Teneryfa ma dwa krajobrazy księżycowe. Ten spod Vilaflor jest w każdym przewodniku, ma numer szlaku, tablice i własną nazwę - Los Escurriales. Drugi leży nad Teno Alto, na skraju płaskowyżu w masywie Teno, i nie figuruje pod tą nazwą na żadnej mapie. Wchodzi się w niego mimochodem, wąską asfaltową dróżką za ostatnimi domami.
Trasa prowadzi tam z doliny El Palmar starym szlakiem Callejón de Teno, przecina płaskowyż i wraca tą samą drogą.
Zanim powstała droga, chodziło się tędy
Początek wypada w Los Pedregales, przysiółku u wlotu doliny El Palmar, przy drodze TF-436 i przystanku Las Canales. Stąd wychodzi PR-TF 57, czyli Callejón de Teno. Zanim w dolinie pojawił się asfalt, to była droga między El Palmar a Teno Alto - obowiązkowe przejście dla wszystkiego, co wywożono z płaskowyżu, i dla każdego, kto miał sprawę w Buenavista del Norte.

Pierwsze kilkaset metrów biegnie po dnie doliny, wzdłuż muru z kamieni układanych bez zaprawy. Zaraz potem ścieżka zmienia się w brukowany trakt wciśnięty między dwa takie mury i zaczyna wyraźnie podchodzić. Bruk zachował się na długim odcinku i to on najlepiej pokazuje, że nie jest to ścieżka wydeptana przez turystów.

Wyżej po obu stronach pojawiają się opuncje, a stare drzewa przy murze mają konary obrośnięte porostami. Za kolejnymi zakrętami dolina otwiera się coraz szerzej. W jednym z prześwitów widać po drugiej stronie rdzawe wcięcie Montaña Cortada, ścianę po dawnym wyrobisku lekkiego wulkanicznego grysu nad Las Cuevas, opisaną bliżej przy pętli przez Pista Monte del Agua.

Za drogą na Teno Alto zaczyna się grzbiet
Podejście kończy się dopiero na drodze do Teno Alto, na wysokości około 800 m n.p.m. Z krawędzi widać całą dolinę El Palmar naraz - rozrzucone domy, tarasy i wąskie wcięcie, którym dno doliny schodzi ku oceanowi.

Po drugiej stronie asfaltu marsz pod górę zamienia się w wędrówkę grzbietem. Ścieżka wchodzi w niskie, powyginane zarośla, które chwilami zamykają się nad głową. W prześwitach od północy widać wąwóz schodzący ku Atlantykowi, a od zachodu odsłaniają się warstwowane ściany skalne. W maju wzdłuż ścieżki stoją gęste, pomarańczowe świece kwiatów.
Las, w którym drzewa piją z chmur
Za grzbietem robi się wilgotno. Drzewa są tu niskie i poskręcane, a z gałęzi zwisają brodate porosty. Ten las nie żyje z deszczu, tylko z mgły. Pasaty przyganiają nad grzbiety Teno warstwę chmur, a korony wyczesują z niej wodę, która skapuje pod drzewa. W skali roku taki opad poziomy daje na Teneryfie około trzy razy więcej wody niż zwykłe opady. Z tej samej mgły żyje naparstnica kanaryjska (Isoplexis canariensis), endemit kwitnący pomarańczowymi świecami w majowych prześwitach lasu.

Podłoże zmienia się co kilkaset metrów. Raz jest to ubita ziemia, raz znów bruk, a miejscami ścieżka obchodzi omszałe głazy, wokół których pnie powyginały się w kabłąki. Między drzewami trafiają się prześwity z widokiem na kolejne grzbiety i daleką linię brzegową.
Płaskowyż, na którym zostało pięćdziesiąt sześć osób
Las urywa się i zaczyna teren gospodarczy. Ścieżka dochodzi do krawędzi wąwozu Barranco los Lavaderos, a po jego drugiej stronie widać rdzawe tarasy i pojedyncze gospodarstwa na grzbiecie. Tuż przy ścieżce kwitną hortensje.

Teno Alto, a właściwie Los Bailaderos, bo tak nazywa się jego główna osada, liczy dziś pięćdziesiąt sześć mieszkańców. Kiedyś było ich około czterystu. Nie stoi za tym żadna katastrofa. Do 1972 roku po prostu nie było tu drogi, a utwardzono ją dopiero w połowie lat 80.
Przez ten cały czas jedynym połączeniem z doliną był ten sam bruk, po którym idzie się teraz. Ostatni odcinek przed osadą znów chowa się pod drzewami i wygląda dokładnie tak, jak musiał wyglądać wtedy.

Oficjalny opis szlaku prowadzi ostatni odcinek przed osadą przez miejsce zwane El Calvario. Przy brukowanym placyku stoi tam niewielka kamienna kapliczka z krzyżem na szczycie i przeszkloną wnęką w licu.

Sama osada mieści się w kilku minutach spaceru. Wokół placu stoi kaplica Ermita de San Jerónimo z jedną dzwonnicą, kilka domów krytych dachówką i sklep. Plac przebudowano w 2010 roku z inicjatywy mieszkańców i przyjaciół Teno, co upamiętnia tablica przy wejściu do kaplicy. W skarpie tuż obok, za suchym murem, widać wykute w skale jaskinie, to prawdopodobnie ślad dawnego zaplecza osady, gdzie mieszkańcy chowali dobytek i chronili się przed pogodą.
Płaskowyż żyje z kóz, a ich mleko dało mu jedyny produkt, o którym słyszała reszta wyspy. Kozi ser z Teno Alto zdobywał nagrody także poza Kanarami. W barze przy placu podają proste, miejscowe jedzenie, a na papierowych podkładkach pod talerzami drukuje się informacje o Parku Wiejskim Teno.
Szlak, którym znoszono zmarłych
Za placem trasa wchodzi na PR-TF 58, czyli Camino del Risco. Drogowskaz podaje stąd 3,9 km do Buenavista del Norte przez Casablanca. Ta sama ścieżka ma jednak drugą, starszą nazwę - Camino de los Muertos.
W Teno Alto nie było cmentarza. Zmarłych trzeba było znieść do Buenavista del Norte, siedemset metrów w dół, ścieżką tak wąską, że szło się nią gęsiego. Służyły do tego dwie wspólne skrzynie, większa dla dorosłych i mniejsza dla dzieci, przechowywane w grocie na płaskowyżu i używane przy kolejnych pogrzebach. Ciało przekładano do właściwej trumny dopiero na dole. Po drodze wyznaczono miejsca odpoczynku z murowanymi schowkami na skrzynię. Schodzili sami mężczyźni, a po południu wracali z pustą skrzynią. Wszystko to skończyło się w 1972 roku wraz z drogą. Skrzynie zostały tam, gdzie były, zamknięte kratą w grocie u podnóża Roque de la Cruz, kawałek dalej tą samą trasą.
Ze ścieżki nad osadą dobrze widać, dokąd ta droga prowadzi. Dolina schodzi szerokim korytem ku północy, a u jej wylotu, na nadmorskiej równinie, bieleje zabudowa Buenavista del Norte.

Ochra zamiast bieli
Niecały kilometr za osadą droga łagodnie opada na przełęcz Puerto Malo, około 725 m n.p.m., i zieleń pastwisk urywa się nagle. Zbocza po obu stronach są nagie, w kolorze ochry, rdzy i piasku, a miękka skała jest wyżłobiona w iglice, baszty i ostre grzebienie. To ten fragment nosi w opisach tras nazwę Paisaje Lunar de Teno. Na mapach nikt go tak nie podpisał.

Podobieństwo do Los Escurriales pod Vilaflor jest powierzchowne. Tamte formacje są niemal białe i stoją wysoko, wśród kanaryjskich sosen. Tutaj kolor jest ciepły, a tłem nie jest bór, tylko pastwisko i pasek oceanu w dole. Przez środek biegnie wąska asfaltowa dróżka i wszystko, co tu jest do obejrzenia, stoi przy jej poboczu.
Kilkaset metrów dalej wyrasta przy dróżce grupa iglic, najbardziej okazała na całym odcinku. Stoją na wyciągnięcie ręki od asfaltu. Skała jest krucha i wyraźnie warstwowana, a woda wyżłobiła w niej pionowe rynny i okrągłe otwory.

Za iglicami teren rozpada się na system płytkich, piaszczystych misek. Ściany są miejscami tak strome, że trzymają pionowy profil, a dno wysypane jest drobnym gruzem, który spływa z góry po każdym deszczu.
Na ostatnim zakręcie dróżka mija długą ścianę, która zamyka widok z jednej strony. Z tak bliska dobrze widać wielobarwne warstwy i to, jak niewiele trzeba, żeby ten materiał się osypał.

Kawałek wyżej, już po zawróceniu w stronę północną, całość układa się w jeden obraz. Rdzawe zbocza schodzą ku zielonemu, zalesionemu grzbietowi po przeciwnej stronie, a między nimi wije się droga, którą przed chwilą się szło.

Gdzie płaskowyż się urywa
Ostatnie iglice zostają za plecami i ochra znika równie nagle, jak się zaczęła. Płaskowyż z powrotem zielenieje trawą i pastwiskami, a łagodne grzbiety schodzą stąd ku Atlantykowi, na którego horyzoncie rysuje się La Gomera.

Punkt zwrotny wypada przy drogowskazie PR-TF 58, na krawędzi płaskowyżu, kilkadziesiąt metrów niżej niż wierzchołek Montaña de la Mulata. Tablica podaje stąd 2,6 km do Buenavisty przez Casablanca i od tego miejsca Camino del Risco staje się tym, co obiecuje nazwa. Trawiaste zbocze urywa się i schodzi wprost ku wybrzeżu, a krzewy są niskie i przygięte w jedną stronę.

Powrót zaczyna się od krótkiego podejścia z powrotem na grzbiet. Rdzawa nitka ścieżki ucieka stąd w dół zieloną doliną ku wybrzeżu, a po ochrowych ścianach nie ma już śladu - wystarczy kilkaset metrów, żeby wrócić na trawę i pastwiska. Dalej trasa powtarza się punkt po punkcie, tyle że w odwrotnej kolejności i w innym świetle.
Informacje praktyczne
Trasa zaczyna się i kończy w Los Pedregales, przy TF-436 na wlocie doliny El Palmar. Samochód zostawia się na poboczu drogi. Bez auta dojeżdża się autobusem TITSA linii 355 (Buenavista del Norte - El Palmar - Masca - Santiago del Teide), przystanek Las Canales. O biletach i planowaniu przesiadek więcej jest w osobnym artykule o komunikacji publicznej na Teneryfie.
Buty powinny mieć porządny bieżnik. Stary bruk po deszczu bywa śliski, a na płaskowyżu dochodzi do tego sypki piasek i drobny gruz z osypujących się ścian. Wody warto wziąć z zapasem, bo poza osadą nie ma na trasie żadnego ujęcia, a odcinek za Puerto Malo jest całkowicie odsłonięty. Płaskowyż leży w pasie, przez który przechodzą pasaty, więc mgła potrafi tu wisieć wtedy, gdy w Buenaviście jest słonecznie. Jak mocno się tu wieje, widać po samych krzewach, przyciętych wiatrem do jednej wysokości.
Stan na maj 2026: przy placu działa Bar Los Bailaderos. Kilkadziesiąt metrów niżej stoi sklep Multitienda Dauteno z serem z Teno Alto, miodem i winem, czynny od środy do niedzieli od godziny 11.00. Poza tym na całym płaskowyżu nie ma zaplecza, więc godziny lepiej sprawdzić przed wyjściem.
Z placu w Los Bailaderos odchodzi jeszcze jeden szlak wart uwagi. PR-TF 51 prowadzi stąd na zachód, do latarni na Punta de Teno, a drogowskaz podaje do niej 6,4 km.
Najciekawsze w tej trasie jest to, że oba jej punkty kulminacyjne są odwrotnością turystycznego oczekiwania. Krajobraz księżycowy nie ma tablicy ani nazwy na mapie, a najmocniejsza historia całego płaskowyżu nie wisi na żadnej ścianie. Siedzi w grocie pod Roque de la Cruz, w dwóch drewnianych skrzyniach, których od 1972 roku nikt nie musiał już znosić w dół.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










