Nazwa obiecuje churros, a czarna tablica nad wejściem wylicza dziewięć specjalności lokalu i nie wymienia ich ani razu. Są tam hamburgery, pizze, kurczaki z rożna, hot dogi, arepy i papas locas, czyli frytki zasypane dodatkami. Cafetería-Churrería Juventud zajmuje żółty narożny budynek w Los Olivos, dzielnicy mieszkalnej niespełna kilometr na zachód od starego miasta Adeje. To bar dla okolicy, nie adres z przewodnika.
Kanapki wychodzą stąd jako pełny obiad, nie jako dodatek do kawy. Trójkąty tostowanego chleba są wypchane sałatą, pomidorem, serem i bekonem, a w środku siedzi jeszcze jajko sadzone.

Karta pokazuje, skąd ten lokal czerpie. Arepy, czyli grube placki z mąki kukurydzianej przecięte i wypełnione nadzieniem, jada się w Wenezueli i Kolumbii. Tutaj są w sześciu wersjach, od szynki z serem po szarpaną wołowinę. W tle stoi natomiast to, co tablica na fasadzie reklamuje jako specjalność zakładu. Papas locas, frytki przykryte szarpanym mięsem i startym serem, są kanaryjskie.

Wśród przystawek karta stawia obok siebie dwa różne światy. Tequeños to wenezuelskie paluszki z ciasta nadziewane serem i smażone w głębokim tłuszczu. Kilka pozycji dalej stoi carne fiesta, czyli kanaryjska wieprzowina z całodobowej marynaty, którą zwykle jada się na lokalnych fiestach i odpustach.

Ten sam trop wraca w hot dogu, podpisanym w karcie jako perrito caliente. Bułka ginie pod ketchupem, musztardą i majonezem, a na wierzch idzie garść smażonej cebulki oraz frytki pocięte w cienką słomkę. Karta lokalu dzieli wszystkie te pozycje na kilkanaście sekcji, od tostów i kanapek po kurczaka z rożna, przystawki i desery.

Największe talerze idą pod nazwą platos combinados, czyli zestawów obiadowych na jednym talerzu. Pierś z kurczaka z grilla przykrywają plastry stopionego sera i krążki ananasa, obok leży kopiec frytek. Ceny trzymają się poziomu baru, nie restauracji przy plaży.

Churros wracają na końcu karty, tuż przed napojami. Porcja liczy sześć sztuk, jest też półporcja, a czekoladę dolicza się osobno. Na papierowej serwetce leży stos grubych, złotych wałków ciasta, zagiętych na pół. Do tego filiżanka gęstej czekolady do maczania i szklanka kawy z mlekiem.

Ta sama lada wydaje arepy, papas locas i hot dogi, a przy stolikach siedzą mieszkańcy Los Olivos. Karta otwiera się zdaniem, że lokal działa od 1993 roku.










