Las paponas najlepiej rozumie się nie przy stole, tylko w tłumie. To jedzenie pomyślane pod ulicę. Papona to wielki pieczony ziemniak (sam ziemniak na Kanarach nazywa się papa). Rozcina się go i zasypuje dodatkami, które mają postawić na nogi między jednym koncertem a drugim.
Nadzienie to zwykle tuńczyk, kukurydza, szynka, oliwki, ser i sosy, ale papona bywa też dużo cięższa. Tutaj pod siatką dwóch sosów, czerwonego i białego, kryją się gruba warstwa startego sera, oliwki i mięso w stylu kebabu. Ziemniak robi w takiej wersji raczej za jadalne naczynie niż za bazę.

Papona z karnawału w Los Cristianos trzyma się bliżej klasyki. Starty ser przykrywa prawie cały ziemniak, a spod niego wystają kukurydza i plasterki oliwek. Sosu jest tu niewiele, tylko przy brzegu.

W karnawale 2023 papona stała się też powodem sporu. Po pierwszej nocy karnawału w Santa Cruz w mediach społecznościowych pojawiły się narzekania, bo na części stoisk trzeba było za nią zapłacić 7 €. Podwyżkę tłumaczono droższymi surowcami i prądem oraz kosztem najmu stanowiska. Dla turystów, którzy traktują karnawał jako część urlopu, taka cena nie jest zaporowa.
To bardziej format niż przepis
Papona nie czeka też na karnawał. W świątecznym Santa Cruz przy Plaza de España stanęło stoisko przybrane girlandami. Tablica z cenami rozpisywała całą rodzinę wariantów. Najprostszy był ziemniak z solą i pieprzem albo z samym sosem mojo, pełny zestaw nazywał się completa, a najcięższe porcje dostawały kebab lub szarpane mięso (mechada).

Każdy z tych wariantów zaczyna się tak samo, od bardzo dużych ziemniaków. Te ze skrzynki w Los Cristianos są jeszcze surowe. Pieczenie nie może się spieszyć, bo pierwsza partia musi spędzić w piecu co najmniej godzinę, żeby środek zmiękł, a skórka zrobiła się chrupiąca.

Gotową paponę podaje się w folii, która długo trzyma ciepło. Dzięki temu je się ją na stojąco, w drodze albo czekając na kolejną orkiestrę.
Papona trafia też na fiesty daleko od stolicy. Można ją było kupić choćby na święcie San Sebastián w Adeje. Tu do sera i sosów doszły jeszcze warzywne dodatki, więc całość wygląda mniej jak przekąska, a bardziej jak uliczny obiad.

Kto polubi taki nadmiar dodatków, znajdzie go też w papas locas, tyle że na frytkach zamiast na pieczonym ziemniaku. Sama papona wraca na Teneryfie przy niemal każdej większej fieście, więc po karnawale nie trzeba długo czekać na następną okazję.






