22 czerwca 1996 roku po południu Hiszpania grała z Anglią w ćwierćfinale mistrzostw Europy. W Buenaviście prawie wszyscy siedzieli przed telewizorami, więc kiedy sąsiedzi zaczęli krzyczeć, że pali się kościół, trzeba było ich najpierw oderwać od meczu. Ogień wyszedł z zakrystii i w kilka godzin strawił wnętrze parafii Nuestra Señora de los Remedios, budowanej od 1513 roku. Z całego wyposażenia udało się wynieść jedną figurę, świętą Cecylię.
Samo miasteczko i drogę stąd na Punta de Teno opisuje wcześniejsza relacja z 2023 roku Buenavista del Norte - ostatni bastion cywilizacji. Tym razem spacer nie wychodzi poza stare miasto, bo to ono jest tu najciekawsze, choć większość przyjezdnych traktuje Buenavistę wyłącznie jako ostatni postój przed Teno.
Osiem lat, żeby odzyskać parafię
Po pożarze z kościoła zostały mury obwodowe i wieża. Spłonął rzeźbiony drewniany strop w stylu mudejar, barokowy ołtarz ze szkoły Martína de Andújara i zbiór sztuki sakralnej, a figura patronki miasteczka przepadła razem z resztą. Rok później zastąpiła ją nowa rzeźba dłuta Luisa Gonzáleza Reya. Chrzcielnicę, rozbitą na tysiące kawałków, cierpliwie sklejono z powrotem.
Odbudowa pod kierunkiem architekta José Miguela Márqueza trwała osiem lat. Kościół otwarto ponownie 5 czerwca 2004 roku, a na uroczystość przyszło ponad trzy tysiące osób, czyli mniej więcej tylu, ilu ludzi mieszka w samym miasteczku. Dziś fasada jest gładka i biała, z ciemnym kamiennym portalem i szerokimi schodami. Jedynym elementem, który wygląda na starszy od reszty, jest smukła wieża z zegarem i dzwonami. Ona akurat nie jest zabytkiem z czasów założenia parafii - postawiono ją w 1951 roku jako ostatnią rozbudowę kościoła i to ona przetrwała ogień.
Plac, na którym mieszka całe miasteczko
Kościół stoi na skraju Plaza de los Remedios i to od tego placu rozchodzi się cała siatka ulic. Pośrodku stoi kiosk, ten sam element, który powtarza się na placach w połowie miasteczek wyspy. Tutaj obrośnięto go stolikami pod żółtymi markizami, obwieszono sznurami lampek i przykryto koronami starych drzew. W południe zajmuje go tyle osób, ile w mniejszej miejscowości zebrałoby się na odpuście.

Wokół placu ciągnie się zwarty pierścień kamienic i to one, razem z kościołem, były głównym argumentem za uznaniem starego miasta za zabytkowy zespół urbanistyczny (hiszp. Conjunto Histórico) w 2005 roku. Regularny układ ulic zaprojektowano tu już w XVI wieku, a domy przy placu mają klasycystyczne fasady doklejone do zwykłego kanaryjskiego schematu z wewnętrznym dziedzińcem. Pod czwórką, w domu znanym jako Casa Matula, mieści się gminny punkt informacji turystycznej, oznaczony niebieską tabliczką z literą „i".

Spichlerz, w którym stoją regały z książkami
Kilkanaście kroków dalej stoi budynek, który przez wieki decydował o tym, czy miasteczko przetrwa chudy rok. To dawny gminny spichlerz, jeden z pierwszych publicznych magazynów zboża założonych na wyspie, z których w latach nieurodzaju wydawano ziarno na siew i na chleb. Ma trzy kondygnacje i stoi przy samej Plaza de los Remedios. Jego dawną funkcję przypomina dziś nazwa pobliskiej ulicy, Calle la Alhóndiga.

Remont ruszył w 2000 roku ze wspólnych pieniędzy gminy i Cabildo, a 23 lipca 2002 roku budynek otwarto jako gminną bibliotekę publiczną. Zajmuje 308 metrów kwadratowych i mieści około dwunastu tysięcy woluminów.
Sąsiedni parterowy budynek z czerwoną dachówką dostał drugie życie w podobnym duchu. Wielkie metalowe litery na ochrowej ścianie zdradzają dwie funkcje naraz, salę parafialną i salę wystawową Sala Granero, w której gmina pokazuje wystawy przez cały rok.

Szarańcza w herbie
Ratusz stoi już poza placem, przy Calle la Alhóndiga. Bryła jest typowo kanaryjska, z ciemną kamienną podmurówką, drewnianym balkonem po jednej stronie i przeszkloną galerią po drugiej, ale najciekawsze jest to, co wisi nad wejściem.
W kamiennej tarczy pod koroną są trzy znaki: latarnia z Punta de Teno, kardon, czyli wielki kanaryjski wilczomlecz rosnący w kształt kandelabra, i dwie szarańcze. Te ostatnie upamiętniają legendę, według której miasteczko cudem ocalało z plagi szarańczy, która w 1659 roku spustoszyła resztę wyspy. Miejscowa tradycja wiąże ocalenie z procesją, która wyszła z figurą Matki Bożej aż do miejsca zwanego Cruz de Toledo na zachodnim krańcu zabudowy. Od tamtej pory Nuestra Señora de los Remedios jest patronką gminy. Kardon też nie jest ozdobnikiem. Herb, zatwierdzony 7 marca 1986 roku, upamiętnia nim konkretny okaz o powierzchni 148 metrów kwadratowych, który rósł w gminie i już nie istnieje.
Wokół tarczy biegnie dewiza „Daute es mi bando. Tenerife mi isla. Buenavista mi nombre", czyli Daute jest moim królestwem, Teneryfa moją wyspą, Buenavista moim imieniem. Daute to nazwa jednego z dziewięciu guanczańskich królestw, na jakie podzielona była wyspa przed przybyciem Kastylijczyków. Jego siedziba leżała mniej więcej tam, gdzie dziś rozciąga się ta gmina. Sama Buenavista liczy się od 11 marca 1498 roku, ale własny akt fundacyjny dostała dopiero w 1513 roku, na prośbę mieszkańców reprezentowanych przez Juana Méndeza „El Viejo". Tytuł villi nadano jej w 1948 roku. W hiszpańskiej tradycji to ranga miasteczka wyższa od zwykłej wsi, wyróżnienie, które państwo przyznaje w uznaniu historycznego znaczenia miejsca.
Historię robią ludzie
Na ścianach starego miasta wiszą białe tablice z kodami QR. Składają się na trasę „Ruta autoguiada. Tras las huellas del pasado", czyli samodzielny spacer śladami przeszłości, w którym każdy przystanek ma film do obejrzenia z telefonu i zagadkę prowadzącą do następnego punktu. W nagłówku każdej tablicy stoi zdanie „La historia la hace el pueblo y pertenece a su gente", czyli historię tworzy lud i to do niego ona należy. Nie jest to pusta deklaracja, bo tablice opowiadają nie o rodach z herbami, tylko o zwyczajnych zawodach.
Jedna z nich jest poświęcona akuszerkom. Na Kanarach ten zawód dotrwał do połowy XX wieku, bo do lekarza było daleko, a na jego opłacenie zwykle nie było stać. Fachu uczono się po kądzieli, z matki na córkę, prawie zawsze bez wynagrodzenia. W Buenaviście do dziś pamięta się Petronilę Dortę Hernández, która przyjęła kilka pokoleń mieszkańców miasteczka i której pracę gmina uczciła nazwą ulicy przy jej dawnym domu.
Zwykły dom w Buenaviście wygląda zresztą do dziś tak samo, jak wtedy. Białe ściany na szarym cokole, ciemne drewniane okiennice, numer na kafelku przy drzwiach i nic ponadto. Ta skromna zabudowa parterowa, ciągnąca się przy ulicach El Puerto, La Alhóndiga i Verde, jest w opisie zabytkowego zespołu wymieniana obok pałacyków, i słusznie, bo to ona nadaje staremu miastu rytm.
Zagadka z tablicy o akuszerkach prowadzi do miejsca ciszy, modlitwy i wiecznego spoczynku, które „obecnie nie ma dzwonnicy, za to ma ślady przeszłości". W Buenaviście pasuje do tego opisu dawny klasztor franciszkanów, założony w pierwszej połowie XVII wieku jako szesnasty klasztor tego zakonu na Kanarach. Mieszkało w nim dwunastu zakonników, którzy prowadzili nabożeństwa i uczyli dzieci. W połowie XIX wieku budynek zamieniono na cmentarz, a dziś stoi z niego kamienna fasada z franciszkańskim godłem w trójkątnym zwieńczeniu nad wejściem.
Kwietne krzyże i drugi plac
Od ratusza uliczki schodzą na południowy wschód, ku Avenida Juan Méndez el Viejo, nazwanej imieniem założyciela miasteczka. Po drodze na ścianach domów wiszą krzyże obłożone różowymi i żółtymi kwiatami. To ślad Día de la Cruz, jednego z głównych świąt wiosny na wyspie, obchodzonego 3 maja, kiedy krzyże przystraja się kwiatami i wystawia przy domach i na placach. W tej gminie fiesty ku czci Świętego Krzyża odbywają się w przysiółku Las Lagunetas na przełomie kwietnia i maja, ale dekoracje w samym miasteczku wiszą jeszcze długo potem.
Kwietny krzyż wisi też na drzwiach kaplicy San Sebastián, a po obu stronach drzwi przypięto malowane drewniane kwiaty. Kaplica sięga początkami połowy XVI wieku, choć tego po niej nie widać, bo pod koniec XIX wieku przebudowano ją od podstaw.
Przed kaplicą otwiera się Plaza de San Sebastián, drugi plac miasteczka, o tyle inny od głównego, że nie ma na nim ani kawiarni, ani stolików. Stoi na nim kamienna fontanna, w której czaszy zdążyła zakorzenić się zieleń, a wokół są tylko ławki i cień.

Buenavista straciła w jedno popołudnie prawie wszystko, co dokumentowało jej pięćset lat, i przez osiem lat zbierała to z powrotem. Historia, którą dziś opowiada przyjezdnym, nie zaczyna się już jednak od ołtarzy i rodowych domów, tylko od kobiety, która przyjmowała porody w miasteczku bez lekarza.
Przed spacerem po starym mieście
Do Buenavisty prowadzi droga TF-42 wzdłuż północnego wybrzeża, od Icod de los Vinos przez Garachico i Los Silos. Autobusem dojeżdża się linią 363 z Puerto de la Cruz. Miasteczko ma własny dworzec, z którego odchodzą kursy do Punta de Teno i przez dolinę El Palmar do Maski. Cały opisany spacer mieści się w promieniu trzystu metrów od kościoła, więc auto najlepiej zostawić raz i chodzić pieszo.
Stan na sierpień 2026: punkt informacji turystycznej przy Plaza de los Remedios 4 działa od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00-15.00. Godziny i rozkłady autobusów bywają zmieniane, więc przed wyjazdem warto je sprawdzić na stronach gminy i TITSA.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










