Są na Teneryfie miejsca, które pamięta się przez jeden obraz. W Icod de los Vinos tym obrazem jest smocze drzewo, ale szkoda kończyć wizytę na jednym zdjęciu. Stare miasto rozchodzi się po stromym zboczu, między kościołami, dawnymi klasztorami i domami z drewnianymi balkonami, a nazwa „de los Vinos” nie jest tu przypadkiem.
Drzewo, które nie liczy słojów
Drago Milenario jest symbolem miasta i jednym z najbardziej rozpoznawalnych okazów draceny smoczej na Wyspach Kanaryjskich. Popularnie mówi się o nim „tysiącletni”, ale wiek tej rośliny można podawać tylko szacunkowo - drago nie tworzy słojów jak klasyczne drzewo. Miejskie opracowania wskazują raczej na około 700 lat, z dużym marginesem błędu.

Dopiero z bliska widać, jak niezwykła jest jego sylwetka. Korona rozlewa się szeroko nad ogrodem, pień jest pusty w środku, a cały okaz wygląda bardziej jak rzeźba niż zwykłe drzewo. Nic dziwnego, że od 1917 roku pozostaje pod ochroną jako Monumento Nacional i do dziś jest najważniejszym znakiem rozpoznawczym Icod.
Park wokół drzewa nie został urządzony tylko po to, żeby wyznaczyć punkt widokowy. Parque del Drago ma około trzech hektarów i pokazuje kanaryjską roślinność w bardziej uporządkowanej, botanicznej formie. Wśród palm, wilczomleczy i młodszych dracen łatwo zapomnieć, że jeszcze w XX wieku tuż obok przebiegała droga, którą ostatecznie odsunięto, żeby chronić to miejsce. A przy bezchmurnej pogodzie dochodzi jeszcze widok - ponad miastem wyrasta wtedy szczyt El Teide, więc w jednym spojrzeniu spotykają się dwa symbole wyspy: smocze drzewo i wulkan.

Park to nie tylko samo drzewo. Ścieżki schodzą do małej jaskini wulkanicznej i przez mostki nad wąwozem Caforiño, a w części etnograficznej zachowano dawną tłocznię wina i sprzęty rolnicze - ślad po tym, że całe to zbocze kiedyś uprawiano. Dzięki temu spacer nie kończy się na „obowiązkowym” ujęciu drzewa.

Skąd w nazwie wzięły się wina
Druga połowa nazwy miasta nie jest ozdobnikiem. Icod zasłynęło z win już w XVI wieku, a w centrum do dziś łatwo trafić do miejsc, które o tej tradycji przypominają bardziej naturalnie niż muzealne tablice. Jednym z nich jest Museo de Malvasía, położone kilka kroków od placu przy kościele San Marcos.

To dobry moment, żeby zwolnić tempo. W Icod najwięcej daje nie odhaczanie kolejnych punktów, tylko krótki odpoczynek na patio, spojrzenie na strome ulice schodzące ku oceanowi i świadomość, że całe to miasto przez stulecia rosło wokół upraw, tłoczni, magazynów i handlu.
Nie tylko drago
Tuż obok głównej atrakcji działa Mariposario del Drago, czyli motylarnia, w której między roślinami lata ponad osiemset egzotycznych motyli z różnych części świata. To miejsce bardziej kameralne niż park, ale bardzo fotogeniczne - pełne ciepła, zieleni i ruchu.

Kilka ulic dalej czeka Casa del Plátano, niewielkie muzeum poświęcone bananom, bez których trudno opowiedzieć rolniczą północ Teneryfy. Sam budynek nie udaje wielkiej atrakcji - to raczej spokojny przystanek, który porządkuje wiedzę o najbardziej rozpoznawalnej uprawie wyspy.

Najlepsza część jest za wejściem. W ogrodzie wiszą ciężkie kiście owoców, a to, co na sklepowej półce wygląda zwyczajnie, tutaj od razu pokazuje skalę i rytm plantacyjnej pracy. Taki detal dobrze uzupełnia winiarską historię miasta - Icod najłatwiej zrozumieć przez to, co rosło na jego żyznych stokach.

Kościoły, place i dawne klasztory
Historyczne centrum Icod jest chronione jako zabytkowy zespół o znaczeniu kulturowym (hiszp. Bien de Interés Cultural) i rzeczywiście najlepiej poznaje się je pieszo. Większość ważnych miejsc leży blisko siebie, więc zamiast długiego marszu jest raczej spacer od jednego placu do następnego.
Najważniejszą świątynią pozostaje Iglesia de San Marcos - jeden z najstarszych i najcenniejszych kościołów w mieście. Obecną formę zyskał etapami od XVI wieku, a w środku zachował między innymi drewniane stropy i cenne wyposażenie sakralne. Nawet z zewnątrz widać, że to nie jest świątynia stojąca tu przypadkiem, tylko prawdziwy środek dawnego Icod.

Kilka minut dalej stoi jeszcze jedno smocze drzewo - Drago de San Antonio. Nie ma sławy głównego drago, ale właśnie dlatego robi wrażenie. Rośnie przy spokojniejszej ulicy, bez tłumu wokół, i pokazuje, że ten charakterystyczny kształt nie jest w Icod wyjątkiem oderwanym od reszty miasta.

Naprzeciw Plaza de la Constitución, zwanej też Plaza de la Pila, stoi Casa Lorenzo Cáceres. To XIX-wieczny dom w stylu neoklasycznym, dziś wykorzystywany przez miasto jako przestrzeń wystawowa i użytkowa. Jasna fasada, balkon i drzewa na placu tworzą jedno z tych miejsc, gdzie Icod wydaje się bardziej eleganckie niż surowe.

Podobnie działa dawny klasztor San Francisco, mieszczący dziś bibliotekę miejską. Długi biały mur, skromna fasada i zaciszna ulica nie próbują przyciągać uwagi na siłę. To jeden z tych budynków, które pokazują, jak naturalnie w Icod splatają się funkcje codzienne z dawną architekturą klasztorną.

Jeszcze wyżej stoi Iglesia de San Agustín - jedyna zachowana część dawnego klasztoru augustianów, którego początki sięgają końca XVI wieku. Obok wyrasta ratusz, dobudowany już w XX wieku do dawnego zespołu konwentualnego. Dzięki temu jedno spojrzenie obejmuje kilka warstw miasta naraz - zakonny Icod, miejski Icod i współczesne centrum administracyjne.

Miasto, które ogląda się między zakrętami
W Icod łatwo zapamiętać wielkie atrakcje, ale równie łatwo przeoczyć to, co najlepiej buduje atmosferę miejsca. Wąskie przejścia między domami, żółte i czerwone elewacje, bruk, który raz pnie się w górę, a raz nagle opada - to właśnie przez takie detale spacer nie zamienia się w zwykłe przejście od punktu A do punktu B.

Stare miasto nie jest tu dekoracją przygotowaną pod jedną atrakcję. Drago przyciąga na początek, ale dopiero boczne ulice, place i dawne domy sprawiają, że Icod de los Vinos zostaje w pamięci jako pełne, żywe miasto północy, a nie tylko adres na mapie z jednym słynnym drzewem.

Bilety i przerwa na arepas
Wstęp do Parque del Drago jest płatny. Ceny i godziny otwarcia bywają korygowane, więc najlepiej sprawdzić je przed wizytą na oficjalnej stronie parku. Po spacerze po starówce dobrym przystankiem na coś ciepłego jest Q'Arepas przy Avenida de Canarias. Serwują wenezuelskie arepas, czyli placki z mąki kukurydzianej z różnym nadzieniem.
Zobacz więcej w galeriach:
Redakcja „Poznaj Teneryfę”










