Żółtawy stożek Montaña Amarilla, czarne lawowe zatoki Amarilla Golf i rybacki port w Los Abrigos mieszczą się na jednym, kilkukilometrowym odcinku południowego wybrzeża. Ta trasa dobrze pokazuje mniej plażową stronę południa Teneryfy. Najpierw prowadzi po surowym brzegu pod chronionym stożkiem, potem wchodzi między marinę i zabudowę Golf del Sur, a na końcu schodzi do portu, nad którym stale wraca sylwetka Montaña Roja.
Początek pod Montaña Amarilla
Costa del Silencio jest wygodnym punktem startowym, ale prawdziwy charakter spaceru zaczyna się dopiero kilkaset metrów dalej, na stokach Montaña Amarilla. To chroniony stożek wulkaniczny powstały podczas erupcji morskiej, stąd biorą się jego jaśniejsze, żółtawe warstwy. Z górnej ścieżki dobrze widać, jak szybko zabudowa urywa się nad suchym, niemal księżycowym zboczem, a dalej ponad południem wyspy potrafi pokazać się także Teide.

Zejście z tego odcinka szybko sprowadza na czarny brzeg. Skały są tu poszarpane, pod stopami zostaje lawa i ubita ścieżka, a na horyzoncie po raz pierwszy wyraźnie ustawia się Montaña Roja. To właśnie ona będzie później wracała niemal do samego końca trasy.

Między kolejnymi zatokami krajobraz robi się jeszcze bardziej surowy. Nad urwiskiem ciągnie się wąska ścieżka, a na tym odcinku zdarzają się też konne przejazdy. Bez promenady, bez osłon od wiatru, z oceanem tuż obok.

Dalej ścieżka dochodzi do Playa Colmenares, szerokiego łuku z otoczaków i ciemnego żwiru. W pamięć zapada otwarty brzeg, równy rytm fal i szeroka przestrzeń między wodą a zabudową.

Kilkaset metrów dalej wulkaniczny brzeg nagle zamyka się w mniejszej, osłoniętej zatoce z jaśniejszą wodą. Na krótkim dystansie widać tu całą zmienność tego wybrzeża. Po odkrytych klifach przychodzą niewielkie kieszenie lawy, w których ocean na chwilę łagodnieje.

Od lawy do mariny
Po dzikszym początku trasa wchodzi w rejon Amarilla Golf i Golf del Sur, należący do gminy San Miguel de Abona. Ta część wybrzeża została rozplanowana wokół pól golfowych i mariny, ale nawet tutaj najważniejszy pozostaje ocean. Z kamiennego tarasu dobrze widać falochron Mariny San Miguel, a za nim znów pojawia się Montaña Roja.

Mimo coraz bliższej zabudowy brzeg nie traci wulkanicznego charakteru. Między palmami i suchą roślinnością dalej ciągną się czarne skały, a małe zejścia do wody chowają się między zastygłymi jęzorami lawy.

Końcówka tego odcinka biegnie już wygodniejszą promenadą. Z jednej strony zostają apartamenty i hotele, z drugiej bez przerwy wraca otwarty ocean. Wielkich przewyższeń tu nie ma, ale właśnie tutaj najlepiej widać zmianę rytmu spaceru. Od surowej ścieżki pod Montaña Amarilla do uporządkowanego deptaka prowadzącego w stronę Los Abrigos.

Los Abrigos na końcu drogi
Los Abrigos zamyka trasę zupełnie innym obrazem niż początek. Zamiast stożków i urwisk pojawia się port rybacki, kamienne nabrzeże i zwarta zabudowa schodząca do wody. Miejscowość należy do Granadilla de Abona i do dziś zachowała wyraźny związek z morzem. Widać to od razu po łodziach przy kei i układzie całej zatoki.

Kilka minut dalej otwiera się ostatni szeroki widok. Z Los Abrigos bardzo wyraźnie widać Montaña Roja, która z tej strony domyka horyzont nad wschodnią częścią południowego wybrzeża. To dobre zakończenie tego spaceru, bo przez większą część drogi była tylko punktem na tle oceanu, a dopiero tutaj staje się głównym planem.

Informacje praktyczne
To wybrzeże wygląda łagodnie tylko z daleka. Między Costa del Silencio a Playa Colmenares są odcinki po nierównej lawie i ubitej ziemi. Lepiej sprawdzają się więc pełne buty z dobrą przyczepnością niż lekkie buty plażowe. Na słonecznym południu szybko przydaje się też nakrycie głowy i zapas wody.
Najwygodniej potraktować ten wpis jako trasę jednokierunkową między Costa del Silencio a Los Abrigos. Do obu końców prowadzą drogi od TF-1 przez rejon Las Chafiras i Guargacho, więc łatwo rozdzielić dojazd autem albo wrócić z końca spaceru taksówką.
Najlepiej ruszać rano albo późnym popołudniem, bo większa część trasy biegnie bez cienia. W dni z przejrzystym powietrzem najmocniej wypadają widoki na Teide i Montaña Roja. Nawet przy silniejszym wietrze ten lawowy brzeg robi jednak wrażenie bardziej surowością niż pocztówkową gładkością.
To nie jest południe szerokich plaż i hotelowych deptaków od pierwszej minuty. Najpierw idzie się skrajem czarnej lawy, potem między mariną i nadmorską zabudową, a na końcu schodzi do portu, który wciąż wygląda bardziej rybacko niż resortowo. Właśnie ta zmiana rytmu sprawia, że spacer z Costa del Silencio do Los Abrigos pamięta się dłużej niż sam kilometraż.










