Na mapie ten szlak wygląda niepozornie. W praktyce już po kilku minutach od wyjścia z Igueste de San Andrés zmienia się w trasę, którą pamięta się bardziej przez powietrze, kolor skały i gwałtownie otwierające się widoki niż przez sam cel. Oficjalnie to odcinek PR-TF 5.1 do El Semáforo. Wycieczka z wioski i z powrotem układa się jednak w klasyczne tam i z powrotem - najpierw ostre podejście, potem krótki spadek do dawnej stacji sygnałowej i ten sam powrót nad doliną.
Igueste pod stromym zboczem
Start wypada w Igueste de San Andrés, osadzie przyklejonej do końca doliny po południowej stronie Anagi. Już na pierwszych kadrach widać, że to nie jest szeroka dolina spacerowa, tylko ciasno ułożona wieś między oceanem a suchymi zboczami. Białe domy stoją tu niemal jeden nad drugim, a nad wszystkim od początku dominuje ściana gór.

Z niższych partii wioski od razu pojawia się motyw, który będzie wracał przez większą część wycieczki. To długi łuk wybrzeża, statki na wodzie i sylwetka Teide zamykająca horyzont po drugiej stronie metropolii Santa Cruz. Dzięki temu szlak od startu daje poczucie wysokości, nawet zanim naprawdę zacznie się wspinaczka. Więcej o samej miejscowości można przeczytać we wpisie Playa de Las Teresitas i Igueste.

Najpierw ostro w górę
Oficjalny opis trasy w WebTenerife podkreśla, że duża część ścieżki jest wykuta w skale, i dokładnie to czuć na pierwszym podejściu. Szlak szybko odrywa się od ostatnich domów i od razu pokazuje, ile pionu trzeba tu zrobić na krótkim odcinku. Ślad GPS potwierdza ten rytm: od poziomu wsi trasa wspina się wyraźnie wyżej niż samo Semáforo, a dopiero potem schodzi do budynku.

Im wyżej, tym mniej wędruje się "przez krajobraz", a bardziej "po jego krawędzi". Z jednej strony zostaje ocean i coraz mniejsza plama zabudowy Igueste, z drugiej - strome, brunatne zbocza bez wielu miękkich linii. To nie jest trudny technicznie odcinek, ale w pełnym słońcu potrafi zmęczyć szybciej niż sugerowałaby sama długość.

Czerwony pył i ciemne bloki skały nadają tej trasie własny rytm. W niektórych miejscach ścieżka wygląda jak wąska półka przecięta w zboczu. W innych rozszerza się na tyle, że można się zatrzymać i po prostu popatrzeć, jak droga TF-121 schodzi zakrętami do wioski i brzegu.

Najlepiej widać to wyżej, kiedy podejście przechodzi przez bardziej surowy odcinek przed zejściem do Semáforo. To najmocniejszy punkt całej trasy. Dolina układa się już w całość, a widok nie działa jednym efektem. Naraz widać kamienisty brzeg, skupione domy Igueste, statki na szerokiej tafli oceanu i daleki Teide, który przy dobrej przejrzystości nie znika nawet w środku dnia. Warto mieć dobre buty, wodę i ochronę przed słońcem, bo cienia jest niewiele, a podejście przez większość czasu idzie po odsłoniętym zboczu.

Tuż przed Semáforo kąt patrzenia jeszcze bardziej otwiera się na morze. Zdjęcie z tego odcinka pokazuje, dlaczego stacja sygnałowa stanęła właśnie tutaj: widać szeroki sektor oceanu i całą linię brzegu aż po strefę miasta. To miejsce stworzone do obserwacji, nie do ukrywania się przed światem.

Stacja nad klifem La Atalaya
Semáforo de Anaga było dawną stacją elektrosemaforową obsługującą ruch morski. Budowę prowadzono pod koniec XIX wieku, a obiekt wszedł do użytku 4 grudnia 1895 roku. Stał około 220 metrów nad oceanem, na klifie La Atalaya. Służył do obserwacji statków oraz przekazywania sygnałów - zarówno wizualnie, jak i przez łączność telegraficzną oraz telefoniczną.

Dziś najpierw uderza położenie, a dopiero potem sama architektura. Budynek stoi niemal na granicy lądu i pustki, z masztem wyrastającym nad prostym korpusem dawnej stacji. Nawet po latach zaniedbania widać, że nie był to zwykły dom na krańcu wsi, tylko obiekt podporządkowany jednej funkcji: patrzeniu daleko.

Stan zachowania jest wyraźnie zły. Część elewacji nosi ślady odpadającego tynku i graffiti, ale mimo tego miejsce nie traci charakteru. Raczej zmienia go z opowieści o sprawnej morskiej komunikacji w opowieść o opuszczonej infrastrukturze na końcu świata. Semáforo działało z przerwami do 1970 roku i właśnie ta pustka jest dziś częścią jego najmocniejszego wrażenia.

Ta sama droga, inne tempo
Powrót prowadzi dokładnie tą samą trasą. To ważne, bo przy zejściu cały krajobraz czyta się inaczej. Więcej uwagi przyciąga przebieg ścieżki, układ tarasów nad wsią i to, jak szybko z surowego grzbietu wraca się do codziennych zabudowań Igueste. Ostatni kadr dobrze zamyka tę zmianę skali. Po klifach, czerwonej skale i ruinie Semáforo znowu pojawia się niewielki plac i krzyż przystrojony kwiatami na majowe święto krzyży (Día de la Cruz, 3 maja), zupełnie już wiejski w nastroju.

To właśnie dlatego ta trasa zostaje w pamięci. Nie tylko prowadzi do ciekawego celu, ale przez cały czas zestawia ze sobą dwa porządki: małą osadę na końcu doliny i wielki, otwarty widok na ocean. Na krótkim odcinku mieści podejście po wykutej ścieżce, panoramę z Teide i historię miejsca, które przez dziesięciolecia patrzyło na statki dużo uważniej niż dzisiejsi turyści.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










