Na szesnastym kilometrze drogi z La Laguny w stronę Teide kończy się zasięg telefonu i nikt tego nie ukrywa. Park linowy, który ma tu recepcję w starym domu leśniczego, wpisał brak sieci na listę swoich atutów. Sto pięćdziesiąt metrów dalej, przy wejściu do baru, wisi tabliczka z listą ostrzeżeń. Nie ma płatności kartą ani Bizum, czyli hiszpańskim przelewem z telefonu, i nie ma zasięgu.
Między jednym a drugim zaczyna się pętla przez las, który trzy lata wcześniej spłonął. Ogień zostawił tu czarne pnie i nagie zbocza, ale ciekawsze od samego pogorzeliska jest to, co na nim teraz rośnie.

Ogień doszedł do samego parkingu
Wystarczy dwieście metrów, żeby zobaczyć, jak blisko podszedł. Tuż przy krawędzi stoi sosna z korą czarną na całej widocznej wysokości, a spod zwęglonej warstwy wychodzą różowe i rdzawe płaty. To nie ślad zniszczenia, tylko działający mechanizm. Kora sosny kanaryjskiej bywa gruba na siedem, osiem centymetrów i działa jak izolacja, więc ogień zabiera warstwę zewnętrzną, a tkanki pod nią zostają żywe.

Trasa rusza od tablic szlaku obok starego domu leśniczego i po stu metrach wchodzi na PR-TF 25.2, prowadzący z Las Lagunetas do strefy rekreacyjnej Hoya del Abade. Pierwsze kilometry idą szeroką drogą o piaszczystej, ochrowej nawierzchni, wyżłobionej koleinami po kołach. Skarpy po bokach przykrywa gruby kożuch rudego igliwia, a między spalone pnie wciska się już młoda zieleń.

Pięć gmin i jeden krajobraz chroniony
Granice gmin schodzą się na grzbiecie Dorsalu tak gęsto, że ta jedna pętla przecina pięć z nich. Start leży jeszcze w El Rosario, a po siedemdziesięciu metrach ścieżka wchodzi do Candelarii. Na pierwszym kilometrze przekracza granicę La Matanza de Acentejo, przed drugim La Victorii de Acentejo, a przed szóstym wchodzi do El Sauzal. Administracyjnie to pięć adresów, w terenie jeden las, bo cała trasa mieści się w Krajobrazie Chronionym Las Lagunetas rozciągniętym po północnym stoku grzbietu między 700 a 1900 m n.p.m.
Powyżej 1400 m ścieżka zwęża się do przejścia między krzewami. Liściaste gałęzie wychylają się nad nią z obu stron, gdzieniegdzie trzeba je odgarnąć, a za nimi widać cienkie, wypalone pnie bez kory.

Najwyższy punkt pętli wypada w okolicach 1490 m n.p.m., mniej więcej w jednej piątej trasy, i wygląda inaczej niż cała reszta. Pnie stoją tu gęsto, prosto i równo, osmalone na czarno w dolnej części, a pod nimi nie rośnie ani jeden krzew. Ziemię przykrywa kożuch rudego igliwia, z którego wystają ciemne wulkaniczne kamienie i zrzucone gałęzie. Zieleń, która niżej właziła na ścieżkę, urywa się tu zupełnie.

W sierpniu tędy idzie się do Candelarii
Zaraz za najwyższym punktem ścieżka na siedemset metrów przestaje być szlakiem turystycznym i staje się fragmentem Camino de Candelaria de la Matanza. To jedna ze starych dróg, którymi mieszkańcy gmin północnego stoku przechodzą przez grzbiet do Candelarii.
Pielgrzymka do bazyliki patronki Wysp Kanaryjskich odbywa się głównie 13 i 14 sierpnia, przed świętem 15 sierpnia, a gmina Candelaria opisuje ją jako jedyny masowy ruch pieszy, jaki dziś istnieje na Teneryfie. Obok zabytkowego Camino Viejo de Candelaria z XVI wieku utrzymywanych jest jeszcze pięć tras, a jedna z nich nazywa się Las Lagunetas, tak samo jak miejsce, w którym zaczyna się ta pętla. Zdjęcia powstały 1 sierpnia, dwa tygodnie przed tą nocą.
Sama droga niczego z tego nie zdradza. Po obu stronach stoją czarne pnie, a w połowie ich wysokości wychodzą wprost z kory zielone pęki igieł. Sosna kanaryjska odbija ze śpiących pąków pod korą, co wśród sosen jest rzadkością, i po pożarze dostaje przez to wąską, miotełkowatą sylwetkę.

Kto pierwszy wraca na spalony stok
Odbicie z pnia ratuje pojedyncze drzewo, ale lasu nie odbudowuje. Robią to nasiona, a te po pożarze wschodzą masowo. Trzy kilometry od startu ścieżka przeciska się między sosenkami sięgającymi pasa, które rosną tak gęsto, że z trasy zostaje wydeptany pasek ziemi. Między nimi trzymają się pojedyncze zioła z żółtymi kwiatami. Pełna odbudowa drzewostanu, jeśli nie przyjdzie kolejny pożar, zajmuje osiem do dziesięciu lat.

Poniżej 1200 m n.p.m. do gry wchodzi jednak ktoś jeszcze. Na zboczu, po którym ścieżka schodzi ku dolinie, spod spalonych sosen wypycha się warstwa liściastych krzewów i wielkich paproci, wyraźnie wyższa i gęstsza niż sosnowe siewki. To pas, w którym z natury rośnie wilgotny las wawrzynowy, i to on odzyskuje teraz ziemię najszybciej.
Niżej las przestaje być sosnowy
W okolicach 1100 m n.p.m. zmiana jest już nie do przeoczenia. Sosny się kończą, nad ścieżką zamyka się okap cienkich, powyginanych pni liściastych, a tam, gdzie stok robi się stromy, w ziemię wkopano drewniane belki. Po bokach rosną duże paprocie, a na głazach przy krawędzi trzyma się mech nawet w pierwszych dniach sierpnia.

Nazwa z tytułu trasy należy do wzniesienia, które mija się właśnie w tym miejscu. Montaña del Pozo ma 1074 m n.p.m., a jej wierzchołek leży niecałe sto dwadzieścia metrów na północ od ścieżki. Ścieżka przechodzi obok na wysokości około 1064 m, czyli dziesięć metrów poniżej szczytu, i w tak gęstym lesie nic tego przejścia nie zapowiada.
Drewno, którego nikt nie zamówił
Sześć kilometrów od startu las urywa się z dnia na dzień. Na szerokiej połaci zostały pniaki, pocięte gałęzie i pojedyncze martwe pnie sterczące nad odrastającą paprocią. Z około 1000 m n.p.m. widać stąd ocean, bo stok Acentejo schodzi prosto do wody, a w sierpniowym powietrzu horyzont rozmywa się w jasnej mgiełce. Przy samej drodze piętrzą się stosy pociętego drewna ułożone warstwami i zostawione na miejscu.
Skąd się tu wzięło tyle drewna, tłumaczą tablice ustawione przy trasie przez Cabildo, samorząd wyspy zarządzający lasami i polami biwakowymi. W latach 50. i 60. XX wieku obsadzono na Teneryfie 2000 hektarów sosną radiata, gatunkiem sprowadzonym z Ameryki Północnej, i wsadzono ją w wilgotne piętro lasu, czyli dokładnie tam, gdzie z natury rósł las wawrzynowy i sosna kanaryjska. Nasadzenia starzały się źle, kolejne wichury położyły 850 hektarów, a pożar z sierpnia 2023 roku spalił 400 z siedmiuset, które jeszcze stały. Pełniejsza wersja tej historii jest przy pętli z La Esperanzy przez Cruz de Fune, gdzie stoi ta sama tablica.
Zawrót tuż przed Las Calderetas
Najniższy punkt pętli wypada w okolicach 980 m n.p.m., na szerokiej drodze leśnej obstawionej z obu stron słupkami z drogowskazami. Ostatnie prawie trzy kilometry trasa szła tu szlakiem dalekobieżnym GR-131, czyli Camino Natural Anaga-Chasna, którego pierwszy etap prowadzi z La Esperanzy do strefy rekreacyjnej La Caldera nad Aguamansą. Drogowskaz stojący półtora kilometra wcześniej podaje do niej 26,7 km, a do Chío na przeciwległym krańcu wyspy 73,3 km.
W tym miejscu pętla schodzi z GR-131 i zawraca na szlak PR-TF 25. Do strefy rekreacyjnej Las Calderetas z polem namiotowym Cabildo brakuje stąd niecałego kilometra.

Krąg kamieni pod drzewem
Kilkaset metrów dalej droga wychodzi na ubity plac, na środku którego stoi samotne drzewo. U jego podstawy ułożono krąg bielonych kamieni, dość szeroki i niski, żeby usiąść na nim w cieniu. Na trasie nie ma schroniska ani ławek, więc to naturalne miejsce na postój przed ostatnim podejściem.

Powrót idzie przez paprocie
Druga połowa pętli nie ma już nic wspólnego z drogą leśną. Ścieżka wchodzi w wąski korytarz między liściastymi pniami, z których część stoi bez liści, a runo pod nimi jest gęste i zielone. Teren idzie w górę od 980 m przy zawrocie do 1408 m na starcie, ale rozkłada to na cztery kilometry, więc nigdzie nie robi się naprawdę stromo.

Wyżej las się przerzedza i ścieżka wchodzi w paprocie. Zarastają całe zbocze i sięgają powyżej pasa, a z trasy zostaje wąski rowek wydeptany w czerwonej ziemi. Nad łanem sterczą sosny bez dolnych gałęzi, a dalej ciągnie się zalesiony stok, na którym z tej odległości nie widać już żadnych śladów ognia.

Pętla domyka się przy drodze
Powyżej 1300 m ścieżka znów się zwęża i wchodzi w cień. Obstawiają ją wielkie paprocie i kamienie obrośnięte mchem, a nad nimi stoją cienkie, powykręcane pnie bez liści, między którymi przebija nowa zieleń. Czerwona ziemia jest tu wyżłobiona przez wodę i poprzecinana korzeniami.

Ostatnie podejście wyprowadza na szeroką drogę. Ciągnie się przy niej siatka ogrodzenia z metalowym słupkiem bramy i rząd ciemnych drzew iglastych, a za nimi otwarta polana. To już skraj przysiółka Las Lagunetas, garści domów rozrzuconych przy drodze na grzbiecie.

Pętla domyka się przy asfalcie, obok baru z tarasem pod czerwonymi parasolami i doniczkami poustawianymi na pniakach. To jedyne miejsce na całej pętli, gdzie da się usiąść i coś zamówić, pod warunkiem że ma się przy sobie gotówkę.

Zanim się tu pojedzie
Dojazd prowadzi drogą TF-24 z La Laguny w stronę Teide, a punkt startowy leży przy jej szesnastym kilometrze, na wysokości około 1400 m n.p.m. Auto zostawia się na poboczu albo na placu przy starym domu leśniczego. TITSA ma przy tej drodze przystanek o nazwie Las Lagunetas, ale rozkład na tej drodze trzeba sprawdzić przed wyjazdem.
Brak zasięgu nie jest chwilową awarią, tylko stanem stałym, więc mapę offline lepiej pobrać przed wjazdem na grzbiet, a bar przy starcie przyjmuje wyłącznie gotówkę. Po drodze nie ma ani sklepu, ani miejsca z wodą, więc picie i jedzenie trzeba mieć ze sobą. Buty z dobrą przyczepnością przydają się poniżej 1100 m, gdzie ścieżka schodzi po drewnianych belkach między omszałymi kamieniami.
Trasa mieści się między 980 a 1490 m n.p.m., czyli w warstwie, w której osiada morze chmur, więc mgła i wilgoć zdarzają się tu także wtedy, gdy na wybrzeżu świeci słońce. Latem bywa odwrotnie i upał dociera aż na grzbiet. 1 sierpnia 2026 roku termometr pokazywał tu ponad 30 stopni.
Stan na sierpień 2026: latem to Cabildo decyduje, co w tym lesie wolno, ogłaszając stopniowane środki zapobiegające pożarom. 1 sierpnia 2026 roku od ósmej rano obowiązywał na całej wyspie stopień 2. Zamknięte były wtedy strefy rekreacyjne, pola namiotowe i obozowiska, a po drogach leśnych nie wolno było jeździć w celach rekreacyjnych. Zakaz objął też rozpalanie ognia, palenie papierosów na szlakach oraz imprezy sportowe i pielgrzymki. Samego przejścia szlakiem stopień 2 nie zakazuje - Cabildo apelowało jedynie, żeby ograniczyć obecność w lesie. Obowiązujący stopień warto sprawdzić na stronie Cabildo przed wyjazdem.
Najlepsza pora na tę pętlę to wiosna i jesień. Latem do upału dochodzą ograniczenia przeciwpożarowe, a mgła w tej warstwie wysokości zdarza się przez cały rok. W tym samym lesie biegną jeszcze dwie inne pętle. Kilka kilometrów stąd zaczyna się ta z La Esperanzy przez Cruz de Fune, a Circular Las Raíces zamyka drugi koniec szlaku PR-TF 25, ten sam, do którego drogowskaz przy trasie podaje 11,6 km.
Las, którym powinien być
Tablice Cabildo mówią o tym lesie w czasie przyszłym. Sosna radiata ma ustąpić miejsca wawrzynom i sośnie kanaryjskiej, bo to one powinny tu rosnąć. Z perspektywy jednego przejścia widać jednak, że ta przyszłość zaczęła się bez czekania na piłę. Ze spalonych pni wychodzą zielone pęki, między nimi wschodzą sosnowe siewki, a poniżej 1100 m wszystko przykrywają paprocie i liściasty podszyt. Ludzie usuwają tu martwe drzewa i pilnują, żeby nie spadły na drogę. Resztę las załatwia sam, tylko w tempie liczonym nie w sezonach, a w dziesięcioleciach.










