W Jungle Park najpierw słychać wodę, a dopiero chwilę później widać pierwsze zwierzęta. Ten park, znany także jako Parque Las Águilas, leży na zboczu nad Los Cristianos i już od wejścia odcina się od prostego schematu zoo z jedną szeroką aleją i szeregiem boksów. Tutaj ścieżki schodzą między skały, stawy i gęstą zieleń, więc spacer bardziej przypomina przejście przez urządzony wąwóz niż szybkie oglądanie kolejnych gatunków.
Zwierzęta ogląda się tu między skałami
Najmocniej działa właśnie ta scenografia. Drewniane platformy, liny, sztuczne uskoki skalne i niewielkie wodospady sprawiają, że wzrok cały czas ucieka w górę albo w bok, bo zwierzęta nie siedzą wyłącznie na poziomie ścieżki. Dzięki temu nawet pierwsze metry nie wyglądają jak zwykły wybieg, tylko jak fragment większego, wielopoziomowego krajobrazu.

Na kilku wybiegach trzeba wręcz wypatrywać ruchu między pniami i dachami małych schronień. To dobrze robi całej wizycie, bo park nie podaje wszystkiego od razu. Zamiast odhaczać kolejne tabliczki, szuka się sylwetek ukrytych w cieniu i dopiero po chwili zauważa, że małpy siedzą niemal na wyciągnięcie wzroku.

Woda i zieleń robią połowę klimatu
Jungle Park wykorzystuje wodę nie tylko jako dekorację, ale jako ważny element całego spaceru. Przy jednych wybiegach pojawiają się ciemne stawy i gładkie, chłodne skały, przy innych odbicia drzew i zielonej roślinności sprawiają, że południowy park zyskuje zaskakująco spokojny, niemal ogrodowy charakter. Właśnie dlatego miejsce nie wydaje się suche ani wypalone słońcem, mimo że leży na południu wyspy.

Przy spokojniejszych zbiornikach tempo zwiedzania wyraźnie zwalnia. Żółwie wygrzewające się na zielonej wysepce są jedną z tych scen, przy których nie trzeba żadnego komentarza. Wystarcza lustro wody, odbicia skał i cisza, która robi się nagle większa niż chwilę wcześniej przy bardziej ruchliwych wybiegach.

Podobnie działa staw flamingów. Ptaki są oczywiście głównym punktem kadru, ale równie ważne są niskie chatki, gęste drzewa i spokojna tafla wody. Dzięki takim miejscom Jungle Park nie jest tylko zbiorem wybiegów, ale parkiem spacerowym z własnym rytmem i wyraźnie zaprojektowanym tłem.

Gdy park przejmują ptaki
Oficjalny program Jungle Park mocno podkreśla ptaki drapieżne i to czuć także poza pokazami. Duże ptaki pojawiają się blisko ścieżek, więc łatwo zobaczyć ich proporcje, ciężar sylwetki i sposób poruszania. W tej części spaceru nie chodzi o kolor czy egzotyczny detal, ale o siłę i spokój.

Obok klasycznych drapieżników są też większe ptaki padlinożerne, które w innym parku łatwo byłoby potraktować jako dodatek. Tutaj stoją niemal na wysokości oczu, na kamiennych półkach i przy skalnych niszach. Nie trzeba znać ich nazw, żeby poczuć, jak bardzo różnią się od lżejszych, ruchliwych ptaków oglądanych kilka minut wcześniej.

Ten ciężki, poważny ton dobrze kontrastuje z lemurami, które natychmiast zmieniają nastrój całej wizyty. Są szybkie, czujne i znacznie bardziej "fotogeniczne". Wystarczy chwila, żeby wzrok sam wracał właśnie do nich. To właśnie ten kontrast między monumentalnymi ptakami a ruchliwymi ssakami sprawia, że park nie nudzi się po jednej alei.

W pobliżu pojawiają się też miejsca, które przypominają, że Jungle Park nie sprowadza się do biernego oglądania. Oficjalnie park organizuje pokazy ptaków drapieżnych i lwów morskich, a do tego prowadzi własny dział edukacyjny dla szkół, więc za dekoracyjną warstwą stoi również próba opowiedzenia czegoś o zwierzętach i bioróżnorodności. Dobrze zostawić sobie trochę luzu, zamiast układać wizytę co do minuty.

Ten spacer działa też jak ogród
Jedną z przyjemniejszych niespodzianek są fragmenty, w których zwierzęta schodzą na drugi plan, a pierwszeństwo przejmują rośliny. Między wybiegami pojawiają się rabaty z sukulentami, agawami i kaktusami, które dobrze pasują do suchego krajobrazu południowej Teneryfy. Park pokazuje wtedy inną twarz - mniej widowiskową, ale bardzo spójną z miejscem.

Chwilę później sceneria znów się zmienia. Wysoki wodospad spada po sztucznej ścianie skalnej, szum wody odbija się między kamieniami, a ścieżka prowadzi dalej jak w dekoracji do przygodowego filmu. Tych kontrastów jest tu sporo i właśnie one podtrzymują uwagę nawet wtedy, gdy część zwierząt akurat schowa się w cieniu.

Na końcu zostają spokojniejsze kadry - zacienione wybiegi, szerokie przejścia i ptaki, które nie potrzebują efektownej oprawy. Emu oglądane z bliska wygląda prawie surowo, jakby bardziej pasowało do prehistorycznego szkicu niż do rodzinnej atrakcji. Taka zmienność dobrze podsumowuje cały park: raz dekoracyjny i tropikalny, raz niemal ascetyczny.

Co warto wiedzieć przed wizytą
Jungle Park leży w gminie Arona, kilka minut jazdy od kurortów na południu wyspy. To dobry kierunek na dzień, w którym plaża przestaje wystarczać, ale nie ma ochoty na daleki wyjazd w góry czy na północ. Teren jest jednak wyraźnie pagórkowaty, więc wygodniejsze buty przydają się bardziej niż w wielu innych rodzinnych atrakcjach.
W słoneczne dni warto mieć ze sobą wodę i nakrycie głowy, nawet jeśli spora część spaceru prowadzi w cieniu. Ten park najlepiej wypada bez pośpiechu - bardziej jako kilka spokojnych godzin wśród zieleni, skał i zwierząt niż szybki przystanek między jedną a drugą plażą. Aktualny program pokazów i zasady wizyty najlepiej sprawdzić na oficjalnej stronie Jungle Park.
Jungle Park nie konkuruje z południowym wybrzeżem tym samym, co promenady i plaże. Daje coś innego: spacer przez sztucznie uformowany krajobraz, w którym zoo, ogród i scenografia przygodowego parku składają się na jedną, całkiem spójną całość.
Redakcja „Poznaj Teneryfę”









