Na zachodnim stoku Pico Viejo łatwo uwierzyć, że Park Narodowy Teide to tylko lawa, żużel i wiatr. Ta pętla szybko psuje taki prosty obraz. Zaczyna się przy punkcie widokowym Mirador de las Narices del Teide, na polu lawy po erupcji z 1798 roku. Stamtąd schodzi do chłodniejszego pasa sosen Chasogo i wraca górą z Pico Viejo coraz wyraźniejszym w tle.
Już pierwsze minuty prowadzą po ciemnym, szorstkim podłożu z niskimi krzewami i pojedynczymi sosnami. Przy starcie stoi tablica parku przypominająca, że Narices del Teide to boczne kratery na zachodnim stoku Pico Viejo. Z bliska nie ma tu nic pocztówkowego. Jest raczej surowa lawa, niski mur z kamieni i ścieżka odchodząca od TF-38 niemal od razu w pustszy krajobraz.
Z lawy w chłodniejszy pas sosen
Po krótkim odejściu od punktu widokowego ścieżka trzyma się zbocza i zaczyna wyraźnie schodzić. Po lewej zostaje otwarte pole lawy, po prawej wyrasta postrzępiony grzbiet. To jeszcze nie las, ale już nie czysta, odsłonięta kaldera. Krajobraz zaczyna się mieszać.

Niżej pojawia się pierwszy mocny kontrast. W stronę zachodu otwiera się morze chmur, a na skraju ścieżki zaczynają się gęstsze sosny.

Gdzieś tutaj ścieżka opuszcza Park Narodowy Teide i wchodzi w sąsiadujący z nim Park Przyrodniczy Korona Leśna. Przy ścieżce stoi też wysoka, poszarpana skała, która z daleka wygląda niemal jak samotny ząb wbity w stok. To nie punkt, przez który prowadzi trasa, tylko charakterystyczny akcent mijany z boku. W tej części pętli bardziej niż szeroka panorama zapada w pamięć właśnie takie nagłe skalne formy wyrastające z lawy.

Jeszcze niżej ścieżka zamienia się w węższy, bardziej osłonięty odcinek między krzewami i sosnami. Znika szeroki oddech punktu widokowego, a pojawia się spokojniejsze tempo zejścia. To przejście przygotowuje na najchłodniejszy fragment całej pętli.

Mgła potrafi wejść tu bardzo szybko. Wtedy głazy, młode sosny i jaśniejsze krzewy zaczynają znikać w białym tle, a wędrówka zmienia się z otwartego spaceru po lawie w leśny odcinek z ograniczoną widocznością. To właśnie tutaj najmocniej czuć, że trasa schodzi z obrzeża parku w stronę pasa sosen Korony Leśnej.

Na drogowskazach wraca oznaczenie PR-TF 70.3, a przy niższych rozwidleniach pojawia się też łącznik z PR-TF 69.1 w stronę Chasogo i Chiguergue. Ten fragment nie opiera się na jednym, prostym korytarzu. Raczej splata kilka leśnych przejść i szeroką drogę, wciąż w chłodnej mgle.
Ścieżka zwęża się na krótkim trawersie pod jasną skalną ścianą, gdzie rosną pierwsze większe kępy tajinaste. Ta krzewiasta roślina kojarzy się zwykle z czerwoną, kilkumetrową „wieżą", która kwitnie wysoko w Las Cañadas. Na tej wysokości zbocza rośnie już inny, niższy gatunek, tajinaste niebieski, o kłosach w odcieniach bladego różu i liliowego.
Schronienie, które zmienia rytm trasy
Kamienne schronienie Chasogo pojawia się prawie bez zapowiedzi. Po serii zakrętów i przejść przez mgłę nagle staje niski budynek z grubych, ciemnych kamieni, metalowymi kratami i kominem. To miejsce wyraźnie zmienia rytm trasy. Najniższa, najbardziej wilgotna część pętli została już w tyle, a ścieżka od pewnego czasu cicho pnie się z powrotem ku górze.

Sama obecność schronienia nie jest przypadkowa. Duża tablica przy szlaku przedstawia trasę Refugio Chasogo - Boca de la Cañada. Metalowa plakietka na murze podaje z kolei, że budynek odnowiono w grudniu 1997 roku przy współpracy władz Guía de Isora i funduszu społecznego UE. Dzięki temu ten fragment nie jest tylko leśnym przejściem. Ma też czytelny ślad dawnej infrastruktury wędrownej.
Za schronieniem ścieżka wychodzi na szerszą drogę. Nachylenie przez chwilę łagodnieje, ale to tylko krótka przerwa przed dłuższym odrabianiem wysokości.

Powrót z Pico Viejo coraz bliżej
Podejście zaczyna się spokojnie, lecz szybko odzyskuje górski charakter - a ścieżka wraca też na teren Parku Narodowego Teide. Droga wspina się po kamienistym stoku między sosnami, a pod nogami znów pojawia się ciemniejszy, suchszy grunt. Po wilgotnym fragmencie przy Chasogo ta zmiana jest od razu wyczuwalna.

Im wyżej, tym częściej wraca Pico Viejo. Nie dominuje od pierwszej sekundy, tylko pojawia się stopniowo między drzewami i ponad łagodniejszym stokiem. Dzięki temu powrót nie jest zwykłym odtwarzaniem początku pętli. To raczej druga odsłona tego samego krajobrazu, ale oglądana już z innej wysokości i przy innym świetle.

Ostatni odcinek znowu wychodzi na bardziej surową lawę. Ścieżka zwęża się, potem przechodzi w wygodniejszy, obramowany kamieniami trakt i domyka pętlę tuż pod punktem widokowym. Na finiszu najlepiej widać, na czym polega urok tej trasy. Nie na jednym widowiskowym miejscu, tylko na szybkim przejściu między dwoma światami - suchym, wulkanicznym startem i chłodniejszym pasem sosen kilkaset metrów niżej.
Co warto wiedzieć przed wyjściem
Początek i koniec wypadają przy Mirador de las Narices del Teide, przy drodze TF-38 prowadzącej do parku od strony Guía de Isora. Na miejscu jest parking i tablice z mapą okolicy, więc to wygodny punkt startowy dla pętli, która wraca dokładnie w to samo miejsce.
Ta trasa łączy dwa różne warunki na bardzo krótkim odcinku. Górna część jest odsłonięta, sucha i wietrzna, dolna potrafi wejść w mgłę i trzymać wilgoć na kamieniach. Dobre buty z przyczepnością, dodatkowa warstwa i zapas wody przydają się bardziej niż przy zwykłym spacerze po kalderze. Warto też zerknąć na aktualne komunikaty przy starcie. W wybrane dni tablice parku informują tam o czasowym zamknięciu szlaku z powodu kontroli populacji muflonów przy użyciu broni palnej. Stan na kwiecień 2026: zakaz obowiązywał w poniedziałki, wtorki i piątki w godzinach 7:00-17:00.
Najmocniejszy efekt tej pętli nie bierze się z kilometrażu ani z jednego tarasu. Zostaje po niej pamięć o tym, jak szybko potrafi zmienić się zachodni stok Pico Viejo. Najpierw daje czarną lawę i otwarty horyzont, potem chowa ścieżkę w sosnach i mgle, a na końcu jeszcze raz go odsłania.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










