wcale nie.

W szerszym ujęciu widać też roślinność typową dla suchego zachodu wyspy: niskie krzewy, sukulenty i kaktusy rosnące niemal na krawędzi klifu. Przy dobrej pogodzie z okolicy plaży można wypatrzyć również La Gomerę, ale nawet bez tego horyzont robi tu wrażenie czystą linią oceanu i spokojem, którego nie daje wiele kurortowych odcinków wybrzeża.
Na dole zmienia się skala
Dopiero po zejściu na piasek czuje się, jak kameralna jest ta zatoka. Z góry wygląda jak ładny widok, a z dołu jak nieduża plaża wsunięta pod ścianę klifu. Woda przy brzegu bywa spokojniejsza niż na otwartym oceanie, bo falowanie łagodzą skały i falochron. Sama zatoka wypada u ujścia wąwozu, ale piasek nie jest tu dziełem natury - plażę usypano sztucznie. Złoty brzeg odbija przez to światło zupełnie inaczej niż czarne plaże, do których Teneryfa przyzwyczaja częściej.

Na samym dole widać jeszcze jeden ważny szczegół: Abama nie jest dziką zatoką odciętą od świata. Są tu prysznice, toalety i część plażowa uporządkowana pod gości resortu, ale obok zostaje zwykły pas piasku dostępny dla wszystkich. To właśnie ten miks robi z Playa de Abama miejsce zapamiętywane na długo - nie przez rozmach, tylko przez zestawienie hotelowego porządku, surowego klifu i małej plaży schowanej tuż nad oceanem.
Nowszą relację z tego miejsca, tym razem z góry i w szerszym kadrze, przynosi wpis Plaża Abama - widok z góry.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”









