Kilka minut ponad zabudową Adeje południe wyspy przestaje wyglądać jak kraina hoteli i plaż. Barranco del Infierno to szlak prowadzony w kontrolowanym rezerwacie. Od pierwszych metrów przykleja się do ściany wąwozu, a potem biegnie coraz głębiej jednym zboczem ku miejscu, gdzie na tej suchej części Teneryfy wciąż utrzymuje się woda.
Ślad z tej wycieczki pokazuje prosty układ trasy - dojście i powrót tą samą drogą. Nie ma tu pętli ani mylących odnóg. Cała wędrówka opiera się na jednym, dość wąskim ciągu poprowadzonym wysoko nad dnem doliny. Z każdym kolejnym odcinkiem rośnie widok na skalne ściany, a miasta w tle jest coraz mniej.
Już na starcie widać stare Adeje
Początek szlaku leży na wysokości około 350 m n.p.m. i od razu działa jak naturalny balkon. Ścieżka wspina się skrajem wąwozu, a przed sobą widać jej pierwsze zakręty, suche zbocza i urwiska, które szybko odcinają ten spacer od nadmorskiego południa.

Ten pierwszy odcinek bywa też najbardziej odsłonięty. Szlak miejscami schodzi po krótkich stopniach, a miejscami trzyma się półki wykutej pod skałą. Po jego zewnętrznej stronie długo nie ma nic poza stromym opadaniem wąwozu. To właśnie w tej części najmocniej czuć, że nazwa Barranco del Infierno nie wzięła się z legendy, tylko z surowego charakteru terenu.

Po kilku minutach w oczy wpada roślinność typowa dla suchego południa: opuncje, wilczomlecze i niskie krzewy trzymające się kamienistego stoku. Stare Adeje zostaje przy tym w dole, za plecami - jego białe domy widać dopiero, gdy obejrzeć się wstecz. Rezerwat chroni nie tylko ten surowy krajobraz, ale też endemiczną florę i faunę, o których przypominają oficjalne opisy tego miejsca.

Dalej ścieżka trzyma się jednego zbocza i wąską półką obchodzi kolejne żebra skalne. Za sobą, w dół doliny, wciąż otwiera się widok ku nadmorskiej równinie, która z każdym zakrętem robi się już tylko odległym tłem.

Woda z tego wąwozu przez wieki płynęła do Adeje dawnym kanałem, który zaopatrywał miasto aż do XX wieku, zanim zastąpiła go nowsza sieć. Ślady tej wodnej gospodarki widać po drodze, a kamienny łuk przerzucony nad bocznym korytem to pozostałość takiej właśnie budowli.

Im dalej, tym wąwóz robi się wyższy
W dalszej części dojścia ścieżka długo trawersuje boczne zbocze, wysoko nad dnem doliny. Dzięki temu przez większość czasu widać przeciwległe ściany i skalne półki, a wysokość odczuwa się bardziej niż na zwykłym górskim podejściu. W prześwicie między zboczami wciąż widać w dole skrawek nadmorskiej równiny - na tym odcinku dolina jest jeszcze szeroko otwarta ku wybrzeżu.

To dobry moment, by zwrócić uwagę na sam przebieg szlaku. Ścieżka wygląda przy tych ścianach niemal jak cienka kreska poprowadzona po zboczu, a w suchym południowym świetle cały ten odcinek ma barwy od kurzu i piasku po rdzawy brąz.
Im wyżej, tym zbocza tracą pustynny charakter. Wśród kamieni pojawia się więcej zieleni, a pojedyncze suche krzewy ustępują gęstszym kępom roślin czepiających się wilgotniejszych załomów.

Jeszcze dalej wąwóz wyraźnie się zwęża. Ściany podchodzą bliżej siebie, wybrzeże znika za zakrętem, na dnie pojawiają się drzewa, a w głębi jest już znacznie więcej cienia. To pierwszy sygnał, że gdzieś dalej utrzymuje się woda.

Na końcu czeka woda
Największa zmiana przychodzi dopiero przy samym końcu dojścia, gdy panorama przestaje być głównym celem i ustępuje miejsca wodzie. Ostatni odcinek prowadzi wąskim korytarzem między niemal pionowymi ścianami, które zamykają widok z obu stron.

Barranco del Infierno należy do nielicznych teneryfskich wąwozów, w których woda utrzymuje się przez cały rok. Sam wodospad robi więc wrażenie nie tyle rozmiarem, ile kontrastem wobec całej drogi prowadzącej przez suchy krajobraz.

Przy samym wodospadzie ruch na szlaku wyraźnie zwalnia. Woda spada do ciemnego oczka pod pionową ścianą. Kamień w tej części doliny wygląda inaczej niż na odsłoniętym początku - jest ciemniejszy, miejscami mokry i porośnięty zielenią. To krótki finał całego dojścia, ale bardzo dobrze domyka charakter tej trasy.
W drodze powrotnej skała wygląda inaczej
Powrót biegnie dokładnie tą samą drogą, ale po kilku godzinach światło ustawia ściany pod innym kątem. Z tej strony lepiej widać, jak wąsko poprowadzono ścieżkę - kamienna półka ciągnie się skrajem zbocza, a tuż poniżej otwiera się dno wąwozu.

Jeszcze mocniej rzuca się teraz w oczy sama rzeźba skał. Zbocza są tu porowate, pełne nisz, jam i załamań wygryzionych w miękkim kamieniu. Ta druga połowa spaceru nie jest tylko cofnięciem kroków - pozwala raz jeszcze spojrzeć na teren, który przy wejściu oglądało się głównie z napięciem.

Przed wejściem warto wiedzieć
Barranco del Infierno działa z ograniczoną, dzienną liczbą wejść. To nie jest zwykły spacerowy deptak, tylko szlak prowadzony przez chroniony teren.
Stan na luty 2022: wejście wymaga wcześniejszej rezerwacji, a kask ochronny jest obowiązkowy i wydaje go obsługa przy wejściu. Na trasę nie wchodzi się w sandałach ani z psem, obowiązują pełne buty. Zasady i limity bywają aktualizowane, więc najlepiej sprawdzić je na oficjalnej stronie rezerwacji przed wyjazdem.
Na tej wysokości południe Teneryfy potrafi nagrzać skałę nawet zimą. Oficjalne wskazówki mówią o 1 - 1,5 l wody na osobę. W cieplejszych miesiącach najlepiej ruszać rano, zanim kamienny korytarz wąwozu zacznie oddawać ciepło.
Dojazd prowadzi do starszej części Adeje, a nie do hotelowej Costa Adeje. Z turystycznej strefy kursują tu autobusy 416, 417 i 473. Kilka minut od wejścia znajduje się też publiczny parking przy Casa Fuerte.
Barranco del Infierno dobrze pokazuje, jak szybko południe wyspy zrzuca kurortowy kostium. Wystarczy odejść od zabudowy Adeje. Po chwili zaczyna się surowy krajobraz skalnych nisz, wąskich półek i stromych ścian, a na końcu czeka woda, której w tym regionie zwykle się nie spodziewa.
Dwa lata później powstał kolejny wpis o tej trasie, tym razem z naciskiem na historię i legendy wąwozu - Barranco del Infierno - Piekielny Wąwóz 2024.










