Zanim do Maski doprowadzono drogę, jedno z najlepszych wyjść z wioski do reszty świata prowadziło w dół. Mieszkańcy schodzili dnem wąwozu nad ocean, nieśli towary na wymianę z innymi miejscowościami, a stare nabrzeże w zatoce przypomina, że dalej podróżowało się morzem. Druga ścieżka, Camino de los Guanches, wspinała się przez góry w stronę Santiago del Teide.
Ten sam wąwóz jest dziś jednym z najbardziej znanych szlaków Teneryfy, tyle że kierunek wyznaczają mu przepisy. Wolno nim tylko zejść, a wraca się łodzią.
Na mapie Masca to punkt, w terenie cztery skupiska domów, każde na własnym grzbiecie. Nazywają się La Bica, El Turrón, La Piedra, zwana też Lomo del Medio, oraz Lomo de Masca, a łączą je stare kamienne ścieżki. Mieszka tu mniej niż sto osób, na wysokości około 680 metrów. Administracyjnie wieś należy do gminy Buenavista del Norte, choć większość przyjezdnych dociera do niej od strony Santiago del Teide.
Sercem osady jest plac w La Piedra. Nad osiemnastowieczną kaplicą Nuestra Señora de la Concepción rozpościera się wielki figowiec, a tuż obok, w centrum odwiedzających, zaczyna się kontrola przed zejściem do wąwozu.
Całą wieś objęto ochroną jako zespół zabytkowy, bo dobrze zachowała dawny sposób budowania. Domy stawiano z tego, co było pod ręką, czyli z kamienia wulkanicznego, drewna miejscowych drzew, trzciny i gliny. Nad wylotem doliny w stronę wąwozu sterczy Roque Catana, ostra rdzawa skała wysoka na 620 metrów, którą widać niemal na każdym zdjęciu wsi zrobionym od strony placu.
Pytanie, po co ktokolwiek zamieszkał tak wysoko nad przepaścią, ma prostą odpowiedź. Na wyspie, gdzie źródeł zawsze było mało, wąwóz pod wsią miał wodę przez cały rok. Według zarządcy szlaku korzystali z niej już przed podbojem kastylijskim mieszkańcy aborygeńscy, po których w okolicy zostały stanowiska archeologiczne. Woda nie wystarczała jednak bez pracy rąk. Strome zbocza zamieniano w schodki tarasów pod zboże, ziemniaki i kapustę, a palmy dawały paszę dla zwierząt, pnie na ule i liście na kapelusze i miotły. Część mieszkańców do dziś uprawia małe ogrody ze starymi odmianami warzyw, wśród nich cebulę z Maski, którą zarządca szlaku nazywa kulinarną perłą wsi.
Wieś obejrzana z bliska, z uliczkami La Piedra, tarasami pod palmami i kaplicą przy placu, ma osobny wpis z lipca 2023 roku. Tam jest też więcej o jej dziejach.
Do drugiej połowy XX wieku do Maski docierało się tylko pieszo albo na ośle. Drogę budowano etapami i źródła nie zgadzają się nawet co do tego, kiedy ją ukończono. Dzisiejsza TF-436 przecina wieś po drodze z Santiago del Teide do Buenavista del Norte, znacznie bliżej Santiago, i przez większość trasy wije się serpentynami po zboczach Teno.
Ta droga skończyła izolację wsi, ale sama szybko stała się problemem. Jest wąska, ma strome odcinki i ciasne zakręty, na których dwa większe pojazdy z trudem się mijają, a miejsc do parkowania w samej Masce jest bardzo mało. Gdy w lipcu 2026 roku przy wsi wybuchł niewielki pożar, ekipy gaśnicze miały poważny kłopot z dojazdem, bo TF-436 jest jedyną drogą, którą można się tu dostać i stąd wydostać. Po tym zdarzeniu Cabildo, czyli samorząd wyspy, zapowiedziało zamykanie wjazdu dla aut turystów w dni zagrożenia pożarowego (szczegóły w części praktycznej niżej).
Wieś najlepiej widać z góry, zanim się do niej zjedzie. Z punktu widokowego La Cruz de Hilda przy TF-436 cała Masca leży poniżej, około kilometra dalej na tle wąwozu, a zarządca szlaku poleca też punkt widokowy Cherfé. Sam przejazd tą drogą i widok z La Cruz de Hilda mają własne wpisy.

Wąwóz zaczyna się tuż pod wsią i schodzi aż do poziomu morza. Według zarządcy szlaku woda żłobiła go w twardej skale wulkanicznej przez pięć milionów lat i wciąż nie skończyła, bo co roku strąca nowe kamienie i przesuwa głazy. W ścianach widać poziome warstwy law, z których zbudowany jest masyw Teno, przecięte pionowymi pasami. To szczeliny, którymi kiedyś przeciskała się ku powierzchni magma. Im niżej, tym starsze warstwy wychodzą na wierzch, a przy ujściu, jak podaje zarządca, leżą jedne z najstarszych skał Teneryfy.
Ścieżka nie jest szeroka ani równa. Prowadzi po skalnych stopniach, między głazami i pod nawisami, miejscami z poręczą albo łańcuchem.
W wąwozie mieszczą się dwa zupełnie różne światy. Wzdłuż strumienia rosną wierzby, które tworzą zielony korytarz, a nad wodą latają ważki i ptaki przylatujące się napić. Na pionowych ścianach życie musi się czepiać szczelin. Korzenie zapuszczają tam smocze drzewa i rośliny skalne, a według zarządcy szlaku żyje tu niewielki pająk, którego jedyna znana populacja zamieszkuje właśnie ten wąwóz.
Ślady ludzi są tu równie stare jak ścieżka. Zarządca wymienia porzucone tarasy uprawne, kanały do prowadzenia wody i jaskinię, która służyła za schronienie. W dolnej części wąwozu kamienne murki tarasów widać do dziś. Popularna opowieść o piratach, którzy mieli tu ukrywać się albo chować łupy, nie ma żadnego potwierdzenia, ale łatwo zrozumieć, dlaczego przylgnęła akurat do tego miejsca.
Sam zarządca nie ukrywa, że to trudna trasa. Trudność zejścia ocenia jako wysoką, a wąwóz nazywa miejscem, w którym w ostatnich latach przeprowadzono najwięcej akcji ratunkowych na całych Wyspach Kanaryjskich. Przebieg zejścia odcinek po odcinku, z wysokością ścian i pierwszym widokiem na ocean, opisuje relacja z sierpnia 2024 roku.
Wąwóz kończy się kamienistą zatoką pod ścianami Teno. Na mapach bywa nazywana plażą, ale decyzją gminy Buenavista del Norte z 2010 roku plaża jest całkowicie zamknięta dla publiczności. Zatoka służy więc za metę szlaku i przystań. Z pomostu odbijają łodzie do portu w Los Gigantes, a zarządca dopuszcza też powrót kajakiem morskim z firmą, która takie wyprawy organizuje.
Z pokładu Masca znika za grzbietami, a zostaje sama skała. Wąwóz okazuje się szczeliną w długiej ścianie klifów, które dalej na południe, nad Los Gigantes, wznoszą się na kilkaset metrów. Łódź płynie wzdłuż tej samej skały, między której ścianami szło się przed chwilą.
Dawniej mieszkańcy schodzili tym wąwozem, żeby z Maski się wydostać. Dziś przyjezdni dojeżdżają do Maski autobusem tylko po to, żeby tą samą drogą z niej zejść, i to wyłącznie w jedną stronę.
Klify oglądane z łodzi i z lądu, a także rejs z Los Gigantes, który zagląda do przystani w ujściu wąwozu, opisano w poniższych wpisach.
Zasada stała jest prosta. Zejście wąwozem wymaga rezerwacji na konkretny dzień i godzinę, prowadzi tylko w dół, a powrót odbywa się łodzią do Los Gigantes. Wszystko inne zmieniało się w ostatnich latach kilka razy i dalej się zmienia, dlatego przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne zasady na oficjalnej stronie szlaku Camino del barranco de Masca.
Kolejne zmiany, od najstarszej, wyglądały tak.
Stan na październik 2026: rezerwacje przyjmowane są tylko na zejście, na dni od środy do soboty, bilet kosztuje od 40,66 €, a mieszkańcy Teneryfy wchodzą bezpłatnie (zwrot po okazaniu dokumentu przy kontroli). Bilet na łódź do Los Gigantes kupuje się osobno u jednej z firm wskazanych na stronie szlaku, na rejs najpóźniej cztery godziny po godzinie wejścia. Na kontrolę w centrum odwiedzających w Masce trzeba się stawić co najmniej pół godziny przed zarezerwowaną godziną wejścia. Kurs linii 355 z Santiago del Teide trzeba więc wybrać z rozkładu tak, żeby po około 20 minutach jazdy zdążyć na kontrolę, a zarządca szlaku radzi być na przystanku co najmniej godzinę przed godziną wejścia. Kontrola sprawdza dokument tożsamości, bilet na szlak, bilet na łódź, bilet autobusu 355 i obuwie. Wymagane są zamknięte buty górskie z bieżnikiem, kask wypożycza obsługa. Na trasie nie ma wody pitnej, a zarządca każe zabrać co najmniej 1,5 litra na osobę. Dzieci poniżej 8 lat nie są wpuszczane. W strumieniu i oczkach wodnych nie wolno się kąpać. Przy wzburzonym morzu przystań bywa zamykana i wtedy trzeba wrócić pieszo pod górę.
Na szlak dojeżdża się z Santiago del Teide. Samochód zostawia się na parkingu przy cmentarzu, skąd w około 10 minut dochodzi się do przystanku linii 355, a przejazd do Maski trwa około 20 minut. Od środy do soboty autobus kursuje często, w pozostałe dni mniej więcej o połowę rzadziej. Tej samej linii, od strony Buenavista del Norte, wystarczy też tym, którzy chcą obejrzeć samą wieś bez schodzenia do wąwozu. Po rejsie wraca się z Los Gigantes do Santiago del Teide liniami 325 albo 462, które razem dają tylko kilka kursów dziennie, więc godzinę łodzi najlepiej dopasować do rozkładu. Do samej wsi poza dniami alertu wciąż można wjechać autem, ale miejsc do parkowania jest niewiele, a przy alarmie pożarowym wjazd dla turystów się zamyka.