Biała latarnia na końcu tej drogi z daleka wygląda jak cienka kreska wbita w klif. Między nią a Los Silos nie ma drzew ani plażowego porządku. Jest szutrowa droga, czarna lawa i kilka naturalnych basenów. Trasa z Los Silos do Faro de Buenavista del Norte i z powrotem należy do najprostszych spacerów nad oceanem w tej części wyspy, a zarazem do najsurowszych.
Zaczyna się od pieców wapiennych
Początek wypada przy Avenida Horno de Cal, niedaleko El Puertito. Stoją tu dwa przylegające do siebie piece wapienne, które gmina zalicza do przemysłowego dziedzictwa wybrzeża. Wypalano w nich wapno dla rolnictwa i na potrzeby budownictwa. Starszy według przekazów pochodzi z XIX wieku, w młodszym widnieje data 1931, a oba są chronione jako zabytek razem z historycznym centrum Los Silos. O samym miasteczku więcej jest w tekście Okolice Los Silos.
Pierwszy przystanek nad wodą to plaża Charco de la Araña. Na jej promenadzie stoi szkielet płetwala północnego. To instalacja z gminnego projektu „Esculturas de la naturaleza”. Płetwale północne co roku przemierzają ocean od zimnych wód Arktyki, a szkielet przypomina, jak blisko tego wybrzeża przebiega ich morski świat.

Między naturalnymi basenami a Montaña de Taco
Zaraz za plażą wybrzeże przechodzi w naturalne baseny. Pierwszy z nich, Charco de los Chochos, ma kamienny rant od strony oceanu i proste zejście z poręczą. To fragment brzegu, przy którym morze na chwilę daje się oswoić.

Po lewej stronie długo towarzyszy Montaña de Taco. Szeroki stożek wygasłego wulkanu odcina się od grzbietów Teno, a w jego kraterze urządzono największy zbiornik nawadniający na wyspie. Woda z niego zasila plantacje bananów w okolicy. Z perspektywy ścieżki zostaje z tego tylko suche, surowe zaplecze wybrzeża - pylista ziemia, niska roślinność i ciemne zbocza.

Im dalej od Los Silos, tym mniej śladów zabudowy
Przy El Bufadero brzeg na chwilę się zaciska. Skała pęka tu wąską szczeliną, w którą przy mocniejszym falowaniu wciska się woda. Przy silnej fali wytryskuje z niej w górę jak z fontanny.

Kilka minut dalej leży Charco Don Gabino, ostatnie z kąpielisk, które gmina wymienia na zachód od El Puertito. Niecka jest schowana nisko za pasem czarnej lawy, tuż przy linii fal. Za nią brzeg znów zmienia się w ciąg lawowych półek i małych zagłębień w skale.

Za ostatnimi basenami droga pustoszeje jeszcze bardziej. Zostaje szeroki szutrowy ślad i ciemne nisze wydrążone przez fale w lawowym brzegu. Na tym wybrzeżu rosną endemiczne kanaryjskie wilczomlecze, tabaiba dulce i cardón, przystosowane do ostrego słońca i zasolenia.

Latarnia rośnie na horyzoncie
Cel marszu widać właściwie od pierwszych metrów, ale dopiero tu przestaje być tłem. Faro de Buenavista nie wyskakuje nagle zza zakrętu. Najpierw stoi daleko, cienka i prawie nierzeczywista, a droga prowadzi ku niej spokojnie po skalnym tarasie nad wodą. Biała wieża stopniowo odrywa się od horyzontu.

Im bliżej Buenavisty, tym bardziej ścieżka zwęża krajobraz do dwóch elementów: oceanu po prawej i postrzępionej lawy po lewej. Nie ma dużych przewyższeń ani technicznych trudności, ale słońce i wiatr działają tu bez przeszkód, więc nawet prosty spacer ma w sobie coś z drogi przez otwarty, nieosłonięty teren.

Kilkaset metrów przed latarnią, w miejscu oznaczonym na mapach jako El Rayo, brzeg zapada się w duży otwór. Przez kamienny łuk po jego drugiej stronie widać ocean, a dno zasypują kamienie i skalne bloki. W ścianach odsłaniają się na przemian warstwy ciemnej i rdzawej lawy.

Spirala nad klifem
Latarnia stoi już w gminie Buenavista del Norte, około 4 km od samego miasteczka. Zbudowano ją w latach 1990-1991, ale do służby weszła dopiero w 1997 roku. To nowoczesny obiekt i od razu to widać. Nie ma klasycznej, zwartej sylwetki starszych kanaryjskich latarni. Z daleka 40-metrowa wieża przypomina pionową rzeźbę ustawioną na klifie, a z boku najlepiej widać jej najbardziej charakterystyczny detal - otwartą spiralę schodów.

Z bliska okazuje się, że to w gruncie rzeczy dwie wieże na wspólnej podstawie. Obok gładkiego, szerokiego trzonu wznosi się smuklejsza kolumna, owinięta spiralą schodów z czerwonymi poręczami. Sam obiekt szerzej opisuje też artykuł Latarnie morskie na Teneryfie - strażnicy klifów i krańców wyspy.

Woda, czapka i autobus do Los Silos
Powrót prowadzi tym samym korytarzem wybrzeża, więc łatwo rozłożyć siły i zawrócić wcześniej, jeśli pogoda nie sprzyja. Poza krótką promenadą przy plaży Charco de la Araña nie ma tu cienia, ławek ani kawiarni. Najlepiej sprawdzają się zwykłe buty z dobrą podeszwą, zapas wody i nakrycie głowy. To północ wyspy, więc nawet przy poprawnej prognozie warto liczyć się z wiatrem i szybką zmianą światła. Gdy morze jest wzburzone, naturalne baseny lepiej potraktować wyłącznie jako element krajobrazu.
Do startu najwygodniej dojechać samochodem w okolice Avenida Horno de Cal i El Puertito. Bez auta najprościej dotrzeć do Los Silos autobusem TITSA, a potem zejść pieszo ku wybrzeżu.
W drodze powrotnej latarnia długo jeszcze widnieje za plecami jako biały punkt nad ciemnym klifem, coraz mniejsza, aż zostaje z niej cienka kreska z początku spaceru.










